Jeszcze kilka tygodni temu mało kto przypuszczał, że Maja Chwalińska stanie przed szansą na jeden z największych sukcesów w historii polskiego tenisa. Tymczasem korty Rolanda Garrosa stały się miejscem jej spektakularnego marszu. Polka pokonała rozstawioną z numerem 25 Dianę Sznajder 7:6 (7-4), 6:4 i awansowała do finału French Open. W sobotę zmierzy się z Mirrą Andriejewą.
To był mecz, który miał wszystko: wielkie emocje, długie wymiany, zwroty akcji i atmosferę godną najważniejszych tenisowych aren świata. A przede wszystkim – zawodniczkę, która ani przez moment nie wyglądała na przestraszoną stawką.
Sznajder już przed półfinałem zapowiadała, że spodziewa się prawdziwej bitwy. Nie były to puste słowa. Rosjanka od początku próbowała narzucić agresywne tempo, grała mocno i ryzykownie, ale Chwalińska odpowiadała spokojem oraz kapitalną defensywą.
Polka świetnie weszła w spotkanie i szybko objęła prowadzenie 3:1. Wydawało się, że kontroluje sytuację, jednak rywalka błyskawicznie odrobiła straty. Od tego momentu rozpoczął się tenis na najwyższym poziomie – pełen wyczerpujących wymian i fizycznej walki o każdy punkt.
Największe wrażenie robiła odporność psychiczna Chwalińskiej. Nawet kiedy po prostym błędzie w tie-breaku przegrywała 2-4, nie straciła koncentracji. Wręcz przeciwnie. Wygrała pięć kolejnych punktów i zamknęła pierwszego seta, czym wyraźnie podcięła skrzydła przeciwniczce.
Na trybunach słychać było głośny doping polskich kibiców. Wśród nich pojawił się między innymi reprezentant Polski w piłce ręcznej i zawodnik Paris Saint-Germain, Kamil Syprzak. Każda efektowna akcja Chwalińskiej wywoływała eksplozję radości.
Druga partia rozpoczęła się nerwowo. Obie tenisistki przełamywały się nawzajem, ale z czasem mecz zaczął coraz mocniej odbijać się na fizyczności zawodniczek.
Przy stanie 4:3 dla Sznajder Rosjanka poprosiła o przerwę medyczną. Fizjoterapeutka przez kilka minut pracowała nad okolicą biodra i dolnej części pleców tenisistki. Wydawało się, że pauza może wybić Polkę z rytmu, jednak stało się odwrotnie.
Po wznowieniu gry Chwalińska wyglądała jeszcze pewniej. Najpierw spokojnie utrzymała podanie, a chwilę później przełamała rywalkę w kluczowym momencie meczu. Kiedy serwowała po awans do finału, emocje sięgnęły zenitu. Publiczność kilkukrotnie musiała być uciszana przez sędzię, bo atmosfera na trybunach przypominała bardziej finał piłkarski niż tenisowe spotkanie.
Po ostatnim, zwycięskim forhendu Polka padła na kort i przez kilka sekund leżała nieruchomo, jakby próbowała uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło.
– Nie wiem, co się dzieje. Fizycznie nie czuję się już idealnie, ale to Wielki Szlem i nie zamierzam narzekać. Wiedziałam, że jeśli zachowam spokój, pokażę swój najlepszy tenis – mówiła chwilę później wzruszona Chwalińska, zagłuszana przez skandujące trybuny: „Maja! Maja! Maja!”.
Historia Chwalińskiej w tegorocznym French Open jest gotowym scenariuszem sportowego filmu. Polka przedostała się do turnieju głównego przez kwalifikacje, a w Paryżu wygrała już dziewięć spotkań z rzędu.
Po drodze eliminowała kolejne wielkie nazwiska. Najpierw mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng, później Elise Mertens, Marię Sakkari, Diane Parry, a w ćwierćfinale Annę Kalinską. Każdy kolejny mecz miał być dla niej końcem pięknej przygody. Tymczasem Chwalińska regularnie udowadniała, że nie jest już tenisową niespodzianką, lecz zawodniczką gotową rywalizować z najlepszymi.
Do Paryża przyjechała jako 114. rakieta świata. Awans do finału oznacza jednak gigantyczny skok w rankingu WTA – już teraz wiadomo, że znajdzie się w okolicach 21. miejsca. Jeśli wygra cały turniej, może awansować nawet na 14. pozycję.
Ogromna jest również finansowa nagroda za sukces w Roland Garros. Sam finał gwarantuje Polce 1,4 mln euro premii, a triumf w turnieju podwoi tę kwotę.
W sobotę Chwalińska stanie przed największym wyzwaniem w karierze. Po drugiej stronie siatki stanie Mirra Andriejewa, która w półfinale błyskawicznie pokonała Martę Kostiuk 6:1, 6:3.
Jedno jest jednak pewne – po tym, co wydarzyło się w Paryżu, nikt nie odważy się już powiedzieć, że Maja Chwalińska znalazła się w finale przypadkiem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze