Prezydent USA Donald Trump stwierdził w czwartek w rozmowie z telewizją Fox News, że Stany Zjednoczone nigdy nie prosiły NATO o pomoc, a wojska Sojuszu podczas misji w Afganistanie pozostawały – jak to ujął – „trochę z tyłu” i „z dala od linii frontu”. Jego słowa stoją w kontrze do skali zaangażowania państw sojuszniczych, w tym Polski, która przez blisko 20 lat wysłała do Afganistanu ponad 33 tys. żołnierzy i pracowników wojska.
Trump podkreślał, że Ameryka nie potrzebowała wsparcia NATO. – Nigdy ich nie potrzebowaliśmy. Nigdy tak naprawdę o nic ich nie prosiliśmy – mówił. Dodał, że choć Stany Zjednoczone były „bardzo dobre dla Europy i wielu innych krajów”, współpraca sojusznicza powinna mieć charakter dwukierunkowy.
Po zamachach z 11 września 2001 r. NATO po raz pierwszy – i jak dotąd jedyny – uruchomiło artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, mówiący o wspólnej obronie w przypadku ataku na jednego z członków Sojuszu. Choć formalnie operacja w Afganistanie nie była prowadzona bezpośrednio na podstawie tego artykułu, decyzja ta otworzyła drogę do szerokiego udziału państw NATO w działaniach militarnych i stabilizacyjnych.
Do Afganistanu, obok wojsk amerykańskich, weszły siły wielu krajów Sojuszu, w tym Polski. Warszawa poparła rozpoczętą w 2001 r. operację Enduring Freedom, a rok później wysłała pierwszy kontyngent, w skład którego weszli m.in. żołnierze jednostki GROM, saperzy i logistycy. Równolegle Polska dołączyła do dowodzonych przez NATO Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF).
W 2007 r. Polska znacząco zwiększyła swój udział w misji, przejmując odpowiedzialność za dwie afgańskie prowincje. W szczytowym momencie polski kontyngent liczył ponad 2,5 tys. żołnierzy. Do końca 2014 r., kiedy zakończyła się misja ISAF, koszty polskiej obecności wojskowej w Afganistanie przekroczyły 6 mld zł.
Po zamknięciu ISAF Polacy wzięli udział w kolejnej misji NATO – Resolute Support – o charakterze doradczo-szkoleniowym. Ostatnia, 13. zmiana Polskiego Kontyngentu Wojskowego liczyła maksymalnie 400 żołnierzy i pracowników.
Łącznie przez blisko dwie dekady w Afganistanie służyło ponad 33 tys. polskich żołnierzy i pracowników resortu obrony. Zginęło lub zmarło 43 żołnierzy oraz jeden cywilny pracownik – ratownik medyczny.
W początkowej fazie misji Polacy odpowiadali m.in. za ochronę kluczowych obiektów, w tym lotniska w Kabulu, a także za przygotowanie i zabezpieczenie terenu działań sił międzynarodowych. Prowadzili prace inżynieryjne i logistyczne, obejmujące budowę dróg i mostów oraz wyjątkowo niebezpieczne rozminowywanie terenu i zwalczanie improwizowanych ładunków wybuchowych (IED).
Z czasem misja przybrała charakter stabilizacyjno-szkoleniowy. Polscy żołnierze wspierali afgańskie siły bezpieczeństwa, szkolili policję i administrację lokalną, uczestniczyli w działaniach antykorupcyjnych oraz pomagali w ochronie ludności cywilnej i realizacji projektów humanitarnych. W ramach pomocy rozdysponowano setki ton leków, żywności, odzieży, wyprawek szkolnych i podstawowych narzędzi rolniczych.
Ostatni etap działalności PKW koncentrował się na doradztwie na najwyższych szczeblach – w afgańskich ministerstwach i dowództwach wojskowych – by umożliwić tamtejszym władzom samodzielne funkcjonowanie.
Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Wielkiej Brytanii Mark Sedwill powiedział w czwartek na łamach „The Times”, że choć Stany Zjednoczone poniosły największy ciężar operacji, to Wielka Brytania i Dania miały wyższy wskaźnik ofiar w relacji do liczby zaangażowanych żołnierzy.
NATO określa misję w Afganistanie jako jedną z największych koalicji w historii oraz najdłuższą i najtrudniejszą operację Sojuszu. W jej szczytowym momencie siły ISAF liczyły ponad 130 tys. żołnierzy z 50 państw NATO i krajów partnerskich.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze