Piąty finałowy mecz o mistrzostwo Polski koszykarzy dwa tysiące kibiców na warszawskim Bemowie rozgrzał do czerwoności. Przez trzy kwarty ton grze nadawał Zastal, ale w ostatniej kwarcie Legia przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę.
* Legia Warszawa - Zastal Zielona Góra 84:80 (17:26, 23:22, 22:19, 22:13)
* Punkty dla Legii: Brewton 21, Graves 13, Hunter 12, Thompson 11, Kolenda 10, Ponsar 8, Pluta 7, Wilczek 2
* Punkty dla Zastalu: Szumert 21, Maughmer 14, Cartier 12, Wilson 10, Sulima 7, Lewis 6, Garrison 6, Mazurczak 4
Po zdecydowanej wyjazdowej wygranej Legii w trzecim meczu wydawało się, że Warszawianie pójdą za ciosem. Nic z tego, bo środowy mecz długo nie układał się po ich myśli. Co prawda objęli prowadzenie 4:0 i 5:3, ale potem było już tylko coraz gorzej. Podopieczni trenera Heiko Rannuli - delikatnie mówiąc - tym razem nie grzeszyli skutecznością, natomiast Zastal pod koszem się nie mylił, a jak było trzeba, to celną trójką też potrafił się popisać.
W efekcie pierwszą kwartę Legia przegrała dziewięcioma punktami (17:26).
Po krótkiej przerwie oba zespoły wróciły na boisko, jednak Andrzej Pluta wciąż był jedynie cieniem samego siebie (w całym meczu oddał tylko jeden celny rzut z gry!), a że jego koledzy z zespołu też nie błyszczeli, więc przewaga Zastalu wzrosła do 13 oczek.
Warszawianie w końcu się trochę ogarnęli i zaczęli odrabiać straty po rzutach Shane Huntera i Carla Ponsara. A po trójce Michała Kolendy strata Legii zmalała do czterech punktów (32:36). Ale łatwo przyszło, łatwo poszło, więc Zastal znów odskoczył na bezpieczną odległość. Ostatecznie na przerwę obie ekipy zeszły przy stanie 40:48.
W trzeciej kwarcie Warszawianie odrobili kolejne trzy oczka (62:67), więc z animuszem przystąpili do ostatniej kwarty. Pierwsze minuty Legia zagrała koncertowo, wygrywając je 8:0, dzięki czemu z nawiązką odrobiła straty. Teraz to w Zastalu zrobiło się nerwowo, tym bardziej że gospodarze systematycznie powiększali przewagę (81:71 w 57. minucie).
Ale nie takie straty w koszykówce już odrabiano - doskonale wie o tym Legia, która w Lidze Mistrzów potrafiła roztrwonić każdą przewagę. No i kilkanaście sekund przed końcem po trójce Cartiera Warszawianie wygrywali tylko 82:80.
W tej sytuacji goście za wszelką cenę chcieli jak najszybciej przerwać faulem akcję Legii, licząc chociaż na jedno pudło, bo to dałoby im jeszcze szansę na doprowadzenie do remisu. Nic z tego, bo Jayvon Graves wykonał dwa celne rzuty osobiste, dzięki którym Legia wygrała 84:80.
W finale Warszawianie prowadzą więc z Zastalem 3-2. Szósty mecz w piątek w Zielonej Górze. Jeśli wygrają gospodarze, siódme decydujące spotkanie odbędzie się w Warszawie, jeśli natomiast zwyciężyli Legia, wtedy już w piątek będzie świętować obronę mistrzowskiego tytułu.
ARTUR DRYHYNYCZ
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze