Sytuacja radomskiej Fabryki Broni „Łucznik” znów stała się elementem politycznego starcia. W tle są konkretne liczby, realne miejsca pracy i pytanie, które powraca jak refren: czy państwo powinno aktywnie podtrzymywać krajowy przemysł zbrojeniowy, czy raczej zmuszać go do rynkowej samodzielności?
Gdy w maju wygasną obecne zamówienia dla wojska, przyszłość części produkcji w Radomiu stanie pod znakiem zapytania. Jak wskazywał branżowy Portal Obronny, mimo inwestycji i rozwoju zdolności produkcyjnych, zakład może wkrótce odczuć brak nowych kontraktów – zwłaszcza na karabinki GROT A3.
Podczas konferencji przed zakładem Przemysław Czarnek ujął sprawę wprost: pracownicy nie oczekują politycznego współczucia, lecz stabilnych zamówień. Według jego wyliczeń, aby utrzymać obecny poziom działalności, fabryka potrzebuje rocznie kontraktu na około 40 tysięcy karabinków. To wydatek rzędu kilkuset milionów złotych – kwoty, która w skali państwowych funduszy obronnych nie wydaje się szczególnie wygórowana.
Polityk przekonywał, że środki mogłyby pochodzić z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, którego budżet liczony jest w dziesiątkach miliardów złotych. Jego zdaniem niewykorzystane środki z poprzednich lat pokazują, że problem nie leży w braku pieniędzy, lecz w decyzjach politycznych.
Wypowiedzi Czarnka wywołały natychmiastową reakcję rządu. Radosław Sikorski zarzucił opozycji hipokryzję, przypominając o wcześniejszych sporach wokół unijnego mechanizmu SAFE.
Z kolei premier Donald Tusk zapewniał, że rozwiązanie jest blisko, choć – jak podkreślił – sytuację skomplikowało prezydenckie weto wobec ustawy wdrażającej ten mechanizm. W jego ocenie to właśnie brak dostępu do tego instrumentu finansowego zmusił rząd do szukania bardziej kosztownych i trudniejszych alternatyw.
Głos zabrał również szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, który studził oczekiwania wobec prostego zwiększenia zamówień państwowych. Jak zaznaczył, fabryka nie powinna opierać się wyłącznie na kontraktach z wojskiem i musi aktywnie konkurować na rynku, także w przetargach międzynarodowych.
W całej sprawie ścierają się dwie logiki. Z jednej strony – argument o strategicznym znaczeniu krajowego przemysłu zbrojeniowego, który w sytuacjach kryzysowych powinien mieć zapewnione stabilne finansowanie. Z drugiej – podejście rynkowe, zakładające, że nawet państwowe zakłady muszą dywersyfikować źródła przychodów.
Zarząd Fabryki Broni stara się tonować nastroje. W oficjalnym komunikacie podkreślono, że produkcja trwa, a portfel zamówień jest zróżnicowany. Jednocześnie firma przyznaje, że polityka kadrowa musi uwzględniać bieżące potrzeby i koszty, choć – jak zapewniono – ewentualne redukcje zatrudnienia mają być ograniczane do minimum.
Kluczowe pozostaje pytanie, czy państwo zdecyduje się na szybkie wsparcie poprzez nowe zamówienia, czy też Łucznik będzie musiał w większym stopniu szukać swojej przyszłości poza krajowym systemem zamówień obronnych. Odpowiedź na nie zadecyduje nie tylko o losie zakładu w Radomiu, ale i o szerszym modelu funkcjonowania polskiego przemysłu zbrojeniowego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze