Reklama

„Każdy wyjdzie stąd z dyskomfortem”. Nowe muzeum w Warszawie już budzi emocje

Rok dzieli warszawskie Muzeum Historii Polski od otwarcia wystawy stałej, ale już dziś wiadomo, że będzie to jedna z najambitniejszych ekspozycji historycznych, jakie powstały w Polsce po 1989 roku. W czwartek dziennikarze po raz pierwszy mogli zajrzeć za kulisy projektu, nad którym od lat pracują historycy, scenografowie, konserwatorzy i projektanci doświadczeń multimedialnych.

Skala robi wrażenie: sześć galerii chronologicznych, tysiące eksponatów, monumentalna scenografia, dźwięki, światło, a nawet zapachy mają prowadzić zwiedzających przez ponad tysiąc lat historii Polski — od pierwszych Piastów po współczesność. Ale twórcy wystawy podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o efektowną podróż w czasie. Ich celem jest stworzenie miejsca, które będzie prowokować do myślenia, a nie utwierdzać w wygodnych przekonaniach.

Dyrektor muzeum Marcin Napiórkowski mówi wprost: to nie ma być instytucja „nasza” albo „wasza”. Raczej przestrzeń, w której każdy odnajdzie fragment własnej historii, ale jednocześnie zetknie się z perspektywą, która może okazać się niewygodna czy zaskakująca.

Reklama

Historia opowiedziana wszystkimi zmysłami

Wystawa zajmie ogromną przestrzeń i stanie się największą ekspozycją historyczną w Polsce. Jednocześnie prezentowanych będzie około 3,6 tysiąca obiektów, choć cała kolekcja muzeum liczy już ponad 66 tysięcy pozycji. Znaczną część eksponatów instytucja gromadziła przez ostatnie dwie dekady, resztę wypożyczono z muzeów, archiwów, bibliotek oraz zbiorów kościelnych i państwowych.

Zwiedzający przejdą przez sześć galerii prowadzących chronologicznie przez dzieje kraju — od średniowiecza po komunizm — a finałem będzie część zatytułowana „Historia niezakończona”, poświęcona wydarzeniom najnowszym, takim jak katastrofa smoleńska czy wojna w Ukrainie.

Reklama

Twórcy ekspozycji mocno stawiają na atmosferę i emocje. W średniowiecznej części pojawi się surowy kamień przywołujący romańskie budowle, w innych salach odwiedzający zobaczą m.in. fragment mieszkania z czasów II wojny światowej, model bunkra Armii Krajowej czy bramę Stoczni Gdańskiej. Jednym z najbardziej symbolicznych elementów będzie rekonstrukcja fragmentu Villa Regia — królewskiego pałacu Wazów, którego pozostałości przez wieki spoczywały na dnie Wisły.

Ekspozycja ma działać nie tylko obrazem. W galeriach zabrzmią chorały gregoriańskie, średniowieczne pieśni i dźwięki epoki PRL-u. Pojawią się także zapachy: przypraw z dawnej kuchni szlacheckiej, perfum Heleny Modrzejewskiej czy charakterystycznej wody brzozowej pamiętanej z czasów Polski Ludowej.

Reklama

Twórcy przekonują, że scenografia nie ma być dekoracją, lecz równoprawnym narzędziem opowiadania historii. Jednym z przykładów jest instalacja symbolizująca okres zaborów — lodowa ściana, w którą wbito repliki broni. Z drugiej strony konstrukcja ma się „roztapiać” pod wpływem działań społeczników, nauczycieli i organizacji obywatelskich. To metafora pokazująca, że walka o polskość nie odbywała się wyłącznie na polach bitew.

Nie tylko wielkie daty i bohaterowie

Autorzy wystawy wyraźnie odchodzą od szkolnego modelu opowiadania historii poprzez listę bitew, królów i przełomowych dat. Zespół kuratorski, współpracujący z ekspertami z Polski i zagranicy, postawił na trzy główne osie narracyjne: wolność, tożsamość i codzienność.

Reklama

Wolność ma być pokazywana szeroko — nie tylko jako polityczna niepodległość, lecz także proces dojrzewania społeczeństwa obywatelskiego. To dlatego między galeriami pojawi się specjalna „oś wolności” złożona z 21 punktów odnoszących się do najważniejszych momentów walki o prawa, podmiotowość i obywatelskość.

Druga opowieść dotyczy pytania, czym właściwie była polskość w różnych epokach i kto ją współtworzył. Muzeum chce podkreślać różnorodność etniczną, religijną i społeczną dawnej Rzeczypospolitej, a także rolę kobiet, choć bez wydzielania osobnych „kobiecej” części wystawy. Zamiast tego kobiece bohaterki mają być naturalnie obecne w głównym nurcie narracji.

Reklama

W średniowiecznej galerii obok Piastów pojawią się więc postaci takie jak Gertruda czy Agnieszka z Kwedlinburga — kobiety wpływowe politycznie i kulturowo, choć często pomijane w popularnych opowieściach historycznych.

Twórcy podkreślają również znaczenie zwykłych ludzi. W części poświęconej wojnie polsko-bolszewickiej obok Piłsudskiego czy Rozwadowskiego pojawią się ochotnicy, robotnicy, chłopi, studenci i sanitariuszki. Narracja ma pokazywać, że historia państwa nie tworzy się wyłącznie w gabinetach elit.

Reklama

Muzeum, które nie chce dawać prostych odpowiedzi

Jednym z największych wyzwań okazało się przedstawienie czasów PRL-u. Kuratorzy przyznają, że bardzo łatwo popaść tu albo w sentymentalną nostalgię, albo w czarno-białą opowieść o systemie opresji. Dlatego ekspozycja ma pokazywać oba wymiary jednocześnie — codzienność mieszkań z wielkiej płyty, rozwój technologii i kultury, ale też narastające społeczne frustracje oraz ograniczenia wolności.

W podobny sposób muzeum chce opowiadać o przełomach politycznych. Autorzy wystawy unikają prostego myślenia o historii jako ciągu „magicznych dat”, które nagle wszystko zmieniają. Przykładem jest rok 1989 — pokazany nie jako pojedynczy moment transformacji, lecz część dłuższego procesu przemian społecznych i gospodarczych.

Reklama

To podejście dobrze wpisuje się w filozofię obecnego dyrektora muzeum. Marcin Napiórkowski, kulturoznawca i badacz historii idei, od początku podkreśla, że historia nie jest jedną zamkniętą narracją. Ma być raczej przestrzenią ścierania się doświadczeń, emocji i interpretacji.

I być może właśnie dlatego Muzeum Historii Polski nie chce być miejscem, z którego wychodzi się z poczuciem pełnej zgody. Raczej takim, które zostawia po sobie pytania.

Reklama

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości