Wysoko w Tatrach zima pokazała pazur. Na szczycie Kasprowego Wierchu śnieg przekroczył metr – po raz pierwszy w tym sezonie. To symboliczna granica, na którą czekali i narciarze, i ratownicy. Ci drudzy mają jednak mniej powodów do zadowolenia. Od środy powyżej 1800 m n.p.m. obowiązuje trzeci, znaczny stopień zagrożenia lawinowego – poinformował Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Trójka w pięciostopniowej skali to już nie jest ostrzeżenie „na wszelki wypadek”. To realny sygnał, że w górach zrobiło się poważnie.
Ratownicy nie mają wątpliwości: kluczowe będą najbliższe godziny i prognozowany silny wiatr. To on modeluje zimowy krajobraz, ale też tworzy śmiertelnie niebezpieczne depozyty przewianego śniegu. Gromadzą się w rejonach grani, pod ścianami skalnymi i w zagłębieniach terenu – tam, gdzie wielu turystów intuicyjnie szuka „bezpieczniejszej” drogi.
– Takie miejsca należy traktować jako szczególnie niebezpieczne i bezwzględnie ich unikać – podkreślają ratownicy.
Problem w tym, że te nawiane poduchy śniegu potrafią wyglądać niewinnie. Gładka, równa tafla, czasem wręcz zachęcająca do przejścia. Tymczasem pod spodem struktura pokrywy bywa słaba, a dodatkowe, nawet niewielkie obciążenie – jeden człowiek – może wystarczyć, by uruchomić lawinę.
Przy trzecim stopniu zagrożenia pokrywa śnieżna na wielu stromych stokach jest związana umiarkowanie lub słabo. Lawina może zejść już przy niewielkim dodatkowym obciążeniu, zwłaszcza na stokach o dużym nachyleniu – tych wskazanych w komunikacie lawinowym. W pewnych sytuacjach możliwe są także lawiny samoistne, w tym duże, a sporadycznie nawet bardzo duże.
To moment, w którym doświadczenie przestaje być dodatkiem, a staje się warunkiem koniecznym. Planowanie trasy, umiejętność oceny terenu i rezygnacja – ta ostatnia bywa najtrudniejsza – decydują o bezpieczeństwie.
Fakt, że na Kasprowym Wierchu dopiero teraz zanotowano metr śniegu, mówi wiele o tej zimie. Dane Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej pokazują, że sezon jest ubogi w opady. Jeszcze rok temu maksymalna pokrywa śnieżna na Kasprowym wyniosła zaledwie 86 cm, a metr przekroczono dopiero na początku kwietnia.
Dla porównania: w grudniu 2017 roku na szczycie leżały 226 cm śniegu, w styczniu 2019 – 235 cm, w lutym 2020 – aż 280 cm. Rekord padł w marcu 2009 roku: 335 cm białego puchu.
Dziś te liczby brzmią jak opowieść z innej epoki.
Zima w Tatrach bywa kapryśna – potrafi długo zwlekać, by potem w krótkim czasie nadrobić zaległości. Metr śniegu na Kasprowym to dla wielu sygnał: „wreszcie prawdziwa zima”. Dla ratowników to przede wszystkim informacja, że zaczyna się okres zwiększonego ryzyka.
W Tatrach wystarczy chwila nieuwagi, źle oceniony stok, wiara w „utartą” ścieżkę. Przy trzecim stopniu zagrożenia lawinowego góry jasno komunikują: to nie jest dzień na przypadek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze