Na działkę pojechał z prostym planem – podlać warzywa, uporządkować teren i rozprawić się z chwastami, które od tygodni zarastały ogrodzenie. Nic nie zapowiadało dramatu. Wystarczyła jednak jedna tragiczna pomyłka, by zwykłe prace ogrodowe zamieniły się w walkę o życie. 76-letni Robert R. zamiast wody sięgnął po butelkę z silnie żrącym preparatem chwastobójczym. Mimo błyskawicznej pomocy lekarzy nie udało się go uratować.
Był ciepły, słoneczny czerwcowy poranek. Robert R., 76-letni mieszkaniec Międzyrzeca Podlaskiego, przyjechał na swoją działkę położoną w okolicach Olszynki niedaleko Siedlec. Jak zwykle miał konkretny plan – najpierw podlać ogórki i pomidory, a później zająć się chwastami, które coraz mocniej rozrastały się wzdłuż siatki.
Na początku wykorzystał resztkę środka chwastobójczego, którą miał w garażu. Wystarczyła jedynie na fragment ogrodzenia. Kiedy preparat się skończył, senior postanowił poprosić o pomoc sąsiada, którego działka znajdowała się około 600 metrów dalej.
Z pustą plastikową butelką przeszedł przez pola do pana Jana S. z Łukowa. Sąsiad bez wahania zgodził się pożyczyć preparat.
– Robert ledwie oddychał, gdy do mnie dotarł. Powiedziałem mu, żeby odpuścił pracę w takim słońcu, ale był bardzo uparty. Nalałem mu około pół litra środka do butelki i zaproponowałem, że odwiozę go z powrotem na działkę – wspomina pan Jan.
Po powrocie na swoją posesję Robert od razu wszedł do garażu. Chciał rozrobić preparat i dokończyć oprysk. Temperatura była coraz wyższa, a praca w pełnym słońcu dawała się we znaki.
Pan Jan został na zewnątrz. Gdy rozmawiał przez telefon z żoną, nagle usłyszał niepokojący hałas.
– Zobaczyłem, jak Robert wybiegł z garażu i zaczął gwałtownie wymiotować. Na ziemi leżała plastikowa butelka z resztką środka na chwasty, a obok w garażu stały rozpoczęte butelki z wodą. Powiedział tylko: „Pomyliłem się z wodą. Wziąłem dwa łyki tego świństwa”, po czym osunął się na ziemię – relacjonuje sąsiad.
Wszystko wskazuje na to, że zmęczony i spragniony senior odruchowo sięgnął po niewłaściwą butelkę. W garażu znajdowało się kilka podobnych plastikowych opakowań, co mogło doprowadzić do tragicznej pomyłki.
76-latek został przewieziony do szpitala, gdzie lekarze natychmiast rozpoczęli walkę o jego życie. Żrący preparat spowodował poważne obrażenia przełyku, jednak – jak relacjonuje pan Jan – bezpośrednią przyczyną śmierci okazało się zatrzymanie krążenia.
– Robert zmarł jeszcze tego samego dnia. Miał poparzony przełyk, ale doszło do zatrzymania akcji serca w chwili, gdy się zadławił – mówi poruszony sąsiad.
Ta historia pokazuje, jak cienka bywa granica między rutynową pracą a tragedią. Chemiczne środki stosowane w ogrodach i na działkach powinny być zawsze przechowywane wyłącznie w oryginalnych, wyraźnie oznaczonych opakowaniach i nigdy nie trafiać do butelek, które można pomylić z pojemnikami na wodę. Jedna chwila nieuwagi wystarczyła, by zwykły dzień na działce zakończył się dramatem, którego bliscy Roberta nie zapomną.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze