W najbliższy czwartek w warszawskim domu aukcyjnym Desa Unicum pod młotek trafi przedmiot, który z pozoru nie wygląda spektakularnie. Beżowa obudowa, niewielki ekran, charakterystyczna bryła początku lat 90. – Apple Macintosh Classic. A jednak to właśnie przy tym komputerze zaczęła się jedna z najbardziej intrygujących przemian w twórczości Zdzisława Beksińskiego.
To nie jest po prostu kolejny gadżet po znanym artyście. To narzędzie, które otworzyło przed nim zupełnie nowy rozdział.
Beksiński – malarz, fotograf, grafik, wizjoner – przez dekady budował swój rozpoznawalny, mroczny świat. Od połowy lat 70. jego obrazy, balansujące między surrealizmem a apokaliptyczną fantastyką, stały się jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk w polskiej sztuce współczesnej.

A jednak u schyłku XX wieku artysta znów zrobił to, co robił przez całe życie: zaczął eksperymentować.
Nie zrezygnował z malarstwa. Nie odciął się od fotografii. Zrobił coś innego – wpuścił do swojego świata technologię. Komputer, który w czwartek zostanie zlicytowany, był jego pierwszym prywatnym sprzętem tego typu. To przy nim zaczął przetwarzać własne fotografie, tworzyć kompozycje cyfrowe, porządkować i archiwizować dorobek.

Dla wielu artystów jego pokolenia komputer był zbędnym dodatkiem. Dla Beksińskiego – kolejnym medium.

W materiałach domu aukcyjnego czytamy, że komputer był „cichym świadkiem codzienności twórcy”. Trudno o trafniejsze określenie. To przy nim powstawały teksty, notatki, zapisy przemyśleń. To tutaj technologia zaczęła prowadzić z artystą subtelny dialog.
W przeciwieństwie do monumentalnych obrazów, które dziś osiągają zawrotne ceny, ten przedmiot jest intymny. Nie epatuje formą. Nie krzyczy. Jest raczej zapisem procesu – momentu przejścia z analogowego świata farby i światłoczułej kliszy do cyfrowej przestrzeni pikseli.
Symbolizuje chwilę, w której wyobraźnia Beksińskiego znalazła nowe narzędzie.

Aukcje osobistych rzeczy wybitnych twórców od lat przyciągają kolekcjonerów i instytucje kultury. Nie chodzi wyłącznie o sentyment. Coraz częściej to próba ocalenia fragmentu historii – materialnego śladu po procesie twórczym.
Komputer Beksińskiego wpisuje się w ten nurt. Jest czymś więcej niż retro-sprzętem dla miłośników wczesnych komputerów Apple’a. To artefakt przełomu – momentu, gdy artysta o ugruntowanej pozycji postanowił jeszcze raz wyjść poza własną strefę komfortu.
Ta niepozorna, beżowa maszyna budzi dziś takie emocje. W czwartek ktoś zabierze ją do domu. Razem z nią – kawałek historii polskiej sztuki.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze