Miała wrócić do domu po kolejnym treningu psa przewodnika. Zamiast spokojnej podróży autobusem – usłyszała ultimatum od kierującej: kaganiec albo opuszczenie pojazdu. Choć przepisy są w tej sprawie jednoznaczne, pani Agnieszka Dyczkowska, wolontariuszka szkoląca psy asystujące dla osób z niepełnosprawnościami, została zmuszona do wysiadki z warszawskiego autobusu.
Do sytuacji doszło w sobotę, 9 maja, kilka minut przed godziną 14. Pani Agnieszka wracała z treningu grupowego na Polu Mokotowskim i czekała na autobus przy GUS w kierunku Pragi.
– Wsiadałam do autobusu 523, bo mieszkam na Grochowie. Ustawiłam się zaraz przy drzwiach, w miejscu przeznaczonym dla wózków. Zawsze staram się w takim miejscu stać, żeby po prostu nie przeszkadzać pasażerom. Wtedy kierująca autobusem otworzyła drzwi od swojej kabiny i powiedziała coś w stylu: „proszę założyć kaganiec”. Odpowiedziałam, tak jak zwyczajowo odpowiadam, że pies przewodnik nie musi mieć kagańca – opowiada w rozmowie z tvnwarszawa.pl Agnieszka Dyczkowska.
Jak relacjonuje trenerka, zwykle taka informacja kończy dyskusję. Tym razem jednak autobus przez dłuższą chwilę stał na przystanku, a kierująca nie zamierzała odpuścić.
– Nie bardzo rozumiałam, o co chodzi, popatrzyłam w stronę kierowcy i widziałam jej wzrok w lusterku, patrzyła na mnie. Pomyślałam sobie, że ja mogę być powodem tego dłuższego postoju. Podeszłam do kabiny kierującej i zapytałam, dlaczego autobus nie rusza. Odpowiedziała, że nie ruszy, dopóki nie założę psu kagańca. Powtórzyłam, że to jest pies szkolony na psa przewodnika, że mam na to dokumenty. Kierująca powiedziała, że dokumenty jej w ogóle nie obchodzą. Ona dba o bezpieczeństwo pasażerów, w związku z tym albo kaganiec, albo wysiadam – opisuje.
Pani Agnieszka nie chciała eskalować konfliktu. Wysiadła z autobusu razem z psem, wcześniej robiąc zdjęcie numeru pojazdu, aby zgłosić sprawę do ZTM.
Do domu wróciła kolejnym autobusem – tym razem bez żadnych problemów.
Jak podkreśla, najbardziej uderzyło ją to, że podobna sytuacja mogłaby spotkać osobę z niepełnosprawnością korzystającą z pomocy psa asystującego.
– Przez to, że kierująca nie chciała zobaczyć dokumentów, dotarło do mnie, że tak naprawdę to ja mogłam być osobą chorą na padaczkę, która jedzie z psem asystującym, albo osobą z PTSD, która ma psa asystującego wspierającego psychicznie. To samo przecież mogło spotkać kogoś, kto naprawdę jest niepełnosprawny. Dlatego odebrałam to jako bardzo dyskryminujące i wykluczające zachowanie – stwierdziła Agnieszka Dyczkowska.
Zarząd Transportu Miejskiego potwierdził, że otrzymał skargę w tej sprawie i zwrócił się do operatora o wyjaśnienia.
„Potwierdzam, że do Zarządu Transportu Miejskiego wpłynęła skarga pasażerki. Zwróciliśmy się do operatora z prośbą o ustosunkowanie się do jej treści” – przekazała Tamara Boryczka ze stołecznego ZTM.
Przepisy obowiązujące w warszawskiej komunikacji miejskiej jasno wskazują, że psy asystujące mogą podróżować bez kagańca. Dotyczy to również psów będących w trakcie szkolenia oraz ich trenerów posiadających odpowiednie zaświadczenia.
Zgodnie z ustawą o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych osoba korzystająca z psa asystującego nie ma obowiązku zakładania mu kagańca ani prowadzenia go na smyczy.
Podróżowanie autobusami, tramwajami czy pociągami jest jednym z podstawowych elementów szkolenia psa przewodnika. Taki trening trwa około dwóch lat, a w pierwszym etapie ogromną rolę odgrywają wolontariusze.
– To jedno z moich zadań w wychowaniu tego psa, w pierwszym okresie do roku. Jako wolontariusz trenuję psa pod okiem instruktorów z fundacji. Przyzwyczajam do jazdy autobusami, tramwajami czy pociągami – wyjaśnia Agnieszka Dyczkowska.
Pies podczas szkolenia uczy się zachowania w tłumie, ignorowania bodźców i skupienia na pracy. Ma spokojnie poruszać się przy nodze opiekuna i nie reagować na hałas czy zaczepki.
Wolontariusze starają się też edukować społeczeństwo, jak zachowywać się wobec psa asystującego. Najważniejsza zasada? Nie rozpraszać go podczas pracy.
– Coraz więcej jest osób, które nie wyciągają rąk i nie tarmoszą psa, tylko pytają: „czy mogę pogłaskać”. Szczególnie jest to zauważalne wśród dzieci, które bardzo chciałyby pogłaskać pieska, ale najpierw pytają, czy mogłyby. Ja zawsze wtedy mówię: „bardzo dziękuję, że pytasz. To jest bardzo ważne pytanie. To jest pies przewodnik. On będzie kiedyś pomagał, nie może się rozpraszać w pracy, musi być skupiony”. Z tego wynikają naprawdę bardzo fajne rozmowy i znajomości – mówi pani Agnieszka.
Jak zaznacza, nie zależy jej na ukaraniu kierującej autobusem. Chciałaby jedynie, by podobna sytuacja już się nie powtórzyła.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze