Wielka Hala Ludowa w Pekinie to miejsce, w którym słowa ważą więcej niż gdziekolwiek indziej. Gdy w środę kanclerz Niemiec Friedrich Merz stanął obok premiera Chin Li Qiang, nie chodziło wyłącznie o kurtuazyjne uściski dłoni. Stawką były miliardy euro, miejsca pracy i przyszłość jednej z najważniejszych relacji gospodarczych świata.
To pierwsza wizyta Merza w Pekinie od objęcia urzędu – i od początku było jasne, że nie będzie to podróż symboliczna. Kanclerz przyjechał z konkretnym przekazem: współpraca tak, ale na uczciwych zasadach.
– Mamy bardzo konkretne obawy dotyczące naszej współpracy, którą chcemy poprawić i uczynić sprawiedliwą – powiedział na początku rozmów.
W dyplomatycznym języku to komunikat twardy. Berlin nie zamierza już przymykać oka na nierówne warunki gry.
Merzowi towarzyszyła delegacja szefów około 30 czołowych niemieckich firm. Wśród nich giganci motoryzacji: Volkswagen, BMW i Mercedes-Benz. To właśnie sektor motoryzacyjny najmocniej odczuwa dziś presję ze strony chińskiej konkurencji, zwłaszcza w obszarze aut elektrycznych.
Niemiecka gospodarka – oparta na eksporcie – traci udziały w chińskim rynku. W 2025 roku deficyt handlowy RFN w relacjach z Chinami wzrósł o ponad 22 miliardy euro, sięgając około 89 miliardów. Te liczby w Berlinie robią wrażenie.
Dlatego kanclerz mówi o „de-riskingu” – ograniczaniu ryzyka nadmiernej zależności od Państwa Środka. To pojęcie, które zrobiło w ostatnich latach karierę w europejskiej polityce. Nie chodzi o zerwanie więzi – Merz nazwałby to wprost błędem – lecz o ich przemyślenie i zabezpieczenie.
Z jednej strony Niemcy chcą chronić swoje łańcuchy dostaw i dostęp do surowców strategicznych, w tym metali ziem rzadkich. Z drugiej – nie zamierzają zamykać drzwi przed chińskim kapitałem.
Podczas spotkania z niemieckimi i chińskimi liderami biznesu kanclerz wyraźnie to podkreślił: chińskie inwestycje w Niemczech tworzą miejsca pracy i wzmacniają łańcuchy wartości. – Chcemy chińskich inwestycji w Niemczech – powiedział, zachęcając firmy do dalszej aktywności.
Premier Li Qiang odpowiedział własną narracją. Wezwał do wspólnej obrony „multilateralizmu i wolnego handlu”. W ostatnich latach Pekin coraz częściej przedstawia się jako stabilny partner globalnego Południa i Europy – w kontrze do protekcjonistycznych impulsów płynących z Waszyngtonu.
W chińskich mediach państwowych ton był wyraźny. „Global Times” przekonywał, że hasła o „de-riskingu” niepotrzebnie komplikują relacje, a entuzjazm niemieckiego biznesu mówi więcej niż polityczne slogany. Agencja Xinhua podkreślała, że innowacje rozwijane w Chinach przynoszą wymierne korzyści centralom firm w Niemczech.
Jednocześnie Berlin wprost mówi o problemach: o subsydiach, które – zdaniem strony niemieckiej – zakłócają konkurencję, oraz o nadwyżkach mocy produkcyjnych w niektórych sektorach, szczególnie w branży zielonych technologii.
To napięcie jest dziś sednem relacji.
Wizyta Merza ma również wymiar polityczny. Wieczorem kanclerz spotka się z przywódcą Chin, Xi Jinping. Oczekuje się, że poza tematami gospodarczymi pojawi się kwestia roli Pekinu w zakończeniu wojny Rosji przeciwko Ukrainie.
Niemcy – podobnie jak inni europejscy partnerzy – liczą, że Chiny wykorzystają swoje wpływy wobec Moskwy. Pekin oficjalnie utrzymuje neutralność, ale jego relacje z Kremlem pozostają bliskie.
W czwartek Merz uda się do Hangzhou, jednego z technologicznych serc Chin. Odwiedzi m.in. producenta robotów humanoidalnych Unitree Robotics oraz placówkę Siemens Energy. To symboliczny przystanek: przyszłość relacji niemiecko-chińskich rozstrzyga się już nie tylko w fabrykach samochodów, lecz także w laboratoriach sztucznej inteligencji i automatyki.
Eksperci zwracają uwagę, że Merz nie jest wyjątkiem. W ostatnich miesiącach do Chin przyjeżdżali także przywódcy Zjednoczonego Królewstwa, Kanady, Francji czy Korei Poł. Pekin prowadzi intensywną ofensywę dyplomatyczną, próbując przekonać partnerów, że w czasach globalnych napięć jest filarem stabilności.
Berlin zdaje się wysyłać podobny sygnał: relacja z Chinami jest zbyt ważna, by ją upraszczać do haseł. Ale też zbyt ryzykowna, by pozostawić ją bez korekt.
W Pekinie Merz nie zamykał drzwi ani ich szeroko nie otwierał. Raczej próbował ustawić zawiasy na nowo. W świecie, w którym gospodarka i geopolityka coraz mocniej się splatają, taka regulacja może okazać się najtrudniejszą częścią całej wizyty.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze