Kiedy Mike Gunton niemal 40 lat temu zaczynał pracę w BBC, usłyszał coś, co dziś brzmi jak jeden z najlepszych żartów brytyjskiej telewizji. Sir David Attenborough — już wtedy legenda — miał podobno przechodzić na emeryturę.
– David mówił mi wtedy, że w wieku 65 lat zamierza zakończyć pracę. Wszyscy traktowali to jak dowcip, łącznie z jego żoną Jane – wspomina dziś Gunton, wieloletni współpracownik słynnego przyrodnika i dyrektor kreatywny Działu Historii Naturalnej BBC.
Minęły dekady, a Attenborough nadal pracuje, nagrywa kolejne produkcje i pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów świata. 8 maja legendarny biolog, podróżnik i twórca filmów dokumentalnych kończy 100 lat.
Jeszcze niedawno pojawił się w filmie „David Attenborough: Opowieść o gorylach”, a według współpracowników wciąż myśli o nowych projektach. Gunton przyznaje, że dziś sir David po prostu „nie zna słowa emerytura”.
W historii brytyjskiej telewizji niewiele jest produkcji, które naprawdę zmieniły język medium. Zdaniem Guntona właśnie takim momentem był serial „Życie na Ziemi”.
– Przed nim dominowała statyczna, bardzo tradycyjna telewizja. „Życie na Ziemi” otworzyło zupełnie nowy rozdział i stworzyło format, który później inspirował kolejne pokolenia twórców – podkreśla producent BBC.
To właśnie ten serial Attenborough uważa podobno za swoje najważniejsze zawodowe osiągnięcie. Później przyszły kolejne przełomy: „Planeta Ziemia”, „Dynastie” czy „Zielona planeta” — produkcje, które nie tylko zdobywały milionową publiczność, ale też redefiniowały sposób opowiadania o przyrodzie.
Gunton wspomina, że przy pracy nad „Dynastiami” Attenborough początkowo uważał pomysł za zbyt ambitny. Serial miał śledzić losy konkretnych zwierząt należących do zagrożonych gatunków: szympansów, lwów, tygrysów, pingwinów cesarskich i likaonów.
Efekt okazał się spektakularny. Podobnie było z „Zieloną planetą”. Wielu ludzi z branży nie wierzyło, że można stworzyć fascynującą serię o roślinach. Tymczasem Attenborough potrafił opowiadać o ich życiu tak, jak narrator thrillera buduje napięcie przed finałową sceną.
Współpracownicy Attenborougha zgodnie podkreślają, że jego największą siłą nigdy nie była wyłącznie wiedza biologiczna. Chodziło o coś znacznie trudniejszego do uchwycenia — intuicję.
– David ma fenomenalny instynkt telewizyjny i doskonale rozumie publiczność. Wie, jak mówić do ludzi, jak dobierać słowa i budować opowieść – mówi Gunton.
Przez siedem dekad obecności przed kamerą Attenborough obserwował, jak telewizja zmienia się niemal całkowicie. Od klasycznych produkcji dokumentalnych po współczesne widowiska realizowane z użyciem dronów, kamer 8K i technologii filmowania niedostępnych jeszcze kilkanaście lat temu.
Sam początkowo nie był entuzjastą dronów. Jak wspomina Gunton, przeszkadzał mu ich hałas i techniczne komplikacje. Z czasem jednak obaj uznali, że właśnie te urządzenia najbardziej odmieniły sposób pokazywania natury.
Kluczowe pozostawało jednak coś innego: Attenborough nigdy nie próbował ślepo gonić za trendami. Zamiast tego konsekwentnie trzymał się własnych wartości — naukowych faktów, rzetelności i przekonania, że człowiek ma obowiązek chronić środowisko naturalne.
– Być może to jego największe osiągnięcie. Przez całe życie występował w imieniu natury – ocenia producent BBC.
Choć dziś Attenborough kojarzy się przede wszystkim z charakterystycznym głosem i spokojną narracją, jego współpracownicy pamiętają także ogromną energię, z jaką pracował w terenie.
Ostatni raz Gunton wyjechał z nim na zdjęcia w 2022 roku. Kierunek: Finlandia i rejony za kołem podbiegunowym.
– Byliśmy w bardzo surowych warunkach, a on — człowiek grubo po dziewięćdziesiątce — radził sobie znakomicie. Nadal miał w sobie tę samą siłę i ciekawość świata – wspomina.
Podczas wieloletnich wypraw po Azji czy Afryce dni bywały wyczerpujące. Zwierzęta nie zawsze współpracowały, zdjęcia ciągnęły się godzinami, a warunki często były dalekie od komfortu. Wieczorami jednak atmosfera całkowicie się zmieniała.
– Wracaliśmy do obozu, siadaliśmy przy piwie i śmialiśmy się do łez z żartów Davida. Humor był częścią każdej wyprawy. Pomagał rozładować napięcie i radzić sobie z trudnościami – opowiada Gunton.
Mimo statusu światowej ikony Attenborough nigdy nie sprawiał wrażenia człowieka odklejonego od rzeczywistości. Współpracownicy opisują go raczej jako kogoś autentycznie ciekawego ludzi i świata.
Być może dlatego nawet historia o pozornie mało atrakcyjnych stworzeniach — jak golce piaskowe, łysiejące gryzonie z afrykańskich pustyń — w jego wykonaniu potrafiła brzmieć jak fascynująca opowieść przygodowa.
Sam Attenborough miał kiedyś przyznać, że mimo spełnionego życia czegoś żałuje. Gdyby mógł wybierać jeszcze raz, zostałby naukowcem.
Mike Gunton nie ma jednak wątpliwości, że świat straciłby wtedy coś znacznie większego.
– Jestem pewien, że byłby wybitnym naukowcem. Ale bez jego opowieści wszyscy bylibyśmy dziś ubożsi – mówi.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze