Reklama

Kultowe „kolebki” metra znikają po 25 latach

Warszawa żegna jeden z najbardziej charakterystycznych elementów pierwszej linii metra. Niebieskie, półkoliste zadaszenia przy stacji Centrum — przez lata dla jednych kultowe, dla innych po prostu koszmarne — najprawdopodobniej zaczną znikać jeszcze w tym roku. I choć trudno dziś wyobrazić sobie okolice Pałacu Kultury bez tych „szklanych kolebek”, miasto uznało, że ich czas właśnie dobiega końca.

To decyzja, która mówi sporo nie tylko o estetyce, ale też o tym, jak Warszawa próbuje opowiadać swoją własną historię na nowo. Problem w tym, że robi to dość wybiórczo.

Symbol transformacji czy relikt estetycznego chaosu?

Charakterystyczne półokrągłe wiaty towarzyszą warszawiakom od końcówki lat 90. Pojawiły się wraz z otwarciem stacji Centrum w 1998 roku i szybko stały się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów pierwszej linii metra. Podobne konstrukcje można zobaczyć także przy stacjach Świętokrzyska, Politechnika czy Pole Mokotowskie.

Ich projekt od początku budził jednak skrajne emocje. Dla części mieszkańców były symbolem nowoczesności rodzącej się po transformacji ustrojowej — lekkie, przeszklone, wyraźnie inne od ciężkiej architektury PRL-u. Inni widzieli w nich estetykę prowizorki: niebieskie stalowe ramy i poliwęglanowe przeszklenia, które już po kilku latach zaczęły wyglądać na zmęczone i przypadkowe.

Reklama

Co ciekawe, nawet dziś nie ma pełnej jasności, kto odpowiada za ich ostateczny wygląd. Za projekt stacji M1 odpowiadała architektka Jasna Strzałkowska-Ryszka wraz z zespołem, jednak dokumenty wskazują, że same wiaty były rozwinięciem wcześniejszych „rozwiązań systemowych”, przygotowanych dla pierwszej linii metra.

Krytyka przyszła zresztą bardzo szybko. Już kilka miesięcy po otwarciu stacji architekt Grzegorz Stiasny pisał, że stalowe kolebki są „toporne w proporcjach i detalu” oraz nie spełniają swojej funkcji ochronnej. W tamtym czasie był to głos dość odosobniony. Dziś podobne opinie słychać znacznie częściej.

Reklama

Metro Centrum dostanie nowe wejścia. Ale jakie?

Miasto potwierdza, że przebudowa północnych wejść do stacji Centrum jest już przygotowywana. Chodzi o cztery zadaszenia od strony Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Placu Defilad — trzy nad schodami oraz jedno nad windą. W marcu 2026 roku wydano pozwolenie na budowę, a kolejnym krokiem ma być przetarg na realizację prac.

Nowe wiaty mają być całkowitym przeciwieństwem obecnych konstrukcji. Z dokumentów przygotowanych przez Zarząd Transportu Miejskiego wynika, że projektanci dostali bardzo konkretne wytyczne: ma być minimalistycznie, geometrycznie i „neutralnie”. Urzędnicy oczekują prostych brył inspirowanych wejściami znanymi ze stacji drugiej linii metra, takich jak Szwedzka, Targówek Mieszkaniowy czy Trocka.

Reklama

To oznacza koniec charakterystycznych łuków i niebieskich ram. Zastąpią je prostopadłościenne konstrukcje z betonu architektonicznego, szkła i antracytowej stali — bardziej stonowane, eleganckie i wpisujące się w nową estetykę centrum miasta.

Nieprzypadkowo właśnie teraz. Otoczenie metra Centrum zmieniło się w ostatnich latach radykalnie. Pojawiło się nowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, trwa budowa siedziby TR Warszawa, a Plac Centralny ma stać się reprezentacyjną przestrzenią śródmieścia. W takim otoczeniu stare zadaszenia zaczęły wyglądać jak element z zupełnie innej epoki.

Reklama

Dlaczego „brzydkie” wiaty przeszkadzają tylko w centrum?

I tu pojawia się pytanie, którego miasto oficjalnie nie zadaje, ale które trudno pominąć: skoro stare wiaty są tak nieestetyczne i niepasujące do współczesnych standardów, dlaczego wymieniane są wyłącznie przy metrze Centrum?

Przecież identyczne konstrukcje nadal stoją przy innych stacjach pierwszej linii. Co więcej — jeszcze w 2016 roku przy Politechnice i Polu Mokotowskim wymieniono zużyte egzemplarze… na niemal identyczne nowe. Wtedy nikomu najwyraźniej nie przeszkadzały.

Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że problemem nie są same wiaty, lecz ich sąsiedztwo. Na tle odnowionego centrum Warszawy, nowoczesnych placów i błyszczącej architektury MSN-u stare niebieskie kolebki zaczęły zwyczajnie psuć wizerunek reprezentacyjnej części miasta.

Reklama

To zresztą kolejny przykład szerszego problemu warszawskiego metra: kompletnego braku spójności wizualnej. Dziś stolica ma już kilkanaście różnych typów zadaszeń wejść do metra, choć samych stacji jest niespełna czterdzieści. Są „motylki” przy drugiej linii, są betonowe kubiki, są szklane pawilony, są też relikty lat 90. Każda kolejna inwestycja próbuje opowiadać metro na nowo, ale rzadko ktoś myśli o całym systemie jako jednej, uporządkowanej całości.

Być może nowe wejścia przy Centrum rzeczywiście poprawią estetykę tej części miasta. To miejsce od dawna balansuje na granicy architektonicznego chaosu i uporządkowanej nowoczesności. Pytanie tylko, czy usunięcie jednej charakterystycznej warstwy warszawskiej historii rzeczywiście ten chaos uspokoi — czy po prostu sprawi, że centrum stanie się jeszcze bardziej anonimowe.

Reklama

 

Źródło: architektura.muratorplus.pl Aktualizacja: 14/05/2026 14:10
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości