Reklama

„Ludzie klęczeli na ulicach”. Tak Warszawa modliła się za Papieża

Warszawa tamtego majowego wieczoru zamilkła inaczej niż zwykle. Nie był to spokój miasta po zachodzie słońca ani cisza narzucona przez szarą codzienność PRL. To była cisza niedowierzania. 13 maja 1981 roku, gdy świat obiegła wiadomość o zamachu na Jana Pawła II, stolica wstrzymała oddech. Ludzie przerywali rozmowy, zatrzymywali się przy radioodbiornikach, wychodzili z domów. W kościołach zaczęły bić dzwony, a Warszawa – miasto doświadczone historią i cierpieniem – spontanicznie ruszyła do modlitwy.

Warszawa wstrzymała oddech

Wszystko wydarzyło się w ułamkach sekund na placu św. Piotra w Watykanie. Dwie kule wystrzelone przez tureckiego zamachowca Mehmeta Ali Ağcę dosięgły papieża, który błogosławił wiernych z odkrytego papamobile. Ranny Ojciec Święty trafił do kliniki Gemelli. Lekarze później przyznawali, że od śmierci dzieliły go milimetry.

Ale w Polsce tamte dramatyczne informacje miały zupełnie inny ciężar niż gdziekolwiek indziej na świecie.

Jan Paweł II był dla Polaków kimś więcej niż głową Kościoła. W szarej rzeczywistości schyłkowego PRL stał się symbolem nadziei, duchowej siły i wolności. Jego pierwsza pielgrzymka do ojczyzny w 1979 roku obudziła społeczną energię, która doprowadziła do narodzin „Solidarności”. W maju 1981 roku ten zryw zaczynał jednak przygasać. W kraju rosło napięcie, mnożyły się prowokacje, coraz wyraźniej mówiło się o planach wprowadzenia stanu wojennego. Do tego dochodziła ciężka choroba kardynała Stefana Wyszyńskiego. I właśnie wtedy przyszła wiadomość z Rzymu – jak grom z jasnego nieba.

Reklama

Tłumy modliły się na ulicach stolicy

Warszawa odpowiedziała natychmiast.

Już następnego dnia tłumy wiernych zaczęły gromadzić się w archikatedrze św. Jana, na placu Zamkowym i w stołecznych kościołach. Ludzie modlili się na ulicach, klęczeli na chodnikach, zapalali świece. Nie było organizatorów ani politycznych haseł. Był lęk o życie „polskiego papieża” i poczucie, że dzieje się coś, co dotyka całego narodu.

Szczególnie poruszające były słowa umierającego Prymasa Tysiąclecia. Kardynał Stefan Wyszyński poprosił wtedy, by wszystkie modlitwy zanoszone dotąd za niego przekazać Janowi Pawłowi II.

Reklama

– „Dzisiaj pozostaje nam tylko jedno – wszystkie nasze osobiste cierpienia, udręki, starajmy się dołączyć do tych wielkich udręk świata” – mówił w przejmującym przesłaniu odtworzonym w Warszawie 14 maja 1981 roku.

Te słowa rozchodziły się po stolicy jak echo wspólnego bólu. Warszawa modliła się wtedy nie tylko o życie papieża. Modliła się również o ocalenie własnej nadziei.

Świadkowie tamtych dni wspominają niezwykłą atmosferę jedności. W PRL-owskiej rzeczywistości, pełnej podziałów i strachu, nagle zniknęły różnice. Ludzie przychodzili do świątyń prosto z pracy, z uczelni, z fabryk. Wielu płakało. Inni trwali w milczeniu. W kolejkach po żywność rozmawiano już nie o kartkach i brakach w sklepach, ale o stanie zdrowia papieża. Radio Wolna Europa i zagraniczne rozgłośnie śledzono niemal bez przerwy.

Reklama

W całej Polsce odbywały się modlitwy i marsze solidarności z Janem Pawłem II. Największy przeszedł ulicami Krakowa jako słynny Biały Marsz. Ale również Warszawa stała się wtedy jednym wielkim miejscem czuwania.

„Modlę się za brata, który mnie zranił”

W tych dramatycznych dniach szczególnego znaczenia nabrała też postawa samego papieża. Kilka dni po zamachu, jeszcze ze szpitala Gemelli, Jan Paweł II wypowiedział słowa, które poruszyły świat:

„Modlę się za brata, który mnie zranił, a któremu z całego serca przebaczyłem”.

Dla wielu było to niezrozumiałe. Świat domagał się odpowiedzi, śledztwa, wskazania winnych. Do dziś historycy spierają się o kulisy zamachu i możliwy udział służb specjalnych państw komunistycznych. Pojawiały się tropy prowadzące do Bułgarii, KGB, Stasi i peerelowskiej bezpieki. Jednak Jan Paweł II patrzył na tamto wydarzenie inaczej.

Reklama

– „Czyjaś ręka strzelała, ale Inna Ręka prowadziła kulę” – powiedział później.

Był przekonany, że ocalał dzięki opiece Matki Bożej Fatimskiej. Zamach miał miejsce dokładnie w rocznicę objawień fatimskich. Rok później papież udał się do Fatimy i przekazał jedną z kul do korony figury Maryi.

Dziś, po 45 latach, wspomnienie tamtych dni wciąż pozostaje żywe w pamięci wielu warszawiaków. Nie tylko dlatego, że świat stanął wtedy o krok od utraty Jana Pawła II. Również dlatego, że Warszawa pokazała wówczas swoje niezwykłe oblicze – miasta solidarnego, zjednoczonego i pełnego duchowej siły.

Reklama

W maju 1981 roku stolica nie wyszła na ulice z gniewem. Wyszła z różańcami, świecami i modlitwą. I być może właśnie dlatego tamten czas zapisał się w historii jako jeden z najbardziej poruszających momentów wspólnoty w powojennej Polsce.

Tłum mieszkańców zgromadzonych na Placu Zamkowym po informacji o zamachu na Jana Pawła II. Na zdjęciu widok w stronę Wisły i Trasa W-Z. Warszawa, maj 1981 r. Fot. Jan Hausbrandt (fot. z zasobu Instytut Pamięci Narodowej).

Mieszkańcy zgromadzeni na Placu Zamkowym po zamachu na życie Jana Pawła II. W tle widoczna Kolumna Zygmunta III Wazy. Warszawa, maj 1981 r. Fot. Jan Hausbrandt (fot. z zasobu Instytut Pamięci Narodowej).

Reklama

„Biały marsz” zorganizowany po zamachu na życie Jan Paweł II. Kraków, ul. Karmelicka, 17 maja 1981 r. Fot. Jacek Wcisło (fot. z zasobu Instytut Pamięci Narodowej).

Źródło: przystanekhistoria.pl centrumjp2.pl Aktualizacja: 13/05/2026 14:04
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości