Zakup siana dla warszawskiego ZOO stał się niespodziewanie jednym z najgoręcej komentowanych tematów politycznych ostatnich dni. Wszystko po publikacji Telewizji wPolsce24, która ujawniła, że część dostaw dla stołecznego ogrodu zoologicznego miała trafiać do Warszawy z Niemiec. Sprawa wywołała lawinę komentarzy w sieci, a sam Rafał Trzaskowski postanowił odpowiedzieć w swoim stylu — z ironią, kpiną i politycznym przytykiem.
Według ustaleń stacji, transport siana został załadowany w zachodnich Niemczech, w okolicach Kolonii, a następnie skierowany do Warszawy. Informacja szybko stała się paliwem dla internetowych dyskusji i politycznych uszczypliwości.
Prezydent Warszawy nie zamierzał tłumaczyć się w tradycyjny sposób. Zamiast chłodnego komunikatu pojawił się wpis pełen ironii pod adresem prawicowych mediów.
„Siano od Niemca” — tak Trzaskowski podsumował medialne doniesienia, sugerując, że część redakcji próbuje zrobić z całej sytuacji „skandal dekady”. W jego ocenie sprawa została sztucznie napompowana, a sam przekaz miał bardziej służyć politycznej narracji niż realnej kontroli wydatków miasta.
Prezydent stolicy podkreślał, że Warszawskie ZOO zakontraktowało w tym roku aż 90 ton siana od polskiego rolnika, a wymagania dotyczące jakości karmy dla zwierząt są szczegółowo określane w przetargach. Jak zaznaczał, „bardziej polsko już się nie da”.
Jednocześnie Trzaskowski przekonywał, że część zwierząt egzotycznych wymaga specjalistycznej karmy i dodatków żywieniowych, których nie zawsze można pozyskać lokalnie. W tym kontekście wspomniał m.in. o lucernie sprowadzanej z południa Europy.
W swoim wpisie prezydent Warszawy próbował też obrócić krytykę w żart. Pisał, że żyrafy i bongo raczej nie są zainteresowane „swojskim żurkiem”, dlatego konieczne jest dostosowanie diety do potrzeb konkretnych gatunków.
Co istotne, Trzaskowski zakwestionował samą tezę o niemieckim sianie. Według niego Niemcy mieli być jedynie dystrybutorem produktu, natomiast sama lucerna nie pochodziła zza Odry.
„Muszę Państwa oficjalnie rozczarować: siano nie było z Niemiec. Lucerna też nie” — przekonywał.
Tłumaczenia ratusza nie zakończyły jednak dyskusji. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się pytania, dlaczego stolica — dysponując ogromnym zapleczem krajowych producentów rolnych — w ogóle korzysta z zagranicznych pośredników przy zakupach dla miejskich instytucji.
Największe emocje wzbudziło jednak zakończenie wpisu Trzaskowskiego. Prezydent Warszawy postanowił uderzyć w przeciwników politycznych ironicznym pytaniem:
„Nawet gdyby siano było rzeczywiście z Niemiec, to czy nie powinniśmy się wszyscy cieszyć, że Niemcy mają coraz mniej siana?”
Ten fragment błyskawicznie obiegł internet i stał się jednym z najczęściej cytowanych komentarzy całej sprawy. Dla jednych był dowodem dystansu i politycznej zręczności, dla innych — próbą przykrycia niewygodnego tematu żartami.
Jedno jest pewne: historia z sianem dla warszawskiego ZOO okazała się czymś znacznie większym niż zwykłym przetargiem na paszę dla zwierząt. W samym środku kampanijnej atmosfery nawet transport lucerny potrafi dziś zamienić się w polityczną burzę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze