Przez wiele dni były widywane w samym centrum Warszawy. Trzy bernardyny towarzyszyły swoim opiekunom w okolicach Dworca Centralnego i jednego z najbardziej ruchliwych skrzyżowań stolicy. Dla większości przechodniów były po prostu dużymi, spokojnymi psami, które wzbudzały współczucie i przyciągały uwagę. Dopiero interwencja wolontariuszy i organizacji zajmujących się ochroną zwierząt ujawniła, że za tym obrazkiem może kryć się znacznie bardziej niepokojąca historia.
Sprawa wyszła na jaw po sygnałach od mieszkańców oraz nagraniach publikowanych w mediach społecznościowych. Na jednym z nich widać przestraszonego bernardyna, który po zerwaniu smyczy biegnie pomiędzy jadącymi samochodami. Zwierzę wygląda na zdezorientowane, a sytuacja mogła zakończyć się tragicznie.
To właśnie ten incydent sprawił, że sprawą zainteresowały się osoby działające na rzecz zwierząt. Wkrótce podjęto decyzję o interwencji.
Psy przebywały w rejonie Alei Jerozolimskich i Alei Jana Pawła II, gdzie każdego dnia przewijają się tysiące mieszkańców i turystów. Według osób zaangażowanych w sprawę zwierzęta mogły być wykorzystywane do wzbudzania współczucia i zbierania pieniędzy od przechodniów.
Ich obecność nie pozostawała niezauważona. Bernardyny, znane ze swoich dużych rozmiarów i łagodnego wyglądu, przyciągały spojrzenia. Wielu przechodniów reagowało odruchem serca, zostawiając datki lub zatrzymując się przy zwierzętach.
Z czasem coraz więcej osób zaczęło jednak zwracać uwagę na ich wygląd i zachowanie. Pojawiały się pytania o warunki, w jakich żyją, oraz o to, czy są odpowiednio traktowane.
Po odebraniu zwierząt zostały one przewiezione do Schroniska na Paluchu. To właśnie tam pracownicy i wolontariusze mogli po raz pierwszy dokładnie ocenić ich stan.
Jak relacjonują opiekunowie, bernardyny były wyraźnie zaniedbane. Szczególne obawy budził najmłodszy z całej trójki – kilkumiesięczny szczeniak. Zwierzę przez długi czas pozostawało apatyczne, nie reagowało na otoczenie i sprawiało wrażenie otumanionego.
Nie lepiej wyglądała kondycja pozostałych psów. Ich sierść była mocno zabrudzona, splątana i skołtuniona. Wolontariusze przez wiele godzin usuwali zbite fragmenty futra oraz przygotowywali zwierzęta do niezbędnych zabiegów pielęgnacyjnych. Bernardyny wymagały także dokładnych badań oraz stałej obserwacji.
Dopiero po kilku dniach pobytu w schronisku zaczęły stopniowo odzyskiwać energię i oswajać się z nowym otoczeniem. Pracownicy placówki podkreślają, że zwierzęta wreszcie mogą korzystać z regularnych spacerów, odpowiedniej opieki i spokojnych warunków.
Bernardyny otrzymały już nowe imiona. Najmłodszy samiec został nazwany Bubu, natomiast jego towarzyszki to Beti i Bazia. Schronisko chciałoby w przyszłości znaleźć im odpowiedzialne i bezpieczne domy, jednak obecnie nie jest to możliwe.
Powód jest prosty – zwierzęta pozostają ważnym elementem prowadzonego postępowania. Dotychczasowi opiekunowie chcą je odzyskać, dlatego o ich dalszym losie będą musiały zdecydować odpowiednie organy.
Fundacja Animal Support poinformowała o złożeniu zawiadomienia dotyczącego podejrzenia popełnienia przestępstwa. Czynności prowadzą policjanci pod nadzorem prokuratury, którzy mają ustalić, czy wobec zwierząt dochodziło do zaniedbań lub innych nieprawidłowości.
Postępowanie może potrwać wiele miesięcy, a nawet lat. Do tego czasu psy pozostaną pod opieką schroniska.
Jeżeli śledczy potwierdzą, że doszło do znęcania się nad zwierzętami, osobom odpowiedzialnym może grozić kara do trzech lat pozbawienia wolności.
Dla Bubu, Beti i Bazi najważniejsze jest jednak to, że dziś są już bezpieczne. Po raz pierwszy od dawna nie muszą spędzać dni w hałasie ruchliwych ulic. Zamiast tego uczą się życia, w którym człowiek nie jest źródłem strachu, lecz opieki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze