Reklama

Radom, Ursus i Płock powiedziały "dość". Władza odpowiedziała brutalnie

Był 25 czerwca 1976 roku, gdy tysiące robotników wyszły na ulice, by zaprotestować przeciwko drastycznym podwyżkom cen żywności. Komunistyczne władze liczyły, że społeczeństwo przyjmie kolejną decyzję bez większego sprzeciwu. Stało się odwrotnie. Protesty w Radomiu, Ursusie i Płocku zmusiły ekipę Edwarda Gierka do wycofania się z planowanych podwyżek. Było to jedno z nielicznych ustępstw władz PRL wobec społecznego oporu. Cena tego sukcesu okazała się jednak bardzo wysoka.

W realiach Polski Ludowej ceny większości produktów nie wynikały z zasad rynku. O ich wysokości decydowało państwo, próbując w ten sposób łatać problemy centralnie sterowanej gospodarki. To właśnie zwykli obywatele ponosili konsekwencje tych decyzji. Paradoks polegał na tym, że najbardziej cierpiała grupa, którą propaganda nieustannie przedstawiała jako fundament ustroju – robotnicy.

Edward Gierek, który przejął władzę po krwawych wydarzeniach Grudnia '70, przez pierwsze lata swoich rządów budował obraz kraju rozwijającego się w błyskawicznym tempie. Nowe mieszkania, zakłady przemysłowe i łatwiejszy dostęp do wielu dóbr sprawiały wrażenie, że Polska rzeczywiście przyspiesza. Mało kto wiedział jednak, że ten rozwój finansowany był przede wszystkim zachodnimi kredytami, a gospodarka wciąż funkcjonowała według tych samych niewydolnych zasad.

Reklama

Po kilku latach stało się jasne, że pieniędzy zaczyna brakować. Rząd postanowił sięgnąć po rozwiązanie, które sześć lat wcześniej kosztowało władzę Władysława Gomułki polityczną katastrofę – podwyżkę cen podstawowych artykułów spożywczych.

24 czerwca 1976 roku premier Piotr Jaroszewicz podczas transmitowanego przez radio i telewizję wystąpienia w Sejmie ogłosił plan znaczących podwyżek. Informację ukrył wśród długiego wywodu o sukcesach gospodarczych kraju, jednak właśnie ona natychmiast zdominowała rozmowy Polaków. Dodatkowe emocje wywołały zapowiadane rekompensaty finansowe oraz zapewnienia, że decyzje będą jeszcze konsultowane z przedstawicielami załóg. Na jakiekolwiek konsultacje nie było już czasu.

Reklama

Protest, który zaskoczył władzę

Następnego ranka robotnicy rozpoczęli strajki i demonstracje. W całym kraju protestowały załogi 112 zakładów pracy, a udział w akcjach wzięło ponad 80 tysięcy osób. Najgwałtowniejszy przebieg wydarzenia miały w Radomiu, Ursusie i Płocku.

W Radomiu demonstranci przeszli pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Tłum wtargnął do budynku, który później został podpalony. Władze odpowiedziały skierowaniem dużych sił Milicji Obywatelskiej i oddziałów ZOMO. Walki trwały przez wiele godzin. Choć funkcjonariusze nie użyli broni palnej, nie obyło się bez ofiar. Dwie osoby zginęły, gdy przyczepa z betonowymi płytami, popychana przez demonstrantów w stronę zomowców, przewróciła się na uczestników protestu.

Reklama

Nie mniej dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Ursusie. Robotnicy tamtejszych Zakładów Mechanicznych nie ograniczyli się do strajku. Zablokowali jedną z najważniejszych linii kolejowych w kraju, którą transportowano między innymi węgiel do portów. Najpierw próbowali przeciąć szyny palnikami acetylenowymi. Gdy to się nie udało, rozkręcili tory i zepchnęli do powstałej wyrwy lokomotywę. Dopiero późnym wieczorem milicji udało się odzyskać kontrolę nad sytuacją.

Do protestów doszło również w Płocku. Strajkowali pracownicy Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych. Po wiecu część demonstrantów ruszyła pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR, gdzie doszło do starć z milicją. Jeszcze tego samego dnia sprowadzone z Łodzi oddziały ZOMO rozbiły protest.

Reklama

Rozmiar społecznego buntu zaskoczył kierownictwo państwa. Obawiając się rozszerzenia protestów na kolejne miasta, władze jeszcze 25 czerwca zdecydowały o wycofaniu podwyżek. Formalnie poinformowano o tym dzień później. Państwowe media przemilczały jednak skalę protestów i ich przebieg, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło.

Zwycięstwo okupione represjami

Wycofanie podwyżek nie oznaczało końca dramatu uczestników protestów. Wręcz przeciwnie – rozpoczęła się fala represji.

Milicja rozpoczęła masowe zatrzymania osób podejrzewanych o udział w demonstracjach. Wielu zatrzymanych brutalnie bito jeszcze podczas przesłuchań. Symbolem tych represji stały się tzw. "ścieżki zdrowia" – zatrzymani byli zmuszani do przebiegania pomiędzy dwoma szeregami milicjantów okładających ich pałkami.

Reklama

Ofiarami przemocy padali nie tylko uczestnicy protestów. W Radomiu śmiertelnie pobity został Jan Brożyna. Co więcej, odpowiedzialnością za jego śmierć próbowano później obciążyć świadków wydarzenia, a nie funkcjonariuszy.

Za jedną z ofiar Czerwca '76 uznawany jest również ksiądz Roman Kotlarz. Duchowny publicznie pobłogosławił protestujących robotników, czym naraził się władzom. Kilka tygodni później został brutalnie pobity przez nieznanych sprawców, najprawdopodobniej funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Wkrótce zmarł podczas odprawiania mszy.

Reklama

Represje objęły także sądy. W Radomiu dziesiątki osób skazano w procesach przyspieszonych, a kolejne setki stanęły przed sądem w następnych miesiącach. Zapadały wieloletnie wyroki więzienia, często oparte na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. W Ursusie siedmiu robotników usłyszało wyroki od trzech do pięciu lat więzienia. W Płocku skazano osiemnastu uczestników protestów. Łącznie przed sądami stanęły 272 osoby.

Równocześnie propaganda rozpoczęła kampanię wymierzoną w protestujących. Edward Gierek polecił organizowanie masowych wieców poparcia dla władz. Ich uczestnicy mieli publicznie potępiać "warchołów" i "chuliganów", jak oficjalnie określano robotników. Szczególnie bolesny dla mieszkańców Radomia był wiec zorganizowany na stadionie Radomiaka, gdzie zmuszano uczestników do potępienia własnych sąsiadów i współpracowników.

Reklama

Czerwiec '76 zmienił historię Polski

Choć władza odzyskała kontrolę nad sytuacją, wydarzenia z czerwca 1976 roku pozostawiły trwały ślad. Mit o sukcesie gospodarczym ekipy Gierka zaczął się rozpadać. W kolejnych latach kryzys tylko się pogłębiał, a symbolem narastających problemów stało się wprowadzenie kartek na cukier.

Jeszcze ważniejsze okazały się jednak skutki polityczne. Skala represji wobec robotników poruszyła środowiska intelektualne. Pisarze, naukowcy i działacze opozycyjni rozpoczęli akcje pomocy rodzinom represjonowanych oraz kampanię na rzecz uwolnienia skazanych. W kraju i za granicą publikowano listy protestacyjne, a sprawa robotników z Radomia i Ursusa stała się przedmiotem międzynarodowej dyskusji.

Reklama

Najważniejszą konsekwencją tych wydarzeń było jednak powstanie Komitetu Obrony Robotników. Organizacja ogłoszona 23 września 1976 roku po raz pierwszy stworzyła trwały pomost między robotnikami a środowiskami opozycyjnymi. Jej członkowie domagali się amnestii dla skazanych, przywrócenia zwolnionych do pracy oraz ukarania osób odpowiedzialnych za represje.

To właśnie z doświadczeń Czerwca '76 wyrastały późniejsze struktury demokratycznej opozycji. Cztery lata później, podczas strajków sierpniowych, współpraca robotników i inteligencji stała się jednym z fundamentów narodzin "Solidarności".

Reklama

Protesty z 25 czerwca 1976 roku zakończyły się wycofaniem podwyżek, ale ich znaczenie wykraczało daleko poza spór o ceny żywności. Pokazały, że nawet w państwie komunistycznym społeczny opór może zmusić władzę do ustępstw. Jednocześnie przypomniały, jak wysoką cenę gotów był zapłacić aparat państwa za utrzymanie swojej pozycji. Dla setek robotników zwycięstwo oznaczało pobicia, więzienie, utratę pracy i wieloletnie szykany. Dla historii Polski stało się natomiast jednym z najważniejszych kroków na drodze do wydarzeń, które doprowadziły do narodzin Solidarności i upadku systemu komunistycznego.

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości