Jeszcze kilka tygodni temu niewielu spodziewało się, że to właśnie Maja Chwalińska stanie się jedną z największych bohaterek tegorocznego Rolanda Garrosa. Dziś nazwisko polskiej tenisistki zna już cały tenisowy świat, a po powrocie do kraju przekonała się, że jej sukces poruszył również kibiców w Polsce.
Na Lotnisku Chopina w Warszawie od samego rana gromadzili się fani, którzy chcieli osobiście przywitać 24-latkę po najlepszym turnieju w jej karierze. Nie zabrakło transparentów, kwiatów i telefonów gotowych do zrobienia pamiątkowego zdjęcia. Atmosfera bardziej przypominała powrót gwiazdy wielkiego formatu niż tenisistki, która jeszcze niedawno walczyła o przebicie się do światowej czołówki.
Zanim Chwalińska pojawiła się w hali przylotów, wyjątkowy gest wykonały Polskie Linie Lotnicze LOT. Oznaczenie rejsu zostało symbolicznie zmienione z „LO334” na „LOTMAJA”, co szybko stało się jednym z najgłośniej komentowanych akcentów jej powrotu do Polski.
Sama tenisistka nie chciała jednak żadnych specjalnych przywilejów. Poprosiła organizatorów, by przejść przez lotnisko razem z pozostałymi pasażerami. Gdy tylko pojawiła się wśród kibiców, natychmiast została otoczona przez tłum fanów i przedstawicieli Polskiego Związku Tenisowego, którzy wręczyli jej bukiet kwiatów i gratulowali historycznego wyniku.
W tle rozbrzmiała „Pszczółka Maja” Zbigniewa Wodeckiego — symboliczny i jednocześnie bardzo ciepły gest, który wywołał uśmiech zarówno u samej zawodniczki, jak i zgromadzonych kibiców.
Choć podróż z Paryża była wyczerpująca, Chwalińska ani przez chwilę nie sprawiała wrażenia zmęczonej zainteresowaniem. Zatrzymywała się przy kolejnych osobach, rozdawała autografy, pozowała do zdjęć i rozmawiała z fanami, którzy przyszli podziękować jej za emocje ostatnich dni.
Spotkanie z kibicami trwało kilkanaście minut, ale dało się odczuć, że dla wielu był to wyjątkowy moment. Jeszcze niedawno Chwalińska pozostawała w cieniu największych nazwisk polskiego sportu. Dziś stała się symbolem determinacji i jednej z najpiękniejszych historii tegorocznego sezonu tenisowego.
Paryż miał być dla Mai Chwalińskiej przede wszystkim szansą na udane kwalifikacje. Tymczasem turniej zamienił się w spektakularny marsz przez kolejne rundy i największy sukces w jej dotychczasowej karierze.
Polka wygrała aż dziewięć meczów i została dopiero czwartą zawodniczką z naszego kraju, która awansowała do finału turnieju wielkoszlemowego. Dopiero w decydującym spotkaniu musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej, ale mimo porażki to właśnie Chwalińska była jedną z największych bohaterek całego Rolanda Garrosa.
Fenomenalny występ przełożył się także na ranking WTA. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju Polka zajmowała 114. miejsce na świecie. Najnowsze notowanie przyniosło jej awans aż o 93 pozycje — dziś znajduje się już na 21. lokacie i po raz pierwszy w karierze na dobre wkroczyła do światowej elity.
Jeszcze kilka miesięcy temu taki scenariusz wydawał się marzeniem. Dziś Maja Chwalińska wróciła do Polski jako jedna z największych gwiazd światowego tenisa.











Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze