Jeszcze niedawno był przedstawiany jako jeden z najbardziej obiecujących młodych polityków i lekarzy młodego pokolenia. Dziś Dawid Kacprzyk znajduje się w centrum jednej z najgłośniejszych afer ostatnich tygodni. Po ujawnieniu informacji dotyczących działalności w Szpitalu Południowym zrezygnował z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, zrzekł się mandatu radnego, stracił pracę w szpitalu, a teraz – jak poinformowały władze Warszawy – zwrócił placówce około pół miliona złotych oraz skorygował kilkadziesiąt wystawionych wcześniej faktur.
Choć dla części obserwatorów mogłoby to wyglądać na próbę zamknięcia sprawy, reakcje w przestrzeni publicznej pokazują coś zupełnie innego. Coraz częściej pojawiają się pytania nie o polityczne konsekwencje, lecz o ewentualną odpowiedzialność karną.
Dawid Kacprzyk, 28-letni lekarz bez specjalizacji, wzbudził ogromne zainteresowanie opinii publicznej po ujawnieniu swojego oświadczenia majątkowego. Wynikało z niego, że w 2025 roku osiągnął około 1,6 mln zł dochodu wyłącznie z pracy w publicznych placówkach ochrony zdrowia.
W międzyczasie portal Zero.pl opisał kulisy funkcjonowania tzw. „VIP roomu” w Szpitalu Południowym. Według publikacji wybrani politycy Koalicji Obywatelskiej mieli korzystać z pomocy medycznej poza standardową kolejnością, a do ich dyspozycji pozostawać miało specjalne pomieszczenie na terenie placówki.
W ostatnich dniach sytuacja przybrała nowy obrót. Stołeczny ratusz poinformował, że Kacprzyk skorygował 33 faktury obejmujące okres od 31 stycznia 2025 roku do 16 czerwca 2026 roku oraz zwrócił szpitalowi około 500 tys. zł. Informacja ta natychmiast wywołała lawinę komentarzy.
Dla części komentatorów sam fakt dokonania korekt i zwrotu pieniędzy jest okolicznością wymagającą szczegółowego zbadania przez organy ścigania. Pojawiają się pytania o to, dlaczego korekty zostały dokonane dopiero po nagłośnieniu sprawy oraz czy wcześniejsze rozliczenia były prawidłowe.
Najostrzej zareagowali politycy opozycji. Poseł PiS Sebastian Kaleta stwierdził, że korekta faktur i zwrot pół miliona złotych wyglądają „niemal jak przyznanie się do przestępstwa”, pytając jednocześnie o działania prokuratury.
Podobnego zdania jest Paweł Jabłoński. Parlamentarzysta ocenił, że zwrot środków może oznaczać potwierdzenie, iż pieniądze zostały wcześniej wypłacone bez podstawy prawnej. Przypomniał również, że nawet dobrowolne oddanie uzyskanych środków nie powoduje automatycznego wygaśnięcia ewentualnej odpowiedzialności karnej. W jego ocenie kluczowe znaczenie może mieć odpowiedź na pytanie, czy zwrot nastąpił rzeczywiście z własnej inicjatywy, czy też pod presją opinii publicznej i mediów.
Również poseł Kacper Płażyński zwrócił uwagę, że sama korekta dokumentów nie kończy sprawy. Zadał przy tym pytanie o osoby odpowiedzialne za akceptowanie faktur, które miały wskazywać wyjątkowo dużą liczbę przepracowanych godzin.
W podobnym tonie wypowiadał się były dziennikarz śledczy Cezary Gmyz, który zastanawiał się, czy korekta kilkudziesięciu faktur nie będzie interpretowana jako próba ratowania sytuacji po ujawnieniu nieprawidłowości.
Coraz częściej uwaga komentatorów przesuwa się jednak z samego Kacprzyka na osoby zarządzające placówką. Wątpliwości dotyczą bowiem nie tylko sposobu rozliczania pracy lekarza, ale również mechanizmów nadzoru obowiązujących w szpitalu.
Dziennikarz Jacek Gądek zwrócił uwagę na komunikat władz Warszawy dotyczący rzekomego „VIP roomu”. Miasto podkreśla, że Szpitalny Oddział Ratunkowy nie posiadał formalnie takiego pomieszczenia. Jednocześnie przyznano, że lekarz miał korzystać z pokoju należącego do Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa, wykorzystując go bez wymaganych zgód. Zdaniem Gądka rodzi to pytania nie tylko o działania samego lekarza, ale także o skuteczność nadzoru nad placówką.
Podobne wątpliwości podnosił publicysta Daniel Liszkiewicz. Według niego korekta aż 33 faktur może oznaczać problemy nie tylko dla ich autora, lecz także dla osób odpowiedzialnych za ich zatwierdzanie i wypłatę.
W przestrzeni publicznej pojawiają się również pytania o ewentualne korekty deklaracji podatkowych oraz o to, czy sprawa stanie się przedmiotem szerszego postępowania wyjaśniającego.
Jedno wydaje się dziś pewne: polityczna kariera Dawida Kacprzyka znalazła się na zakręcie, z którego może już nie być powrotu. Zwrot pieniędzy i rezygnacja z pełnionych funkcji nie zakończyły dyskusji. Wręcz przeciwnie – dla wielu obserwatorów stały się początkiem znacznie poważniejszych pytań dotyczących tego, co naprawdę działo się w Szpitalu Południowym i kto ponosi za to odpowiedzialność.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze