Reklama

Współzałożyciel Dezertera: Na hejcie zarabia się najlepiej

Przez ponad cztery dekady Dezerter pozostaje jednym z najważniejszych głosów polskiej sceny punkowej. Choć zmieniały się ustroje, technologie i kolejne pokolenia słuchaczy, zespół konsekwentnie komentował rzeczywistość, unikając wygodnych kompromisów. Krzysztof Grabowski, współzałożyciel grupy, nie wierzy jednak, że świat wyciąga lekcje z własnych błędów. W rozmowie mówi o demokracji bez bezpieczników, algorytmach żywiących się nienawiścią, współczesnej cenzurze i o tym, dlaczego bunt wciąż ma sens.

Ludzie się nie zmieniają. Zmieniają się tylko dekoracje

Po 45 latach działalności Grabowski patrzy na społeczeństwo z dystansem człowieka, który obserwował Polskę zarówno zza żelaznej kurtyny, jak i w epoce mediów społecznościowych. Jego zdaniem zmieniają się przede wszystkim okoliczności, a nie sami ludzie.

– W każdym pokoleniu podobny odsetek osób angażuje się w życie społeczne, interesuje polityką czy sprawami publicznymi. Reszta pozostaje bierna. Tak było zawsze i trudno oczekiwać, że nagle stanie się inaczej – przekonuje.

To właśnie dlatego historia, jego zdaniem, nieustannie zatacza koło. Kolejne pokolenia zapominają o doświadczeniach poprzednich i powtarzają te same błędy. Wojny, kryzysy czy polityczne katastrofy stają się z czasem odległą opowieścią, a wraz z zanikiem pamięci wracają również mechanizmy, które kiedyś do nich doprowadziły.

Reklama

Mimo tego Grabowski nie uważa, że zaangażowanie jest pozbawione sensu. Wręcz przeciwnie – właśnie ono nadaje życiu znaczenie.

Pisanie tekstów, komentowanie rzeczywistości czy granie koncertów nie musi przecież prowadzić do natychmiastowej zmiany świata. Wystarczy, że daje poczucie, iż nie stoi się z boku. Lider Dezertera przypomina, że przez lata utwory zespołu trafiały nie tylko na scenę, ale także do szkolnych analiz, prac magisterskich czy rozpraw doktorskich. Dla niego to dowód, że muzyka zostawia po sobie coś więcej niż wspomnienie koncertu.

Reklama

Demokracja bez hamulców i nowa cenzura

Twórczość Dezertera wielokrotnie okazywała się zaskakująco aktualna. Grabowski przywołuje choćby utwór „Choroba” z połowy lat 90., w którym pojawia się gorzka refleksja o demokracji pozwalającej wybrać każdego – nawet ludzi nieprzygotowanych do sprawowania władzy.

Dzisiaj, po latach politycznych napięć, uważa tę diagnozę za jeszcze bardziej trafną.

Jego zdaniem największym problemem współczesnych demokracji jest przekonanie, że same z siebie są odporne na nadużycia. Tymczasem ostatnie lata pokazały, jak łatwo można naginać instytucje państwa, jeśli zabraknie skutecznych mechanizmów kontroli.

Reklama

Jednocześnie Grabowski zwraca uwagę, że choć zniknęła cenzura znana z czasów PRL, pojawiła się jej nowoczesna odmiana.

Dziś nikt nie zakazuje publikowania piosenek z powodów politycznych. Decyduje ekonomia. Stacje radiowe i wielkie media funkcjonują przede wszystkim jako biznes, a treści mające skłaniać do refleksji często przegrywają z tymi, które łatwo sprzedać reklamodawcom.

Piosenka krytykująca konsumpcjonizm nie pasuje do świata zbudowanego wokół konsumpcji. Nie dlatego, że jest zakazana, ale dlatego, że zwyczajnie staje się niewygodna.

Reklama

Jeszcze większe emocje budzi jednak sposób funkcjonowania współczesnych platform internetowych. Grabowski nie ukrywa rozczarowania modelem streamingu, który – jego zdaniem – zbudował gigantyczne fortuny kosztem twórców. Dawne piractwo zastąpił system wypłacający artystom symboliczne kwoty za odtworzenia, podczas gdy cyfrowi giganci stworzyli wielomiliardowe biznesy.

Internet żywi się konfliktem. A to może skończyć się bardzo źle

Najostrzejsze słowa lider Dezertera kieruje jednak pod adresem mediów społecznościowych.

Według niego internet przestał premiować wartościową dyskusję, a zaczął wynagradzać wyłącznie emocje – najlepiej te najbardziej skrajne. Algorytmy nie promują spokoju ani porozumienia. Zdecydowanie lepiej sprzedają się gniew, oburzenie i nienawiść.

Reklama

– Na hejcie zarabia się najlepiej. Wszystkie algorytmy są dziś nastawione właśnie na to. Jeśli napiszesz, że jesteś szczęśliwy, niewielu zwróci na to uwagę. Jeśli napiszesz, że kogoś nienawidzisz, zainteresują się wszyscy – zauważa.

W jego ocenie jest to proces, którego nie można dłużej lekceważyć. Ostrzega, że jeśli społeczeństwa nie znajdą sposobu na uporządkowanie cyfrowej przestrzeni, konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze niż internetowe awantury.

– Przypuszczam, że ludzkość będzie musiała sobie z tym poradzić. Jeśli nie, to będziemy niedługo latać z maczetami po ulicach i się zabijać – mówi bez ogródek.

Reklama

Mimo tej pesymistycznej diagnozy Grabowski nie traci wiary w kolejne pokolenia. Na koncertach Dezertera od lat spotykają się ludzie wychowani w zupełnie różnych epokach – od tych, którzy pamiętają stan wojenny, po nastolatków znających tamte wydarzenia wyłącznie z podręczników.

Zespół nigdy nie próbował upraszczać przekazu z myślą o młodszej publiczności. Jak podkreśla muzyk, inteligentni odbiorcy potrafią odnaleźć własne znaczenia, niezależnie od wieku. I właśnie dlatego piosenki napisane kilkadziesiąt lat temu nadal wywołują emocje.

Reklama

Grabowski odrzuca także popularną pokusę idealizowania przeszłości. Nie lubi opowieści zaczynających się od słów „za moich czasów było lepiej”. Każda epoka ma własne problemy i własne moralne wybory. Zmieniają się realia, ale pytania pozostają te same: czy zachowasz odwagę, kiedy będzie potrzebna, czy pozostaniesz biernym obserwatorem?

Po 45 latach działalności Dezerter wciąż nie zamierza odpowiadać na nie za swoich słuchaczy. Nadal jedynie prowokuje, by każdy odpowiedział sobie sam.

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości