Reklama

Prohibicja w Warszawie. Służby chwalą, lekarz studzi entuzjazm

Od 1 czerwca nocny zakaz sprzedaży alkoholu obowiązuje już w całej Warszawie. Wcześniej testowano go w Śródmieściu i na Pradze-Północ. Straż miejska odnotowała spadek nocnych interwencji, ale lekarz ze Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus mówi Wirtualnej Polsce, że w jego placówce liczba pijanych pacjentów się nie zmieniła.

Zakaz objął całą stolicę

Od 1 czerwca w całej Warszawie obowiązuje nocne ograniczenie sprzedaży alkoholu. Między godziną 22 a 6 rano alkoholu nie można kupić w sklepach, kioskach ani na stacjach benzynowych. Zakaz nie obejmuje lokali gastronomicznych, w których alkohol jest sprzedawany do spożycia na miejscu. Wyjątkiem są także punkty działające w strefie wolnocłowej Lotniska Chopina.

Wcześniej rozwiązanie było testowane tylko w dwóch dzielnicach: Śródmieściu i na Pradze-Północ. Pilotaż ruszył 1 listopada 2025 roku. Po kilku miesiącach władze miasta zdecydowały o rozszerzeniu ograniczenia na całą Warszawę.

Reklama

Straż miejska widzi poprawę

Jednym z argumentów za wprowadzeniem nocnej prohibicji w całej stolicy były dane służb porządkowych. Jak podaje Wirtualna Polska, według danych straży miejskiej w dwóch dzielnicach objętych wcześniej zakazem liczba nocnych interwencji spadła o 23 procent. Dla porównania w dzielnicach, w których w tym czasie ograniczenie nie obowiązywało, spadek wyniósł nieco ponad 4 procent.

Te dane stały się podstawą do oceny, że ograniczenie sprzedaży alkoholu w nocy może wpływać na bezpieczeństwo i porządek publiczny. Chodzi przede wszystkim o interwencje związane z zakłócaniem spokoju, spożywaniem alkoholu w miejscach publicznych i zachowaniami po alkoholu.

Reklama

Lekarz: w szpitalu różnicy nie widać

Inaczej sytuację ocenia prof. Paweł Łęgosz, chirurg i zastępca dyrektora do spraw lecznictwa Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W rozmowie z Wirtualną Polską przyznał, że w jego placówce efekty prohibicji nie są widoczne.

„Niestety, różnicy nie zauważyłem. Nadal mamy pacjentów pod wpływem alkoholu, u których doszło do urazu z powodu bójki, upadku z roweru lub hulajnogi. Szczególnie w weekend mamy duże natężenie takich przypadków” – powiedział prof. Łęgosz.

Reklama

Lekarz podkreślił, że liczba takich pacjentów w ostatnich miesiącach się nie zmieniła. Według niego ograniczenie sprzedaży alkoholu od godziny 22 nie rozwiązuje problemu osób, które zaczynają pić dużo wcześniej.

„Wielu pacjentów, którzy do nas trafiają, zaczyna spożywać alkohol dużo wcześniej. Spotykają się około 18 i doznają urazu na przykład, gdy wracają do domu. Wyłączenie sprzedaży alkoholu od 22 wobec takich osób jest mało skuteczne” – wskazał.

Pacjenci po alkoholu obciążają SOR

Prof. Łęgosz zwrócił uwagę, że pacjenci pod wpływem alkoholu trafiają do szpitala najczęściej po bójkach, upadkach, wypadkach na rowerach i hulajnogach. Są to osoby z ranami, złamaniami i urazami głowy. Lekarz podkreśla, że w takich przypadkach personel musi zachować szczególną ostrożność, bo rzeczywisty stan pacjenta może być poważniejszy, niż początkowo się wydaje.

Reklama

„Pacjent pod wpływem alkoholu jest dla nas zagadką. Może mieć dużo poważniejszy skutek urazu niż się wydaje. Cała diagnostyka jest kierowana na niego” – mówił w rozmowie z WP.

Problemem jest również agresja. Według lekarza pacjenci pod wpływem alkoholu często angażują większą liczbę pracowników niż osoby trzeźwe. Zdarza się, że wymagają osobnych sal, szczególnego nadzoru i dodatkowych zabezpieczeń. To wpływa na pracę całego oddziału i może wydłużać czas oczekiwania innych chorych, w tym seniorów i pacjentów z wieloma schorzeniami.

Reklama

„Liczby się kompletnie nie zmieniły”

Lekarz przyznał, że przed wprowadzeniem ograniczeń około 10 procent pacjentów w jego szpitalu stanowili chorzy pod wpływem alkoholu. Według niego po wprowadzeniu nocnej prohibicji ten odsetek się nie zmienił.

„Niestety w moim obszarze nie ma poprawy. Wcześniej 10 procent pacjentów to byli ci pod wpływem alkoholu i te liczby się kompletnie nie zmieniły” – podkreślił prof. Łęgosz.

Jednocześnie lekarz zaznaczył, że nie jest przeciwnikiem samego ograniczenia. Jak mówi, trzeba oceniać je szerzej, biorąc pod uwagę dane ze szpitali, policji, straży miejskiej i izby wytrzeźwień. Jego zdaniem prohibicja może działać w niektórych obszarach, ale sama nie wystarczy.

Reklama

Alkohol kupowany wcześniej

Zdaniem prof. Łęgosza część osób szybko dostosowała się do nowych zasad. Zamiast kupować alkohol w nocy, zaopatrują się wcześniej i robią większe zapasy. To szczególnie widoczne przed weekendami i dłuższymi przerwami od pracy.

Lekarz zwrócił uwagę, że ograniczenie nocnej sprzedaży może pomóc w przypadku osób, które po imprezie chcą jeszcze dokupić alkohol „na dobicie się”. Może to mieć znaczenie szczególnie w miejscach, gdzie popularne są imprezy plenerowe, między innymi w rejonie Wisły.

„Tu prohibicja może zadziałać i ograniczyć nocne kupowanie na tzw. dobicie się. Jestem za tym, żeby prohibicja obowiązywała” – powiedział.

Reklama

Problem promocji i picia w miejscach publicznych

Prof. Łęgosz wskazuje, że walka z alkoholem powinna obejmować także inne działania. Wśród nich wymienia ograniczenie promocji cenowych, sprzedaży wielopaków i dodawania darmowych puszek czy butelek do większych zakupów.

„To jest patologia. Kupisz sześć piw i dostaniesz dwa gratis. Ostatnio kolega mi mówił o promocji w jednym z dyskontów: kupisz 10 piw, to drugie 10 masz za darmo. To są akcje, które zachęcają do spożywania alkoholu” – ocenił.

Lekarz zwrócił również uwagę na egzekwowanie zakazu spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Jako przykład podał Park Praski, gdzie – jak relacjonował – rano przy śmietnikach widać dziesiątki puszek i butelek po alkoholu, mimo że w tym miejscu obowiązuje zakaz picia.

Reklama

Zakaz zostaje, oceny są różne

Warszawska nocna prohibicja jest jednym z najważniejszych samorządowych ograniczeń dotyczących sprzedaży alkoholu w Polsce. Dla miasta i służb porządkowych kluczowym argumentem są dane o spadku nocnych interwencji w dzielnicach, gdzie zakaz testowano wcześniej.

Z perspektywy części ochrony zdrowia obraz jest mniej jednoznaczny. Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus, położony blisko centrum miasta, nadal przyjmuje wielu pacjentów pod wpływem alkoholu. Według prof. Pawła Łęgosza samo zamknięcie nocnej sprzedaży nie zmienia sytuacji osób, które piją wcześniej, robią zapasy albo korzystają z promocji zachęcających do kupowania większych ilości alkoholu.

Reklama

Ostateczna ocena skuteczności nowych przepisów będzie zależała od danych z całego miasta po kilku miesiącach obowiązywania zakazu.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości