Reklama

Miliony znikały ze spółdzielni. Audyt ujawnił coś niewiarygodnego

Jedna z największych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce mogła przez lata być miejscem procederu, którego skala szokuje nawet doświadczonych audytorów. Dokumenty, przetargi, kosztorysy i służbowe komputery – wszystko to ma wskazywać na system pozwalający wyprowadzać ze Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej miliony złotych. Ustalenia ujawnił portal Zero.pl.

Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa to organizm porównywalny z niewielkim miastem. Zarządza 490 budynkami, ponad 27 tysiącami mieszkań i dziewięcioma osiedlami, w których żyje około 60 tysięcy osób. To właśnie dlatego wyniki audytu przeprowadzonego po zmianie władz wywołały tak duże poruszenie. Według ustaleń opisanych przez Patryka Słowika, w centrum nieprawidłowości miał znajdować się wieloletni dyrektor techniczny, który nieformalnie kontrolował firmę regularnie otrzymującą zlecenia od spółdzielni.

Audyt odkrył mechanizm, który mógł kosztować mieszkańców dziesiątki milionów

Punktem zwrotnym okazała się zmiana kierownictwa WSM. W listopadzie 2025 roku stanowisko prezesa objął Przemysław Prus, a nowe władze zdecydowały się na przeprowadzenie tzw. audytu śledczego. Na pierwszy ogień trafiło osiedle Żoliborz III.

Reklama

Wyniki kontroli okazały się alarmujące. Jak podkreśla obecny prezes spółdzielni, wokół WSM miał powstać cały układ biznesowy, w którym korzyści czerpała wąska grupa osób, natomiast koszty ponosili wszyscy mieszkańcy.

Według najbardziej pesymistycznych wyliczeń szkody na samym osiedlu Żoliborz III mogą sięgać blisko 5 mln zł. Jeśli podobne mechanizmy funkcjonowały również w innych częściach spółdzielni, całkowita wartość strat mogłaby wynieść nawet 50 mln zł.

Sprawa ma już wymiar nie tylko finansowy, ale również prawny. Władze WSM zapowiadają skierowanie do prokuratury zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby zarządzające spółdzielnią w poprzednich latach. Niezależnie od postępowań karnych planowane są także działania cywilne mające na celu odzyskanie utraconych środków.

Reklama

Firmowe dokumenty na służbowym komputerze i przetargi szyte na miarę

Najpoważniejsze ustalenia dotyczą relacji pomiędzy dyrektorem technicznym osiedla a jedną z firm remontowych realizujących prace dla WSM. Choć formalnie przedsiębiorstwo miało niezależnego właściciela, audytorzy znaleźli szereg przesłanek wskazujących, że faktyczne zarządzanie mogło odbywać się z poziomu spółdzielni.

Na służbowym komputerze dyrektora odnaleziono dokumentację dotyczącą pracowników firmy. Dodatkowo adres zamieszkania podany przez niego działowi kadr miał pokrywać się z adresem lokalu należącego do formalnej właścicielki przedsiębiorstwa. Szczególnie wymowny okazał się jednak jeden z kosztorysów złożonych w przetargu. Dokument zawierał numer licencji programu kosztorysowego identyczny z tym, którego właścicielem była Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa.

Reklama

W praktyce mogło to oznaczać, że oferty składane przez prywatną firmę były przygotowywane przy wykorzystaniu zasobów spółdzielni, a następnie przedstawiane jej jako zewnętrzne propozycje wykonania prac.

Nieprawidłowości miały pojawiać się również na etapie organizowania przetargów. Z audytu wynika, że część specyfikacji przygotowywano w taki sposób, by znacząco ograniczyć liczbę potencjalnych wykonawców. Łączono wymagania z różnych branż – przykładowo oczekiwano jednoczesnego doświadczenia w remontach budowlanych oraz uprawnień do prowadzenia prac na czynnych sieciach telekomunikacyjnych. Tak skonstruowane warunki mogły skutecznie eliminować konkurencję i zwiększać szanse wybranych podmiotów.

Reklama

Prace widmo, podwójne wynagrodzenia i wpływ na wybór władz

Ustalenia kontrolerów wskazują również na przypadki opłacania robót, które według audytu nigdy nie zostały wykonane. Łączna wartość takich zleceń miała sięgać setek tysięcy złotych.

Kontrowersje budzi także przykład związany z remontem jednej z klatek schodowych. W dokumentacji wykonawcy jako pracownik firmy figurował mężczyzna, który w tym samym czasie był zatrudniony również przez spółdzielnię. W efekcie środki pochodzące od mieszkańców miały finansować jego wynagrodzenie dwukrotnie – raz jako pracownika WSM, a drugi raz jako członka zespołu wykonawcy realizującego zlecenie.

Reklama

Audyt ujawnił ponadto wątki wykraczające poza kwestie remontów i finansów. Według ustaleń osoby związane z firmami współpracującymi ze spółdzielnią miały uczestniczyć w zbieraniu pełnomocnictw od mieszkańców przed zgromadzeniami członków WSM. Wśród osób pozyskujących głosy znajdowali się przedstawiciele wykonawców oraz osoby z nimi powiązane.

Mechanizm ten mógł prowadzić do sytuacji, w której podmioty korzystające z decyzji władz spółdzielni jednocześnie wpływały na skład tych władz. To właśnie ten element sprawia, że sprawa wykracza poza zwykłe nieprawidłowości finansowe i rodzi pytania o sposób funkcjonowania systemu zarządzania jedną z największych spółdzielni mieszkaniowych w kraju.

Reklama

Jeżeli ustalenia audytu znajdą potwierdzenie w postępowaniach prowadzonych przez organy ścigania, może to być jedna z największych afer w historii polskiej spółdzielczości mieszkaniowej.

Źródło: rp.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości