Przemoc, bieda, lęk, depresja i myśli samobójcze. Dorota Barbarewicz postanowiła opowiedzieć o wszystkim, czego doświadczyła jako dziecko i dorosła kobieta. Jej książka „Podcięte skrzydła na starcie” powstała podczas terapii, ale szybko stała się czymś więcej niż osobistym rozliczeniem z przeszłością.
— Skąd narodził się pomysł na napisanie książki „Podcięte skrzydła na starcie”?
— Pomysł pojawił się podczas terapii. Przez wiele lat nosiłam w sobie wspomnienia związane z trudnym dzieciństwem, przemocą, lękiem i traumami, o których nie potrafiłam mówić głośno. W pewnym momencie zrozumiałam, że spisanie swojej historii może być nie tylko częścią mojego procesu zdrowienia, ale także pomocą dla innych osób, które przeżyły podobne doświadczenia. Książka powstawała stopniowo, często wśród bardzo silnych emocji. Wracałam do wspomnień, które przez lata próbowałam schować głęboko w sobie. Chciałam pokazać, że nawet jeśli ktoś miał bardzo trudny start w życiu, nadal może odnaleźć w sobie siłę, by walczyć o lepszą przyszłość.
— Decyzja o opisaniu własnych doświadczeń była trudna?
— Bardzo trudna. Zastanawiałam się, jak zareagują ludzie, rodzina czy osoby, które znają mnie od lat. Miałam wiele obaw. Ale doszłam do wniosku, że każdy człowiek ma prawo do własnego głosu. Jako mała dziewczynka nie miałam możliwości mówić o swoich uczuciach i o tym, co przeżywam. Dziś mogę to zrobić. Nie po to, by kogokolwiek oskarżać, ale po to, by opowiedzieć swoją historię i pokazać, że nawet po bardzo trudnych doświadczeniach można znaleźć siłę, by żyć dalej.
— Dlaczego zdecydowała się pani opowiedzieć tę historię właśnie teraz?
— Dziś jestem szczęśliwą żoną i mamą dwójki dzieci. Jestem też dojrzałą kobietą, która patrzy na swoje życie z zupełnie innej perspektywy niż kiedyś. Żyjemy w czasach, gdy coraz częściej mówi się o depresji, samotności czy kryzysach psychicznych. Uważam, że warto rozmawiać o tym otwarcie. Chciałam pokazać, że nawet z bardzo trudnego startu można dojść do miejsca, w którym jest się szczęśliwym człowiekiem.
— Co oznacza tytuł „Podcięte skrzydła na starcie”?
— To metafora mojego życia. Każde dziecko rodzi się z marzeniami i nadzieją. Ja miałam poczucie, że moje skrzydła zostały podcięte już na samym początku przez przemoc, strach i doświadczenia, których żadne dziecko nie powinno przeżywać. Jednak ta książka pokazuje również coś bardzo ważnego – że nawet z podciętymi skrzydłami można nauczyć się latać. Można walczyć z własnymi demonami, upadać i podnosić się na nowo.
— Na ile książka jest autobiograficzna?
— To przede wszystkim książka autobiograficzna. Opisuję własne przeżycia, emocje i wydarzenia, które naprawdę miały miejsce. Oczywiście niektóre dialogi zostały odtworzone na podstawie wspomnień, a opisy rozbudowane literacko, ale najważniejsze wydarzenia są prawdziwe. Nie chciałam tworzyć sensacji ani fikcji. Chciałam opowiedzieć prawdę.
— Jak długo trwała praca nad książką?
— Około roku. Choć tak naprawdę ta historia dojrzewała we mnie przez całe życie. Były dni, kiedy pisałam przez wiele godzin, ale były też takie, kiedy musiałam odłożyć komputer i zrobić przerwę. To nie było zwykłe pisanie. To było ponowne spotkanie z własną przeszłością.
— Który moment podczas pisania był najtrudniejszy?
— Opisywanie okresu, gdy zmagałam się z myślami samobójczymi. Wracanie do tych wspomnień wywoływało ogromne emocje. Człowiek nigdy nie zapomina, jak bardzo był wtedy zagubiony i jak wielki ból nosił w sobie. Jednocześnie wiedziałam, że nie mogę pominąć tego fragmentu życia. Chciałam pokazać, że nawet człowiek znajdujący się w bardzo ciemnym miejscu może odnaleźć światło i zacząć budować swoje życie od nowa.
— Pisanie było formą terapii?
— Tak. Książka powstała podczas terapii i była częścią procesu zdrowienia. Dała mi coś, czego przez wiele lat mi brakowało – zrozumienie samej siebie. Pozwoliła mi spojrzeć swojej historii prosto w oczy i przestać od niej uciekać. Dziś mogę powiedzieć, że nie jestem już więźniem swojej przeszłości.
— Jakie przesłanie chciała pani przekazać czytelnikom?
— Przede wszystkim chciałam pokazać, jak ogromny wpływ na dorosłe życie mają doświadczenia z dzieciństwa. Często wydaje nam się, że dziecko czegoś nie rozumie albo szybko zapomni. Niestety wiele ran zostaje z człowiekiem na całe życie. Przemoc, brak bezpieczeństwa czy odrzucenie mogą prowadzić do depresji, lęków, problemów emocjonalnych i myśli samobójczych. Sama jestem tego przykładem. Jednocześnie chciałam pokazać, że pomoc i zrozumienie mają ogromną moc.
— Czy książka jest skierowana wyłącznie do osób po traumach?
— Nie. Oczywiście wiele osób po podobnych doświadczeniach odnajduje w niej cząstkę siebie, ale myślę, że jest to książka dla wszystkich. Dla rodziców, nauczycieli, opiekunów, a także dla ludzi, którzy chcą lepiej zrozumieć drugiego człowieka. Czytelnicy odnajdują w niej własne historie
— Jak reagują osoby, które przeczytały książkę?
— Bardzo różnie. Oczywiście zdarzają się osoby, które pytają, po co o tym napisałam albo czy nie boję się mówić publicznie o własnym życiu. Jednak zdecydowana większość reakcji jest niezwykle poruszająca. Ludzie piszą do mnie, że odnaleźli w tej historii część własnego życia. Dziękują za odwagę. Opowiadają o swoich traumach, depresji i doświadczeniach, o których wcześniej nikomu nie mówili. To są momenty, które mają dla mnie największą wartość.
— Które reakcje szczególnie zapadły pani w pamięć?
— Te, kiedy ktoś mówi: „To także moja historia”. Szczególnie poruszają mnie wiadomości od osób, które po przeczytaniu książki zdecydowały się rozpocząć terapię albo po raz pierwszy opowiedziały komuś o swojej traumie. Wtedy wiem, że było warto.
— Czy rozmowa o zdrowiu psychicznym w Polsce staje się łatwiejsza?
— Zdecydowanie tak. Coraz więcej osób mówi otwarcie o depresji, PTSD czy stanach lękowych. To bardzo potrzebna zmiana. Jednocześnie nadal wiele osób cierpi w ciszy, bo boi się oceny otoczenia. Dlatego musimy nie tylko słuchać, ale naprawdę słyszeć ludzi, którzy proszą o pomoc.
— Jaką rolę odgrywa rozmowa w wychodzeniu z kryzysu?
— Ogromną. Czasami jedna szczera rozmowa może znaczyć więcej, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Człowiek w kryzysie często czuje się samotny i niezrozumiany. Sam przez lata tłumiłam emocje. Dopiero kiedy zaczęłam o nich mówić, zrozumiałam, że nie muszę wszystkiego dźwigać sama. Rozmowa nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale bardzo często jest pierwszym krokiem do zdrowienia.
— Czy planuje pani kolejne publikacje?
— Na razie skupiam się na tej książce i na spotkaniach z czytelnikami. Mam jednak pewne marzenie. Chciałabym, aby kiedyś moja historia stała się podstawą filmu. Nie dlatego, że marzę o sławie, ale dlatego, że obraz często trafia do ludzi jeszcze mocniej niż słowo pisane. Być może dzięki takiemu filmowi ktoś inaczej spojrzałby na krzywdę dziecka, usłyszał wołanie o pomoc albo odważył się zareagować.
— Czy dziś może pani powiedzieć, że odzyskała spokój?
— Tak. To była bardzo długa droga, ale dziś mogę powiedzieć, że odzyskałam spokój i poczucie bezpieczeństwa. Mam rodzinę, dom i ludzi, których kocham. Oczywiście są wspomnienia, których nie da się wymazać, ale nauczyłam się z nimi żyć. Najważniejsze jest to, że nie żyję już w ciągłym strachu.
— Gdyby miała pani opisać swoją książkę jednym zdaniem?
— To prawdziwa historia dziewczynki, której podcięto skrzydła na starcie, ale która mimo bólu, traum i przeciwności losu nauczyła się na nowo latać i uwierzyła, że zasługuje na szczęście.
— A gdyby miała pani powiedzieć coś osobom, które dziś przechodzą podobny kryzys?
— Powiedziałabym: nie poddawaj się. Nie musisz być silny za wszelką cenę. Nie musisz walczyć sam. Poproszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, ale odwagi. Wiem z własnego doświadczenia, że nawet po najciemniejszej nocy może przyjść świt. A nawet najbardziej podcięte skrzydła można odbudować. Trzeba tylko uwierzyć, że nadal jesteśmy stworzeni do latania.
Sylwester Kasprowicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze