Import samochodów z krajów spoza Unii Europejskiej od lat kusi Polaków – często niższą ceną, czasem unikalnym modelem, którego próżno szukać na rodzimym rynku. Jednak za atrakcyjną ofertą coraz częściej kryje się ryzyko podatkowe, które nie umyka uwadze fiskusa. Najnowsze dane pokazują wyraźnie: administracja skarbowa przygląda się temu segmentowi rynku znacznie uważniej niż jeszcze kilka lat temu.
W 2025 roku do Polski trafiło ponad 120 tysięcy samochodów osobowych z państw nienależących do UE – przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych, Szwajcarii i Norwegii. To liczba, która pokazuje skalę zjawiska, ale też tłumaczy zainteresowanie służb celno-skarbowych.
Kluczowym problemem okazuje się zaniżanie wartości celnej pojazdów. To właśnie ona stanowi podstawę do wyliczenia cła, podatku akcyzowego i VAT. Im niższa zadeklarowana wartość auta, tym niższe zobowiązania wobec państwa. Dla części importerów pokusa „korekty” ceny okazuje się zbyt silna – choć, jak pokazują statystyki, coraz trudniejsza do ukrycia.
Dane przedstawione przez kierownictwo Krajowej Administracji Skarbowej nie pozostawiają wątpliwości: kontrole są realne i kończą się konkretnymi decyzjami. W latach 2022–2025 urzędy celno-skarbowe wydały 841 rozstrzygnięć nakazujących dopłatę zaległych należności.
Co ciekawe, skala sprzeciwu wobec tych decyzji jest zaskakująco niska. Zaledwie 61 odwołań przy takiej liczbie spraw sugeruje, że wielu podatników rezygnuje z walki jeszcze zanim na dobre się ona zacznie. Eksperci interpretują to dość jednoznacznie – w wielu przypadkach importerzy mają świadomość, że ich działania były trudne do obrony, a materiał dowodowy pozostawia niewiele pola manewru.
Nie wszyscy jednak widzą sytuację w tak jednoznacznych barwach. Przedstawiciele branży zwracają uwagę, że liczba decyzji nie oddaje pełnego obrazu rynku. Doświadczeni importerzy, działający na większą skalę, zazwyczaj dobrze znają realia i poruszają się w granicach akceptowanych przez organy celne.
Problemy częściej dotyczą osób działających okazjonalnie – bez odpowiedniej wiedzy lub próbujących „przeciągnąć linę” z fiskusem. To właśnie w tej grupie pojawiają się przypadki najbardziej rażącego zaniżania wartości pojazdów.
Cała sytuacja pokazuje, że choć system kontroli jest coraz szczelniejszy, wciąż istnieje przestrzeń dla ryzykownych praktyk. Różnica polega na tym, że dziś ich konsekwencje są znacznie bardziej odczuwalne – a szanse na uniknięcie odpowiedzialności wyraźnie maleją.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze