Warszawska nocna prohibicja miała ograniczyć alkoholowe ekscesy, poprawić bezpieczeństwo i odciążyć służby. Pierwsze dane rzeczywiście pokazują spadek liczby nocnych interwencji straży miejskiej. Jednak z perspektywy szpitalnych oddziałów ratunkowych obraz sytuacji wygląda znacznie mniej optymistycznie.
Jak opisała Wirtualna Polska, lekarze pracujący na warszawskich SOR-ach nie zauważają wyraźnego spadku liczby pacjentów trafiających do szpitali pod wpływem alkoholu. Problem szczególnie widoczny jest w weekendy i podczas długich wolnych dni, gdy oddziały ratunkowe ponownie zapełniają się osobami po bójkach, upadkach czy wypadkach na hulajnogach i rowerach.
Od 1 czerwca zakaz nocnej sprzedaży alkoholu obowiązuje już w całej Warszawie. Wcześniej obejmował jedynie Śródmieście oraz Pragę-Północ. Alkohol między 22:00 a 6:00 nie jest sprzedawany ani w sklepach spożywczych, ani na stacjach benzynowych. Według danych przywoływanych przez Wirtualną Polskę, w dzielnicach objętych zakazem liczba nocnych interwencji straży miejskiej spadła o ponad 20 proc.
Choć statystyki służb wskazują na poprawę sytuacji w przestrzeni publicznej, lekarze zwracają uwagę, że problem nadmiernego spożycia alkoholu wcale nie zniknął. Jak wynika z rozmowy opublikowanej przez WP, osoby trafiające do szpitali najczęściej zaczynają pić dużo wcześniej, jeszcze przed godziną obowiązywania zakazu sprzedaży.
Prof. Paweł Łęgosz ze Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w rozmowie z portalem przyznał, że w jego ocenie liczba pacjentów pod wpływem alkoholu „kompletnie się nie zmieniła”.
Lekarze obserwują przede wszystkim urazy związane z bójkami, upadkami czy niebezpieczną jazdą po alkoholu. Problemem są jednak nie tylko same obrażenia, ale także organizacja pracy oddziałów ratunkowych. Pacjenci pod wpływem alkoholu często wymagają bardziej rozbudowanej diagnostyki, a dodatkowo bywają agresywni wobec personelu.
W materiale Wirtualnej Polski zwrócono uwagę, że osoby znajdujące się pod wpływem alkoholu bardzo często angażują znacznie większe siły personelu niż inni pacjenci. Lekarze podkreślają, że takie przypadki dezorganizują pracę SOR-ów, wydłużając czas oczekiwania innych chorych — szczególnie seniorów i osób z wieloma schorzeniami.
Coraz większym problemem pozostaje również agresja wobec medyków. Szpitale organizują szkolenia dotyczące radzenia sobie z trudnymi i niebezpiecznymi pacjentami, a personel coraz częściej musi mierzyć się z zachowaniami agresywnymi związanymi z alkoholem lub innymi substancjami psychoaktywnymi.
Dodatkowym wyzwaniem są pacjenci z chorobą alkoholową i zespołem odstawiennym, którzy wymagają izolacji oraz specjalistycznej opieki, co jeszcze bardziej obciąża i tak przepełnione oddziały.
Choć nocny zakaz sprzedaży alkoholu ma swoich zwolenników, coraz częściej pojawiają się głosy, że bez dodatkowych działań jego skuteczność będzie ograniczona. Eksperci zwracają uwagę przede wszystkim na ogromną dostępność alkoholu oraz agresywne promocje w sklepach.
W rozmowie z WP prof. Łęgosz krytycznie ocenił praktyki marketingowe sieci handlowych, wskazując, że promocje typu „kup więcej, zapłać mniej” zachęcają do robienia dużych zapasów alkoholu jeszcze przed rozpoczęciem nocnego zakazu.
Lekarz podkreślił również, że problem wymaga szerszego podejścia: skuteczniejszego egzekwowania zakazu picia alkoholu w miejscach publicznych, większej prewencji i ograniczenia promocji cenowych.
Jak pokazuje przykład Warszawy, sama prohibicja może poprawić statystyki interwencji służb, ale nie musi automatycznie przełożyć się na sytuację w szpitalach. A to właśnie tam skutki nadmiernego spożycia alkoholu widać najbardziej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze