Jeszcze kilka miesięcy temu taki scenariusz wydawał się polityczną abstrakcją. Dziś staje się nową rzeczywistością niemieckiej polityki. Alternatywa dla Niemiec (AfD) nie tylko utrzymuje pozycję najsilniejszej partii w kraju, ale wręcz powiększa przewagę nad tradycyjną chadecją CDU/CSU. Najnowszy sondaż instytutu Forsa pokazuje coś więcej niż chwilowe tąpnięcie notowań rządu Friedricha Merza — to sygnał głębokiego kryzysu zaufania do politycznego centrum.
Według badania przeprowadzonego dla telewizji RTL i ntv, AfD może dziś liczyć na 27 proc. poparcia. CDU/CSU spadła do 21 proc., co jest jej najgorszym wynikiem od końca 2021 roku. Jeszcze bardziej niepokojące dla obozu rządzącego są jednak nastroje społeczne: Niemcy coraz wyraźniej pokazują, że nie wierzą ani w skuteczność obecnej koalicji, ani w zdolność kanclerza do przeprowadzenia obiecywanych reform.
Friedrich Merz obejmował urząd z opinią polityka, który ma przywrócić niemieckiej gospodarce dynamikę i odbudować autorytet państwa po latach politycznego rozchwiania. Tymczasem już po pierwszych miesiącach jego rządów widać wyraźne zmęczenie wyborców.
Zaledwie 13 proc. ankietowanych deklaruje dziś zadowolenie z pracy kanclerza. Jeszcze mniej — tylko 16 proc. — wierzy, że jego gabinet będzie w stanie skutecznie zreformować ochronę zdrowia, system emerytalny czy opiekę długoterminową. To właśnie te kwestie od miesięcy dominują w niemieckiej debacie publicznej i coraz częściej stają się symbolem niewydolności państwa.
Równie słabo wypadają partie tworzące koalicję. Kompetencje CDU/CSU pozytywnie ocenia jedynie 12 proc. badanych, a SPD zaledwie 5 proc. W praktyce oznacza to, że wyborcy nie widzą dziś w ugrupowaniach rządzących siły zdolnej do rozwiązania najważniejszych problemów kraju.
Rosnące poparcie dla AfD nie jest już jedynie efektem protestu części elektoratu. Coraz więcej ekspertów zwraca uwagę, że partia skutecznie zagospodarowuje społeczne rozczarowanie polityką Berlina — od kryzysu migracyjnego, przez wysokie koszty życia, po poczucie gospodarczej stagnacji.
Od kilku tygodni ugrupowanie utrzymuje rekordowe wyniki sondażowe i pozostaje liderem niemieckiej sceny politycznej. Dla wielu wyborców AfD stała się dziś głównym kanałem wyrażania sprzeciwu wobec elit politycznych. Szczególnie wyraźnie widać to we wschodnich landach, gdzie nastroje antyrządowe są znacznie silniejsze niż na zachodzie kraju.
We wrześniu odbędą się wybory regionalne w Berlinie, Saksonii-Anhalt oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Zwłaszcza dwa ostatnie regiony mogą okazać się politycznym przełomem. Sondaże dają tam AfD poparcie sięgające nawet 40 proc., co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe do osiągnięcia dla partii określanej przez przeciwników jako skrajnie prawicowa.
Ciekawym elementem najnowszego badania jest również wynik liberalnej FDP. Partia po raz pierwszy od lutego przekroczyła próg wyborczy, osiągając 5 proc. poparcia. Nowy lider ugrupowania Wolfgang Kubicki szybko ogłosił w mediach społecznościowych pojawienie się „efektu FDP”.
Nie wszyscy jednak podzielają ten entuzjazm. Niemieckie media zwracają uwagę, że badanie było prowadzone jeszcze przed zjazdem partii i wyborem nowych władz, dlatego trudno mówić o bezpośrednim wpływie zmian personalnych na notowania. Dodatkowo konkurencyjny sondaż instytutu Insa dla „Bild” daje FDP jedynie 3,5 proc., co pokazuje, że sytuacja liberałów pozostaje bardzo niestabilna.
Jedno wydaje się jednak pewne: niemiecka scena polityczna przechodzi właśnie najpoważniejsze przetasowanie od lat. Partie głównego nurtu tracą wpływy, wyborcy coraz częściej odwracają się od tradycyjnych ugrupowań, a polityczny środek wyraźnie słabnie. Pytanie brzmi już nie o to, czy AfD utrzyma wysokie poparcie, ale jak długo pozostałe partie będą w stanie powstrzymywać dalszy wzrost znaczenia prawicy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze