Warszawscy lekarze dokonali czegoś, czego wcześniej nie odnotowano w historii transplantologii. Zespół Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadził operację, podczas której w organizmie pacjentki znalazła się wątroba utworzona z dwóch fragmentów o różnym pochodzeniu genetycznym. Jeden należał do samej chorej, drugi pochodził od zmarłego dawcy.
Tak powstał narząd określany jako chimeryczny. Nie był jednak rozwiązaniem docelowym. Fragment od dawcy miał przede wszystkim pomóc pacjentce przetrwać najtrudniejszy etap leczenia i dać jej własnej wątrobie czas na regenerację. Gdy spełnił swoje zadanie, został usunięty.
Ta niezwykła koncepcja może mieć znaczenie znacznie wykraczające poza historię jednej operacji. Otwiera bowiem możliwość leczenia części pacjentów z zaawansowanymi nowotworami wątroby, którzy do tej pory mogli nie kwalifikować się do radykalnego zabiegu.
W przypadku operowanej pacjentki problemem była rozległość choroby nowotworowej. Klasyczne wycięcie guza wraz z fragmentem wątroby nie wchodziło w grę. Lekarze zdecydowali się więc na znacznie bardziej skomplikowaną strategię.
Wątrobę usunięto w całości z organizmu chorej. Następnie, już poza jej ciałem, chirurdzy przeprowadzili precyzyjną resekcję zmian nowotworowych. Zdrową część narządu przygotowano do ponownego wszczepienia. Pojawiła się jednak zasadnicza przeszkoda: fragment własnej wątroby pacjentki był zbyt mały, aby samodzielnie zapewnić organizmowi bezpieczne funkcjonowanie.
Właśnie wtedy zastosowano rozwiązanie, które nadało całej operacji pionierski charakter. Do fragmentu należącego do pacjentki dołączono odpowiednio przygotowaną część wątroby pobraną od zmarłego dawcy. Oba elementy połączono poza organizmem, tworząc jeden funkcjonalny narząd, który następnie wszczepiono chorej.
W praktyce oznaczało to połączenie dwóch zaawansowanych metod: autotransplantacji, czyli ponownego wszczepienia własnego narządu pacjentki, oraz allotransplantacji, w której wykorzystuje się tkankę pochodzącą od innego człowieka.
Najbardziej niezwykłym elementem tej historii jest rola, jaką powierzono fragmentowi narządu od dawcy. Nie miał on pozostać w organizmie pacjentki na stałe. Był swego rodzaju biologicznym zabezpieczeniem – przejął część funkcji wątroby na czas, którego własny, niewielki fragment chorej potrzebował, aby się odbudować.
Strategia zadziałała szybciej, niż można byłoby przypuszczać. Wątroba pacjentki wykazała bardzo dobrą zdolność regeneracji i zaczęła intensywnie zwiększać swoją objętość. Już po tygodniu od pierwszej operacji lekarze mogli przeprowadzić kolejny zabieg. 18 maja 2026 roku usunięto część narządu pochodzącą od dawcy.
W organizmie pacjentki pozostała wówczas wyłącznie jej własna wątroba – odpowiednio powiększona i zdolna do prawidłowego funkcjonowania. Według informacji przekazanych przez uczelnię stan chorej jest obecnie dobry.
To właśnie ten etap najlepiej pokazuje, dlaczego warszawska operacja może okazać się czymś więcej niż pojedynczym sukcesem chirurgicznym. Fragment od dawcy nie zastąpił trwale narządu pacjentki. Stworzył natomiast bezpieczne warunki, w których jej własna wątroba mogła przejąć pełną funkcję.
Za koncepcję zabiegu oraz jego kluczowe etapy odpowiadał prof. Michał Grąt. Przeprowadził m.in. usunięcie wątroby, resekcję pozaustrojową, utworzenie chimerycznego graftu oraz jego wszczepienie.
W pracach zespołu uczestniczyli również dr hab. Wacław Hołówko, lek. Maryla Turkot, lek. Agata Konieczka, dr Konrad Kobryń, lek. Paweł Rykowski oraz odpowiedzialny za znieczulenie lek. Dawid Tomasik. Zespół pielęgniarski tworzyły Ewelina Kamińska, Małgorzata Ponichtera, Agata Małek i Joanna Podsiadła.
Istota zastosowanej metody polegała na stworzeniu poza organizmem jednego narządu z dwóch biologicznie różnych części. Własna wątroba pacjentki miała ostatecznie przejąć wszystkie funkcje, ale potrzebowała czasu, aby osiągnąć odpowiednią wielkość. Fragment od dawcy zapewnił organizmowi bezpieczeństwo właśnie w tym przejściowym okresie.
Gdy część należąca do chorej wystarczająco się rozrosła, pomocniczy fragment można było usunąć. Pacjentka pozostała dzięki temu z własnym, prawidłowo funkcjonującym narządem.
Z medycznego punktu widzenia jest to połączenie kilku niezwykle wymagających dziedzin: chirurgii onkologicznej, transplantologii, operacji wykonywanych poza organizmem oraz skomplikowanych rekonstrukcji naczyniowych. Każda z tych technik była wcześniej stosowana oddzielnie. Warszawski zespół wykorzystał jednak ich możliwości w nowej konfiguracji.
Najważniejsze pytanie dotyczy teraz tego, czy podobną strategię będzie można zastosować u kolejnych chorych. Jeśli metoda potwierdzi swoją skuteczność, może stać się rozwiązaniem dla starannie wybranej grupy pacjentów z rozległymi nowotworami wątroby, u których klasyczna operacja nie daje szans na całkowite usunięcie choroby.
Warszawski zabieg pokazuje jednocześnie, jak zmienia się współczesna transplantologia. Narząd od dawcy nie zawsze musi być rozwiązaniem na całe życie. W określonych przypadkach może stać się czasowym biologicznym wsparciem – pomostem, który pozwala organizmowi odzyskać samodzielność.
„Jesteśmy pierwsi na świecie! UCK WUM pionierem w transplantologii” – napisała Anna Panufnik-Onaszkiewicz, pełnomocnik ds. praw pacjenta.
W tym przypadku określenie „pierwsi” odnosi się nie tylko do technicznego osiągnięcia. Operacja przeprowadzona w Warszawie może być początkiem zupełnie nowego sposobu myślenia o leczeniu najbardziej skomplikowanych chorób wątroby – takiego, w którym transplantacja staje się nie tylko metodą zastąpienia chorego narządu, lecz także narzędziem pozwalającym uratować i odbudować własny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze