Skutki zmasowanych rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy coraz dotkliwiej odczuwane są w Kijowie. Każdego dnia tysiące mieszkańców stolicy pozostają bez prądu przez wiele godzin — nierzadko nawet przez pół doby — co w warunkach mroźnej zimy oznacza także brak wody, ogrzewania i podstawowych wygód.
W ostatnim tygodniu intensywne ostrzały doprowadziły do długotrwałych przerw w dostawach energii elektrycznej w wielu dzielnicach miasta. Część gospodarstw domowych była pozbawiona prądu przez 14–16 godzin dziennie. Jednocześnie temperatura w Kijowie spada do minus 10–12 stopni Celsjusza, a czasem jeszcze niżej, co dodatkowo potęguje dramatyczne skutki awarii.
Największa prywatna firma energetyczna Ukrainy, DTEK, poinformowała w środę w serwisie Telegram, że w stolicy obowiązują awaryjne wyłączenia energii. – Obecnie mieszkańcy mogą liczyć średnio na około trzy godziny z prądem i do dziesięciu godzin bez niego. Sytuacja pozostaje niestabilna, ponieważ system energetyczny pracuje w trybie kryzysowym – przekazano w komunikacie. Spółka zaznaczyła, że brak zasilania przez ponad 12 godzin zwykle oznacza lokalną awarię.
31-letnia Maria, mieszkanka Kijowa i matka bliźniąt, opowiada, że jej rodzina stara się funkcjonować dzięki zapasowym źródłom energii. – Mamy akumulator i stację ładującą, z których korzystamy, gdy nie ma prądu. Kiedyś mieszkałam na szóstym piętrze, ale po narodzinach dzieci musiałam się przeprowadzić — bez działającej windy było to niemożliwe. Mój mąż służy w wojsku, więc zostałam sama z dwójką małych dzieci – mówi.
Brak prądu oznacza w jej mieszkaniu również brak wody. – Gromadzimy zapasy wody pitnej i technicznej. Na szczęście mamy kuchenkę gazową, więc możemy gotować i parzyć herbatę. Najgorsze jest pranie — przy małych dzieciach pralka to podstawa. Gdy tylko pojawia się prąd, od razu wstawiamy pranie – dodaje.
33-letni Maksym, programista pracujący zdalnie, przyznaje, że sytuacja stała się szczególnie trudna po 9 stycznia. – Prąd mam tylko przez dwie–trzy godziny dziennie i w nocy. Woda jest, ale wyłącznie zimna. Ogrzewanie działa minimalnie, więc rozgrzewam się w łóżku, używając plastikowych butelek z gorącą wodą. Ciągle marznę, nawet w domu – mówi.
Choć posiada powerbanki i mobilną stację zasilania, problemem bywa brak internetu. – Kiedy długo nie ma prądu, znika także sygnał światłowodowy – tłumaczy. Przyznaje, że aby zachować równowagę psychiczną, regularnie biega, ćwiczy i stara się utrzymywać kontakt z innymi ludźmi.
89-letnia Raisa Petriwna mówi z kolei, że w jej bloku ogrzewanie na razie działa. – Wczoraj przez cały dzień nie było prądu, pojawił się dopiero w nocy. Kiedy jest ciemno, człowiek ma czas, by pomyśleć o wszystkim. Słucham radia w telefonie i chodzę spać wcześniej. Mam szczęście, bo grzejniki grzeją, jest ciepła woda. Brak światła to nie jest dziś nasz największy problem — damy radę – podkreśla.
40-letnia Tetiana, ilustratorka i reżyserka, radzi sobie dzięki improwizowanym metodom ogrzewania. – Używam cegieł ogniotrwałych, które podgrzewam na kuchence lub w piekarniku. Jeśli nie ma gazu, stawiam je na metalowej kratce nad zapalonymi świeczkami. Taki prowizoryczny piec potrafi podnieść temperaturę w pokoju o kilka stopni – wyjaśnia.
Jej zdaniem mieszkańcy nie powinni liczyć na szybki koniec problemów. – Trzeba zaakceptować nową rzeczywistość i się do niej dostosować. Warto skupić się na prostych rozwiązaniach: ogrzewać tylko jeden pokój, pić ciepłe napoje, korzystać z dodatkowych źródeł ciepła. A żeby nie czuć się odizolowanym, lepiej czasem wyjść do kawiarni lub przestrzeni coworkingowych, gdzie jest prąd i ludzie – mówi.
red./PAP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze