To nie była jedynie analiza zgromadzonych dowodów ani formalne podsumowanie wielomiesięcznego procesu. Mowa końcowa prokurator Katarzyny Niemiec-Rudnickiej stała się przede wszystkim opowieścią o rodzinie, której życie rozpadło się w ciągu kilku sekund po tragicznym wypadku na Trasie Łazienkowskiej.
Na sali sądowej padły słowa o śmierci pana Rafała, dramatycznej walce jego żony o życie i dzieciach, które jednego dnia straciły ojca, a na wiele miesięcy także codzienną obecność matki. To właśnie ten ludzki wymiar tragedii wybrzmiał najmocniej podczas poniedziałkowych mów końcowych.
Proces Łukasza Żaka wszedł w decydującą fazę. Po miesiącach przesłuchiwania świadków, analizowania opinii biegłych i przedstawiania kolejnych dowodów strony rozpoczęły wygłaszanie mów końcowych.
Prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka skupiła się nie tylko na materiale dowodowym, ale również na konsekwencjach tragedii, które – jak podkreślała – trwają do dziś.
– Pani Ewelina tamtej nocy wiozła do domu swoje szczęście. W jednej chwili całe to szczęście rozsypało się. Najpierw walczyła o życie, później o to, żeby odzyskać sprawność, żeby móc chodzić, a następnie o to, żeby wrócić do domu do swoich dzieci. Dzisiaj każdego dnia walczy o spokój i normalność. To nie tylko dzieci, które straciły tatę. Przez wiele miesięcy praktycznie nie miały także mamy, bo przebywała w szpitalu i przechodziła długą rehabilitację – mówiła przed sądem.
Oskarżycielka zwróciła uwagę, że spośród wszystkich osób obecnych tamtej nocy to właśnie rodzina pokrzywdzonych była jedyną, która znalazła się na Trasie Łazienkowskiej wyłącznie z powodu zwykłego zbiegu okoliczności.
– Wszyscy pozostali znaleźli się tam na skutek własnych decyzji – podkreśliła.
W swojej mowie prokurator odniosła się również do postawy Łukasza Żaka w trakcie procesu. Jej zdaniem trudno mówić o autentycznej skrusze ze strony oskarżonego.
Przypomniała, że na początku procesu Żak odczytał krótkie przeprosiny z przygotowanej kartki, jednak – jak oceniła – jego późniejsze zachowanie podważyło wiarygodność tych słów.
– Pani Ewelina nie doczekała się żadnych prawdziwych przeprosin ani autentycznej skruchy. Oskarżony odczytał z kartki jedno zdanie, ale w kontekście jego późniejszego zachowania trudno uznać je za szczere – mówiła.
Jak dodała, jedyne spontaniczne przeprosiny, jakie padły z ust oskarżonego podczas procesu, były skierowane do jego znajomych współoskarżonych.
– Przepraszał swoich kolegów za to, że siedzą razem z nim na ławie oskarżonych. Nie rodzinę ofiar – zaznaczyła.
Końcówka wystąpienia prokurator należała do najmocniejszych momentów całego procesu. Oskarżycielka nie ograniczyła się do oceny samego wypadku, ale wskazała również na zachowanie oskarżonych już po zderzeniu.
Jej zdaniem zamiast natychmiastowej pomocy poszkodowanym priorytetem stało się zorganizowanie ucieczki Łukasza Żaka.
– Żeby zadzwonić pod numer alarmowy 112, nie potrzeba wiedzy medycznej ani prawniczej. Trzeba tylko być przyzwoitym – powiedziała.
Te słowa zakończyły wystąpienie, które było nie tylko podsumowaniem zgromadzonych dowodów, ale także przypomnieniem, że za aktami sprawy kryją się ludzie, których życie po tragedii na Trasie Łazienkowskiej już nigdy nie wróciło do dawnego rytmu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze