Warszawskie zoo znalazło się w centrum polityczno-obyczajowej burzy po ujawnieniu, że część paszy dla zwierząt sprowadzana jest z zagranicy. Chodzi o siano i lucernę, które — jak podała telewizja wPolsce24 — miały trafić do stolicy z Niemiec. Informacja błyskawicznie wywołała falę komentarzy w sieci. Jedni reagowali rozbawieniem, inni pytali, dlaczego miejska instytucja nie korzysta wyłącznie z polskich dostawców.
Sprawa stała się na tyle głośna, że Warszawskie ZOO opublikowało obszerne oświadczenie. Placówka przekonuje, że wbrew pojawiającym się sugestiom nie chodzi o żaden absurdalny kaprys urzędników, lecz o zapewnienie odpowiedniej jakości pożywienia dla tysięcy zwierząt.
Według informacji podanych przez telewizję wPolsce24, transport siana miał zostać załadowany w zachodnich Niemczech, niedaleko Kolonii, a następnie skierowany do Warszawy. Materiał szybko stał się paliwem dla politycznych komentarzy, ponieważ stołeczne zoo podlega bezpośrednio władzom miasta kierowanym przez Rafała Trzaskowskiego.
W sieci zaczęły pojawiać się pytania, jak to możliwe, że siano dla zwierząt sprowadza się zza granicy, skoro Polska należy do największych producentów rolnych w Europie. Dla wielu internautów sama wizja transportowania siana przez pół kontynentu wydawała się symbolem urzędniczego absurdu.
Warszawskie ZOO przekonuje jednak, że rzeczywistość wygląda znacznie bardziej skomplikowanie.
W wydanym komunikacie ogród zoologiczny podkreślił, że odpowiada za żywienie ponad dziewięciu tysięcy zwierząt reprezentujących niemal pięćset gatunków. To oznacza konieczność przygotowywania bardzo zróżnicowanej diety — od mięsa i owadów po specjalistyczne mieszanki roślinne.
Jak tłumaczą przedstawiciele placówki, kluczowe znaczenie ma nie tylko sama ilość pożywienia, ale przede wszystkim jego jakość oraz ciągłość dostaw przez cały rok. W przypadku zwierząt roślinożernych odpowiednia pasza wpływa bezpośrednio na funkcjonowanie ich układu pokarmowego i mikrobiomu.
Zoo zwraca uwagę, że niektóre gatunki — między innymi żyrafy czy antylopy bongo — wymagają wysokiej jakości suszu z lucerny. Tego typu produkt nie zawsze udaje się pozyskać w odpowiednich parametrach na krajowym rynku, szczególnie jeśli warunki pogodowe są niesprzyjające.
Dlatego część dostaw sprowadzana jest z zagranicy. Jak zaznacza placówka, tegoroczna lucerna pochodziła z południa Europy i została przetransportowana przez Niemcy, co mogło wywołać wrażenie, że cały zakup realizowany był właśnie tam.
Warszawskie ZOO podkreśla również, że zdecydowana większość zakupów realizowana jest w ramach publicznych przetargów i wielomiesięcznych kontraktów. W tym roku — jak poinformowano — zakontraktowano aż 90 ton siana od polskiego rolnika.
Przedstawiciele ogrodu tłumaczą także, że transport specjalistycznych pasz jest kosztowny, dlatego europejskie ogrody zoologiczne często organizują wspólne dostawy, dzieląc między sobą wydatki logistyczne.
Placówka zapewnia, że wszystkie informacje dotyczące przetargów są jawne i publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej oraz na platformie e-Zamówienia.
Choć dla wielu osób sama historia o „niemieckim sianie” brzmi kuriozalnie, zoo przekonuje, że w tej sprawie nie chodzi o politykę ani wizerunek, lecz o zapewnienie zwierzętom odpowiednich warunków i stabilnej diety przez cały rok.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze