Pożar w Puszczy Solskiej znów skierował uwagę na problem, o którym przyrodnicy mówią od lat, ale który wciąż pozostaje na marginesie publicznej debaty. Wysuszona ściółka, brak opadów i silny wiatr to tylko część przyczyn coraz groźniejszych pożarów. Drugą są tysiące kilometrów rowów melioracyjnych, które od dziesięcioleci odprowadzają wodę z lasów i torfowisk.
Eksperci nie mają wątpliwości: Polska nadal prowadzi politykę odwadniania terenów leśnych, mimo że skutki suszy są dziś odczuwalne niemal w całym kraju.
Od wtorku strażacy walczą z ogniem w Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie. Choć sytuacja jest już częściowo opanowana, pożar pokazał, jak bardzo podatne na ogień stały się polskie lasy. W ostatnich miesiącach opadów było niewiele, wilgotność powietrza utrzymywała się na niskim poziomie, a ściółka leśna wyschła do granic możliwości. W takich warunkach nawet niewielkie źródło ognia może doprowadzić do katastrofy.
Zdaniem ekspertów problem nie kończy się jednak na zmianach klimatu. Ogromny wpływ na wysychanie lasów mają również stare systemy melioracyjne budowane jeszcze w XX wieku.
Dr inż. Marta Wiśniewska z Fundacji Greenmind i Polskiej Zielonej Sieci podkreśla, że rowy tworzono przede wszystkim z myślą o gospodarce leśnej i rolnej. Ich zadaniem było szybkie odprowadzanie wody, by łatwiej prowadzić wycinkę drzew i transport drewna.
— Przez lata uznawano, że mokry teren to problem. Dziś wiemy, że to właśnie woda jest najcenniejszym zasobem lasu — zaznacza ekspertka.
Skala zjawiska jest ogromna. Według Piotra Bednarka z Fundacji Wolne Rzeki w Polsce może istnieć nawet około 400 tysięcy kilometrów rowów melioracyjnych. To wielokrotnie więcej niż długość wszystkich rzek w kraju. Szacuje się, że nawet 100 tysięcy kilometrów takich wykopów znajduje się na terenach zarządzanych przez Lasy Państwowe.
Największy problem polega jednak na tym, że wiele z tych systemów nadal działa, choć ich pierwotny cel dawno stracił rację bytu. Woda nie zatrzymuje się w lesie, lecz jest błyskawicznie odprowadzana poza jego obszar.
Według Bednarka na terenie samej Puszczy Solskiej może znajdować się kilkanaście tysięcy kilometrów sztucznych rowów odwadniających. Część z nich przebiega przez torfowiska i tereny podmokłe, które dawniej działały jak naturalna gąbka — magazynowały wodę i chroniły las przed przesuszeniem.
Dziś wiele z tych miejsc wysycha.
— W lesie z przesuszoną glebą pożar rozprzestrzenia się znacznie szybciej. Szczególnie niebezpieczne są osuszone torfowiska, bo ogień może tlić się tam pod ziemią przez wiele dni — tłumaczy ekspert Fundacji Wolne Rzeki.
Jak dodaje, rozwiązania wcale nie wymagają wielkich inwestycji. W wielu przypadkach wystarczyłoby zasypanie fragmentu rowu albo zamontowanie prostych zastawek zatrzymujących odpływ wody.
Problemem pozostaje jednak skala działań. Organizacje społeczne od lat apelują o masowe przywracanie retencji w lasach, ale tempo zmian jest niewielkie. Bednarek przyznaje, że część przyrodników zaczęła działać samodzielnie, „partyzancko” zasypując rowy lub budując prowizoryczne zastawki.
Również Marta Wiśniewska uważa, że działania prowadzone obecnie są zdecydowanie niewystarczające.
— To są stosunkowo proste i tanie rozwiązania, ale wciąż realizowane punktowo. Tymczasem potrzebujemy ich na masową skalę — podkreśla.
Coraz częściej w dyskusji o ochronie lasów pojawia się też temat bobrów. Zdaniem ekspertów zwierzęta wykonują pracę, której człowiek przez lata unikał — zatrzymują wodę w krajobrazie.
Budowane przez bobry tamy spowalniają odpływ wody, podnoszą poziom wód gruntowych i pomagają odbudowywać podmokłe siedliska. Dla wielu leśników bywają jednak problemem, bo utrudniają prowadzenie gospodarki leśnej.
W lutym Nadleśnictwo Józefów złożyło wniosek o odstrzał 35 bobrów oraz rozbiórkę siedmiu tam na terenie leśnictw Dębowce i Kalina. Po protestach społecznych i interwencji organizacji przyrodniczych wniosek został jednak wycofany.
— Musimy przestać traktować bobry jak szkodniki. W czasie narastającej suszy są naszym naturalnym sprzymierzeńcem — mówi Wiśniewska.
Pierwsze sygnały zmian już się pojawiają. W marcu w Puszczy Białowieskiej żołnierze 1. Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnej wspólnie z pracownikami Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska montowali zastawki w rowach melioracyjnych, by zatrzymać odpływ wody z puszczy.
Tego typu działania mogą w najbliższych latach nabierać znaczenia także z powodu unijnych regulacji. Polska przygotowuje obecnie Krajowy Plan Odbudowy Zasobów Przyrodniczych związany z unijnym Nature Restoration Law. Celem nowych przepisów jest odbudowa zdegradowanych ekosystemów — od rzek i torfowisk po lasy oraz łąki.
Eksperci podkreślają jednak, że bez realnego zatrzymania wody w lasach nawet najlepsze strategie pozostaną jedynie dokumentami. A kolejne pożary mogą pojawiać się coraz częściej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze