W środę, w siedzibie Prokuratury Krajowej, zapadła decyzja, która może okazać się jednym z ważniejszych rozdziałów w historii sprawy Pegasusa w Polsce. Byli szefowie dwóch kluczowych służb specjalnych – Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego – usłyszeli zarzuty.
Chodzi o Piotra P., byłego szefa ABW, oraz Macieja M., który kierował SKW. Jak poinformowała Prokuratura Krajowa, obaj mieli dopuścić do korzystania z systemu Pegasus mimo braku wymaganej akredytacji oraz bez uprzedniego sprawdzenia, czy narzędzie spełnia wymogi ochrony informacji niejawnych. W praktyce oznacza to podejrzenie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych – przestępstwo zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności.
Śledczy podkreślają, że sprawa nie dotyczy jedynie formalności administracyjnych. W tle pozostaje pytanie o to, czy jedno z najbardziej zaawansowanych narzędzi inwigilacyjnych na świecie było w Polsce wykorzystywane w sposób zgodny z prawem i standardami ochrony tajemnic państwowych. Prokuratura bada zarówno legalność czynności operacyjno-rozpoznawczych prowadzonych przy użyciu Pegasusa, jak i sam tryb jego wdrożenia oraz nadzoru nad systemem.
Rzecznik Prokuratury Krajowej, prok. Przemysław Nowak, poinformował, że wobec podejrzanych nie zastosowano środków zapobiegawczych. – W niniejszej sprawie nie było potrzeby zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania poprzez stosowanie środków zapobiegawczych – przekazał.
Obaj byli szefowie służb, przesłuchani w charakterze podejrzanych, nie przyznali się do zarzucanych im czynów i odmówili składania wyjaśnień.
Zarzuty przedstawili prokuratorzy z Zespołu Śledczego nr 3 Prokuratury Krajowej, który od miesięcy analizuje okoliczności zakupu i wykorzystywania Pegasusa. Postępowanie obejmuje wątek ewentualnego przekroczenia uprawnień oraz niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych. W praktyce oznacza to próbę odpowiedzi na fundamentalne pytanie: gdzie kończy się bezpieczeństwo państwa, a zaczyna odpowiedzialność za sposób, w jaki się je chroni.
Sprawa wchodzi w etap, w którym z ogólnych debat o granicach inwigilacji przechodzi na poziom osobistej odpowiedzialności konkretnych osób. Dla byłych szefów służb to już nie spór polityczny, lecz realne postępowanie karne. Dla opinii publicznej – test przejrzystości i standardów państwa prawa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze