Reklama

Zamiast odstraszać – karmią. Niezwykły sposób na niedźwiedzie w górach

W Beskidzie Sądeckim trwa cicha, ale przemyślana operacja: zamiast odstraszać – przyciągnąć. Zamiast walczyć z naturą – spróbować ją zrozumieć i delikatnie ukierunkować. Leśnicy z Nadleśnictwo Piwniczna postanowili wykorzystać coś, co w górach było obecne od pokoleń – sady owocowe – by ograniczyć ryzyko spotkań ludzi z niedźwiedziami.

To nie eksperyment, lecz świadome działanie wpisane w szerszą strategię ochrony przyrody i bezpieczeństwa mieszkańców.


Powrót do dawnych sadów

Na pierwszy rzut oka to zwykłe nasadzenia: jabłonie, śliwy, grusze. W rzeczywistości – powrót do krajobrazu sprzed dekad. W kilku miejscach Doliny Popradu posadzono już około 130 drzew owocowych. To niewiele, jeśli patrzeć tylko liczbowo, ale znaczenie tego gestu jest znacznie większe.

Jak przypominają leśnicy, zanim te tereny opustoszały, tętniły życiem. Dawni mieszkańcy – górale czarni Łemkowie – zakładali przy swoich domach sady. Dziś wiele z tych drzew wciąż stoi, choć często mają po sto lat i wymagają odnowienia.

Reklama

– To nie tylko kwestia przyrody, ale też pamięci o tym miejscu – podkreślają leśnicy. – Te sady są częścią historii tych gór.

Rewitalizacja dawnych sadów to więc jednocześnie działanie ekologiczne i kulturowe.

 


Naturalny sposób na dzikich sąsiadów

Niedźwiedź brunatny nie jest wybrednym łowcą. Jego dieta jest zaskakująco „roślinna” – dużą część stanowią owoce, jagody, pędy roślin. I właśnie ten fakt leśnicy postanowili wykorzystać.

Sadzenie drzew owocowych ma stworzyć coś w rodzaju naturalnej „strefy buforowej” – miejsca, gdzie zwierzę znajdzie pożywienie bez potrzeby schodzenia bliżej ludzkich osiedli.

Reklama

– Chodzi o to, by niedźwiedzie miały powód, żeby zostać wyżej w górach – tłumaczą leśnicy. – Jeśli znajdą tam wystarczająco dużo jedzenia, nie będą szukać go w pobliżu domów.

To rozwiązanie oparte na prostym założeniu: łatwiejszy dostęp do naturalnego pokarmu zmniejsza pokusę sięgania po „łatwe zdobycze” w pobliżu ludzi – śmietniki, pasieki czy gospodarstwa.

Co ważne, po polskiej stronie problem konfliktów z niedźwiedziami nie jest jeszcze poważny. Inaczej wygląda sytuacja tuż za granicą.


Wspólny projekt ponad granicą

Działania w Beskidzie Sądeckim są częścią międzynarodowego programu „Drapieżne pogranicze”, realizowanego we współpracy ze słowackimi partnerami, w tym z Tatrzański Park Narodowy.

Reklama

To właśnie doświadczenia ze Słowacji – gdzie przypadki zbliżania się niedźwiedzi do ludzi zdarzają się częściej – stały się ważnym sygnałem ostrzegawczym.

– U nas to jeszcze nie jest duży problem, ale widzimy, co dzieje się po drugiej stronie granicy – mówią leśnicy. – Lepiej działać wcześniej niż reagować, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli.

Projekt nie ma ambicji „zatrzymania” niedźwiedzi w sensie dosłownym. Zwierzęta te wędrują zgodnie ze swoim instynktem – szukają pożywienia, partnerów, nowych terytoriów. Tego nie da się kontrolować. Można jednak wpływać na to, gdzie chętniej przebywają.

Reklama

Sadzenie sadów jest więc subtelną formą zarządzania przestrzenią – taką, która nie narusza naturalnych zachowań zwierząt.


W tle tej inicjatywy kryje się coś więcej niż tylko troska o bezpieczeństwo. To próba znalezienia równowagi między człowiekiem a dziką przyrodą. Bez hałasu, bez radykalnych środków – raczej poprzez cierpliwe przywracanie tego, co kiedyś było tu czymś oczywistym.

Bo czasem najlepszym rozwiązaniem okazuje się powrót do prostych pomysłów sprzed lat.

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama