Przez dekady była perfekcyjnie kontrolowaną gwiazdą pop — uśmiechniętą, elegancką, zawsze o krok przed mediami. Kylie Minogue konsekwentnie odmawiała jednak jednego: opowiedzenia o sobie w pełni. Propozycje stworzenia dokumentu o jej życiu pojawiały się regularnie, ale odpowiedź pozostawała niezmienna. „To jeszcze nie ten moment”. Aż do teraz.
20 maja na Netfliksie zadebiutuje trzyodcinkowy serial dokumentalny „Kylie”, za który odpowiada Michael Harte — reżyser znany z produkcji o Davidzie Beckhamie i Michaelu J. Foxie. Tym razem bierze pod lupę jedną z najbardziej fascynujących ikon muzyki pop, ale nie interesuje go błyszczący wizerunek sceniczny. Zamiast tego próbuje dotrzeć do kobiety ukrytej za światową marką „Kylie Minogue”.
Nowa produkcja nie jest klasyczną laurką dla gwiazdy. Harte prowadzi narrację przede wszystkim głosem samej Minogue, pozwalając jej wrócić do momentów, które przez lata pozostawały poza kamerami — również tych najbardziej niewygodnych. Serial pokazuje nie tylko drogę do międzynarodowej kariery, ale też cenę, jaką artystka zapłaciła za życie pod nieustanną obserwacją mediów.
W dokumencie pojawiają się osoby, które odegrały kluczową rolę w jej życiu i karierze: siostra Dannii Minogue, producent Pete Waterman, Nick Cave czy Jason Donovan, z którym Kylie stworzyła jeden z najgłośniejszych duetów lat 80. na planie serialu „Sąsiedzi”. Twórcy wykorzystali również prywatne archiwa wokalistki oraz niepublikowane fotografie autorstwa Kateriny Jebb — wieloletniej przyjaciółki artystki.
To właśnie osobisty charakter materiałów sprawił, że Minogue długo nie była pewna, czy chce dopuścić kamery tak blisko siebie. Jak przyznaje, największy lęk budziło nie wracanie do sukcesów, lecz do momentów bolesnych i niezamkniętych emocjonalnie.
Serial nie unika tematów prywatnych. Kylie wraca między innymi do swojej relacji z Jasonem Donovanem oraz związku z Michaelem Hutchence’em, legendarnym wokalistą INXS, którego śmierć była dla niej ogromnym ciosem. Dokument pokazuje, jak bardzo te doświadczenia wpłynęły na jej życie poza sceną — i jak często pozostawały ukryte za perfekcyjnie wykreowanym publicznym obrazem.
Szczególnie poruszające okazały się dla niej wypowiedzi bliskich osób. W rozmowie z „Variety” artystka przyznała, że oglądanie gotowego serialu było emocjonalnie wyczerpujące.
– Kiedy dotarłam do końca trzeciego odcinka, byłam kompletnie przytłoczona emocjami. To, co Michael zrobił w montażu, sposób, w jaki wykorzystał jedną z moich piosenek na początku i końcu serialu… poczułam jednocześnie panikę i ogromny przypływ energii – powiedziała Minogue.
Jeszcze trudniejsze okazały się dla niej wspomnienia opowiadane przez innych.
– Widok mojej siostry był bardzo emocjonalny. Musiała wrócić do naprawdę ciężkich chwil i opowiedzieć o tym, co wtedy przeżywała. Nick Cave mówi w tym serialu niemal poetycko, a Jason Donovan pokazał materiały, których wcześniej sama nie widziałam – zdradziła wokalistka.
Najciekawsze w nowym dokumencie Netfliksa wydaje się jednak to, że „Kylie” nie próbuje budować kolejnego pomnika. To raczej opowieść o kobiecie, która przez lata nauczyła się funkcjonować w świecie oczekiwań, presji i nieustannej potrzeby bycia „ikoną”.
Minogue po raz pierwszy pozwala sobie na szczerość bez scenicznego kostiumu. Nie ukrywa niepewności, zmęczenia ani strachu przed oceną. I właśnie dlatego ten serial może okazać się czymś znacznie więcej niż kolejnym muzycznym dokumentem o gwieździe pop. To historia o dojrzewaniu do własnej prawdy — nawet jeśli przychodzi ono dopiero po latach kariery.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze