Reklama

Dlaczego Kaja Kallas tak bardzo przeraża Putina?

Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas od miesięcy pozostaje jednym z głównych celów rosyjskiej propagandy. Powód jest prosty: konsekwentnie krytykuje rosyjską agresję wobec Ukrainy i jasno sprzeciwia się powrotowi do relacji z Moskwą sprzed wojny. Kreml doskonale zdaje sobie sprawę, że dopóki Kallas i podobnie myślący politycy w Unii Europejskiej zachowują wpływ na procesy decyzyjne, „business as usual” z Rosją pozostanie nierealny – podkreśla estońska ekspertka Merili Arjakas.

W niedzielnym wywiadzie dla rosyjskiej państwowej telewizji rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że Rosja nie zamierza rozmawiać z „niekompetentną” szefową europejskiej dyplomacji. – Jak można rozmawiać o czymkolwiek z Kają Kallas? Ani my, ani Amerykanie nigdy z nią nie będziemy rozmawiać – stwierdził, nawiązując do odwołanego w ostatniej chwili spotkania Kallas z sekretarzem stanu USA Marco Rubio w lutym 2025 roku.

Zdaniem Merili Arjakas, ekspertki estońskiego think tanku International Centre for Defence and Security, takie wypowiedzi są elementem szerszej strategii. – Rosjanie próbują podważyć pozycję Kallas wszelkimi możliwymi metodami. Obawiają się, że dopóki ona oraz inni podobnie myślący liderzy w Polsce i całej UE pozostaną u steru, normalizacja relacji z Moskwą będzie niemożliwa – oceniła w rozmowie z PAP.

Reklama

Dlatego rosyjscy propagandyści konsekwentnie przedstawiają Kallas jako polityczkę „polaryzującą”, „nieodpowiedzialną” i rzekomo pozbawioną wiarygodności. Równolegle Kreml uruchamia wobec niej kampanie dezinformacyjne.

Potwierdza to najnowszy ranking estońskiego serwisu fact-checkingowego Propastop, prowadzonego przez ochotników z Kaitseliit. Kallas ponownie znalazła się w ścisłej czołówce Estończyków najczęściej atakowanych przez rosyjską propagandę. W 2025 roku rosyjskie media z jednej strony nagłaśniały plotki o rzekomych napięciach wokół jej pozycji w Brukseli, z drugiej zaś przedstawiały ją jako główną siłę napędową „wrogiej wobec Rosji” polityki UE.

Reklama

Była premier Estonii, której rodzina została w 1949 roku deportowana na Syberię, od lat uchodzi za jednego z najbardziej zdecydowanych „jastrzębi” w polityce wobec Moskwy. W lutym 2024 roku rosyjskie MSW wpisało ją na listę osób poszukiwanych za rzekome „niszczenie” pomników Armii Czerwonej – w rzeczywistości chodziło o ich demontaż. Kallas skomentowała wówczas na platformie X, że Kreml nie zdoła jej „uciszyć”.

Jako szefowa rządu krytykowała budowę gazociągu Nord Stream 2, zdecydowanie wspierała Ukrainę po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny i sprzeciwiała się łagodzeniu sankcji wobec Rosji. Opowiadała się także za zwiększeniem wydatków obronnych w NATO. W rozmowie z dziennikiem „Le Monde” przypominała, że w czasie zimnej wojny niektóre państwa przeznaczały na obronność nawet 6 proc. PKB, a dziś Europa mierzy się z „wojną gorącą”. Podkreślała przy tym, że największym bezpośrednim zagrożeniem dla NATO pozostaje Rosja.

Reklama

W 2024 roku minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow zaliczył Kallas do grona „najzagorzalszych rusofobów” zajmujących kluczowe stanowiska w Unii Europejskiej. Ataki Kremla zaczęły się jednak znacznie wcześniej.

Już w maju 2023 roku rosyjska telewizja państwowa rozpowszechniła fałszywą informację, jakoby dziadek Kallas ze strony matki współpracował z Niemcami podczas II wojny światowej. W programie sugerowano jego rzekomą służbę w Omakaitse – ochotniczej formacji podporządkowanej niemieckim władzom okupacyjnym – oraz pokazano zdjęcie, które miało go przedstawiać. W rzeczywistości był to pradziadek Kallas ze strony ojca, Eduard Awler, zmarły w 1939 roku, a więc jeszcze przed niemiecką okupacją Estonii.

Reklama

Rodzina Kai Kallas rzeczywiście została wywieziona na Syberię, jednak – jak tysiące innych Estończyków – w ramach sowieckiej kampanii deportacji z 1949 roku, mającej ułatwić kolektywizację rolnictwa. Bliscy Kallas spędzili tam niemal dekadę. Polityczka wielokrotnie wspominała o tym publicznie, m.in. podczas obchodów rocznicy deportacji w marcu 2025 roku, nazywając je „czarnym rozdziałem historii”.

Kolejna fala dezinformacji ruszyła w 2024 roku, gdy Kallas zaczęła być wymieniana jako kandydatka na szefową unijnej dyplomacji. Rosyjskie media i prorosyjskie konta w sieci próbowały wówczas wykazać, że pochodzi z uprzywilejowanej, nomenklaturowej rodziny. W tym celu rozpowszechniano zdjęcie nastoletniej Kallas w elegancko urządzonym salonie, sugerując, że jej rodzina „dobrze żyła” w czasach ZSRR.

Reklama

Pomijano przy tym fakt, że fotografia pochodziła z lat 90., już po odzyskaniu przez Estonię niepodległości. Sama Kallas wyjaśniała, że widoczne na zdjęciu meble pochodzą jeszcze z lat 30. XX wieku i zostały uratowane przez jej babkę, co – jak podkreślała – pokazuje, że Estonia była zamożnym krajem przed sowiecką okupacją.

Estońskie media zwracały uwagę, że Kreml sięga po wyjątkowo toporne oskarżenia, mimo iż istniał znacznie bardziej realny punkt zaczepienia: kontrowersje wokół działalności męża Kallas, Arvo Hallika. W 2023 roku pojawiły się zarzuty, że firma transportowa, w której miał on udziały, kontynuowała współpracę z Rosją mimo wojny. Kallas tłumaczyła wówczas, że chodziło wyłącznie o pomoc estońskiemu klientowi w legalnym zakończeniu działalności w Rosji, zgodnie z sankcjami, i podtrzymywała stanowisko, że po agresji na Ukrainę kontakty gospodarcze z Moskwą należało zerwać.

Reklama

 

 

red./PAP

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości