Co najmniej czterdzieści szpitali powiatowych w Polsce znalazło się w sytuacji, którą trudno nazwać inaczej niż alarmową. Z najnowszych analiz wynika, że część z nich balansuje na granicy upadłości. Problem nie jest nowy, ale jego skala zaczyna niepokoić nawet tych, którzy na co dzień zarządzają systemem ochrony zdrowia.
Wnioski płynące z raportu przygotowanego przez Związek Powiatów Polskich mają zostać omówione podczas wspólnej konferencji środowisk medycznych i organizacji pacjenckich. Jednak już teraz wiadomo jedno: sytuacja finansowa szpitali powiatowych systematycznie się pogarsza.
Jak podkreśla prezes Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych Waldemar Malinowski, problem nie sprowadza się wyłącznie do pieniędzy. Jego zdaniem system ochrony zdrowia stał się nadmiernie skomplikowany – tak bardzo, że coraz trudniej nim zarządzać.
Rozbudowane regulacje, zmieniające się przepisy i rosnące wymagania administracyjne sprawiają, że prowadzenie placówki medycznej zaczyna przypominać walkę z biurokracją, a nie zarządzanie leczeniem pacjentów. W tej sytuacji środowisko szpitalne coraz głośniej mówi o konieczności stworzenia nowych, prostszych ram prawnych dla funkcjonowania ochrony zdrowia.
Najbardziej dotkliwy pozostaje jednak problem finansowania. Szpitale od miesięcy sygnalizują, że pieniądze z Narodowy Fundusz Zdrowia nie pokrywają realnych kosztów leczenia.
Na sytuację wpływa kilka czynników jednocześnie: brak pełnych rozliczeń za ubiegły rok, ograniczanie finansowania tzw. nadwykonań oraz zaniżone wyceny świadczeń. W efekcie większość szpitali powiatowych zamyka rok na minusie, a łączna skala strat liczona jest już w miliardach złotych.
Dodatkowe napięcia wywołały ostatnie zmiany w rozliczaniu badań diagnostycznych – takich jak tomografia komputerowa czy kolonoskopia. Wprowadzenie tzw. stawek degresywnych oznacza, że po przekroczeniu określonego limitu placówki otrzymują tylko część standardowej zapłaty za wykonane badania. Dla wielu z nich to kolejny cios w i tak napięty budżet.
Nie tylko szpitale powiatowe biją na alarm. Krytyczne stanowisko zajęła również Polska Unia Szpitali Klinicznych, która ostrzega przed krótkowzrocznym szukaniem oszczędności w systemie ochrony zdrowia.
Zdaniem przedstawicieli środowiska, takie działania mogą prowadzić do narastania tzw. długu zdrowotnego – problemu, który w przyszłości będzie wymagał znacznie większych nakładów finansowych niż dziś. Innymi słowy: oszczędności teraz mogą oznaczać znacznie wyższe koszty za kilka lat.
W odpowiedzi na pogarszającą się sytuację zaplanowano protest środowiska szpitali powiatowych. Placówki mają zostać symbolicznie oflagowane, a personel pojawi się w czarnych strojach. Zapowiedziano także minutę ciszy – gest, który ma zwrócić uwagę decydentów na skalę problemu. Jednocześnie organizatorzy zapewniają, że pacjenci nie odczują skutków protestu – leczenie będzie odbywać się bez zakłóceń.
Choć rząd przekonuje, że trwają reformy dostosowujące system do zmian demograficznych i realiów finansowych, liczby pozostają nieubłagane. W budżecie Narodowy Fundusz Zdrowia na najbliższy rok nadal brakuje miliardów złotych.
Na papierze wszystko się jeszcze zgadza. W praktyce coraz więcej wskazuje na to, że system ochrony zdrowia znalazł się w punkcie, w którym dalsze odkładanie decyzji może okazać się najdroższym możliwym rozwiązaniem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze