Reklama

Warszawa oszalała na punkcie koszykówki. Trybański: „Nigdy bym w to nie uwierzył” [WIDEO]

Wieczorami Plac Defilad zmienia się dziś w wielkie koszykarskie miasteczko. Pod Pałacem Kultury i Nauki tłumy kibiców oglądają najlepszych zawodników świata rywalizujących w mistrzostwach świata 3x3. Wśród tych, którzy z zainteresowaniem śledzą turniej, jest także Cezary Trybański — pierwszy Polak w historii NBA. I choć sam przeszedł drogę od ulicznych boisk do najlepszej ligi świata, przyznaje wprost: jeszcze kilkanaście lat temu taki obraz wydawał się kompletnie nierealny.

— Gdy wyjeżdżałem do NBA, naprawdę nie sądziłem, że w Polsce będziemy organizować mistrzostwa świata w koszykówce 3x3. To pokazuje, jak ogromny krok zrobił nasz basket — mówi Trybański.

Od boisk „pod patykiem” do światowej sceny

Dla byłego reprezentanta Polski koszykówka 3x3 nie jest żadną nowością. Jak wielu zawodników jego pokolenia, zaczynał właśnie od ulicznego grania — spontanicznego, pełnego emocji i charakteru.

— Chyba każdy koszykarz zahaczył kiedyś o streetball. Ja też. Pamiętam słynne miejsce „pod patykiem”, gdzie było boisko do gry 3x3. Sam miałem okazję tam grać i świetnie to wspominam — opowiada.

Reklama

Paradoksalnie, gdy trafił do NBA, możliwość gry na legendarnych amerykańskich asfaltach praktycznie zniknęła. Profesjonalne kontrakty miały swoje ograniczenia.

— W Stanach streetball to część kultury. Są kultowe boiska w Nowym Jorku czy Los Angeles, gdzie ludzie grają niemal przez całą dobę. Ale zawodnicy NBA często nie mogą tam występować przez zapisy kontraktowe — tłumaczy.

Dziś jednak z satysfakcją obserwuje, że klimat ulicznej koszykówki coraz mocniej czuć także w Polsce. Nawet ci, którym nie udało się zdobyć biletów na mecze, gromadzą się w strefie kibica i oglądają spotkania na telebimach.

Reklama

— To naprawdę robi wrażenie. Widać, że ludzie chcą oglądać tę odmianę koszykówki. Polski Związek Koszykówki wykonał ogromną pracę, ale na taki moment trzeba było zapracować latami. Były mistrzostwa Europy w Katowicach, były turnieje młodzieżowe. Teraz zbieramy tego efekty — podkreśla.

„Nadzieja umiera ostatnia”. Polacy wciąż wierzą w awans

Sportowo początek turnieju nie ułożył się po myśli biało-czerwonych. Polacy przegrali dwa pierwsze mecze grupowe — najpierw z Mongolią 19:21, a później po dramatycznej dogrywce z Łotwą 20:22.

Mimo to Trybański nie zamierza skreślać reprezentacji.

Reklama

— Te porażki były naprawdę pechowe. Nadzieja umiera ostatnia. Już kiedyś mieliśmy sytuację, że zaczęliśmy turniej od bilansu 0-2, a później udało się awansować dalej. Mocno wierzę, że teraz może być podobnie — mówi.

Co ciekawe, mimo dwóch przegranych Polacy pozostają jedną z najbardziej ofensywnych drużyn turnieju.

— Zamykamy tabelę grupy, ale jednocześnie zdobyliśmy najwięcej punktów. To też coś pokazuje — zaznacza były koszykarz NBA.

Przed reprezentacją jeszcze dwa niezwykle trudne spotkania: z Czechami i ze Stanami Zjednoczonymi, czyli jedną z najmocniejszych ekip światowego rankingu FIBA 3x3.

Reklama

Trybański liczy jednak, że turniej dopiero się rozkręca.

— Po cichu wierzę, że karta się odwróci i jeszcze w tych mistrzostwach namieszamy — dodaje.

Dużo optymizmu ma również wobec kobiecej reprezentacji Polski. Biało-czerwone rozpoczęły turniej od zwycięstwa nad Madagaskarem i porażki po walce z Czechami, ale zdaniem Trybańskiego mają potencjał, by powalczyć o coś dużego.

— Dziewczyny już wcześniej były bardzo blisko medalu i na pewno czują niedosyt. Widać było sportową złość po meczu z Czechami, bo to było spotkanie do wygrania. Szczerze mówiąc, uważam, że mogą mieć nawet większe szanse na bardzo dobry wynik niż panowie — ocenia.

Reklama

Sochan i finały NBA. „Chciałbym zobaczyć Polaka z mistrzowskim pierścieniem”

Trybański z uwagą śledzi także wydarzenia za oceanem. Jeremy Sochan stoi przed szansą, by zostać drugim Polakiem w historii, który wystąpi w finale NBA — a być może nawet pierwszym z mistrzowskim pierścieniem.

Były środkowy nie ukrywa, że mocno trzyma kciuki za młodszego kolegę.

— Chciałbym, żeby wygrała drużyna Polaka. To byłoby świetne dla całej naszej koszykówki i dla reprezentacji. Wyobrażam sobie, jak Jeremy przyjeżdża na kadrę z mistrzowskim pierścieniem i pokazuje go kibicom — mówi z uśmiechem.

Reklama

Sam miał okazję trzymać taki pierścień w dłoni i doskonale wie, jak wielkie ma znaczenie w świecie NBA.

Jednocześnie zauważa, że ostatnie miesiące nie były dla Sochana łatwe. Kontuzje, problemy z rytmem treningowym i zmiany klubowe odbiły się na jego pozycji w zespole.

— To już walka o mistrzostwo NBA, tam każdy detal ma znaczenie. Jeremy miał trochę zawirowań, wypadł z rytmu, ale kiedy dostawał minuty, potrafił je dobrze wykorzystać. Mam nadzieję, że jeszcze zobaczymy go na parkiecie finałów. A nawet jeśli nie, to i tak może być częścią drużyny zdobywającej mistrzostwo — podsumowuje Trybański.

Reklama

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości