Zakończył się eksperyment Wireless Acoustics, realizowany na pokładzie Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, którego celem było zbadanie poziomu hałasu w środowisku orbitalnym. Testy jednoznacznie potwierdziły skuteczność polskich mierników dźwięku – nie tylko działały bezawaryjnie, ale okazały się dokładniejsze i wygodniejsze od urządzeń starszej generacji, używanych na ISS od blisko dziesięciu lat.
ISS to zamknięta, metalowa struktura wypełniona setkami jednocześnie pracujących systemów: pomp, wentylatorów i komputerów. Płaskie, twarde powierzchnie sprzyjają odbiciom dźwięku, przez co energia akustyczna kumuluje się wewnątrz stacji. W takich warunkach stały monitoring hałasu ma kluczowe znaczenie zarówno dla zdrowia fizycznego, jak i dobrostanu psychicznego astronautów.
W ramach eksperymentu na orbitę trafiło pięć urządzeń polskiej firmy Svantek: dwa osobiste dozymetry hałasu SV 104A, dwa stacjonarne sonometry klasy pierwszej SV 971A oraz kalibrator akustyczny SV 36, generujący dźwięk o precyzyjnie określonych parametrach.
– Od 2016 roku na stacji pracuje już nasz sprzęt wcześniejszej generacji. Jednym z głównych celów misji było bezpośrednie porównanie tej technologii z nowymi rozwiązaniami – wyjaśnia Karol Sazonow, koordynator projektu w Svantek.
Pomiary prowadzili dwaj astronauci, w tym dr Sławosz Uznański-Wiśniewski. Przez pierwszą dobę – również w czasie snu – korzystali ze starszych dozymetrów, a przez kolejną z nowszych modeli, co pozwoliło na precyzyjne zestawienie wyników.
Analizy wykazały, że nowa generacja urządzeń oferuje wyższą dokładność pomiaru. Równie istotne okazały się opinie załogi: ankiety potwierdziły, że nowe mierniki są mniejsze, wygodniejsze i prostsze w obsłudze. Kluczową zmianą jest bezprzewodowa transmisja danych przez Bluetooth, która zastąpiła uciążliwe połączenia kablowe.
Jak podkreśla Damian Hamowski z firmy Svantek, same wyniki pomiarów zwracają uwagę na skalę problemu hałasu na orbicie. – W nocy poziom dźwięku utrzymuje się na poziomie 50–60 dB, czyli porównywalnym z głośną rozmową lub biurowym zgiełkiem. W ciągu dnia wartości te rosną nawet do 70 dB, a w pojedynczych przypadkach odnotowaliśmy przekroczenia norm NASA – zaznacza.
Choć na Ziemi za potencjalnie szkodliwą uznaje się ośmiogodzinną ekspozycję na hałas rzędu 80–85 dB, na ISS kluczowym problemem jest jego ciągłość. Astronauci pozostają w głośnym środowisku przez całą dobę, często przez wiele miesięcy bez przerwy.
Eksperyment przyniósł także nieoczekiwane obserwacje techniczne. Standardowe, komercyjnie dostępne urządzenia zachowywały się w stanie nieważkości inaczej niż na Ziemi. Czujnik ruchu w dozymetrach – służący do sprawdzania, czy urządzenie jest faktycznie noszone – w mikrograwitacji stale wskazywał bezczynność. To cenna wskazówka do dalszego rozwoju konstrukcji. Zaskoczeniem był też fakt, że po powrocie na Ziemię mierniki wykazywały niższy poziom szumów własnych niż przed startem.
Udział w misji IGNIS potwierdził wysoką wiarygodność polskich rozwiązań. Sprzęt musiał spełnić rygorystyczne wymagania bezpieczeństwa materiałowego i kompatybilności elektromagnetycznej Europejska Agencja Kosmiczna.
– Nasze urządzenia są wykorzystywane w programach kosmicznych od lat, ale rozwój technologii wymusza dalszą miniaturyzację. Przy projektowaniu przyszłych stacji, takich jak planowana platforma okołoksiężycowa, kluczowe będą jeszcze lżejsze i bardziej energooszczędne rozwiązania – podkreśla Karol Sazonow.
Sukces misji miał również wymiar symboliczny. – Świadomość, że technologia tworzona w Polsce pracuje na orbicie okołoziemskiej, jest ogromnym źródłem dumy dla całego zespołu. To dowód, że polskie firmy mogą z powodzeniem uczestniczyć w najważniejszych projektach kosmicznych świata – podsumowuje Damian Hamowski.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze