Decyzja ukraińskiego parlamentu o przyjęciu budżetu na 2026 rok wstrząsnęła opinią publiczną — i to nie tylko w samej Ukrainie. W czasie, gdy kraj od lat walczy o przetrwanie, a żołnierze pracują na granicy wytrzymałości, parlamentarzyści zagwarantowali sobie trzykrotną podwyżkę środków na działalność polityczną. Jednocześnie w budżecie nie znalazły się żadne dodatkowe pieniądze dla walczących na froncie.
Zgodnie z przyjętą poprawką wydatki związane z wykonywaniem mandatu parlamentarnego wzrosną z 60 tys. do 200 tys. hrywien miesięcznie. To zmiana, którą politycy uzasadniają próbą ograniczenia korupcji poprzez zapewnienie tzw. „białych pieniędzy” — legalnych i transparentnych środków na prowadzenie działalności publicznej, zatrudnianie ekspertów czy obsługę biur poselskich.
Problem w tym, że ta decyzja zapadła w chwili, gdy żołnierze nie otrzymają żadnych podwyżek, mimo że to oni niosą na swoich barkach ciężar trwającej wojny.
W przestrzeni publicznej zawrzało niemal natychmiast. Głos zabrał m.in. ppłk Maksym Żorin, jeden z najbardziej znanych ukraińskich oficerów. W ostrych słowach wskazał, że politycy stracili poczucie rzeczywistości.
Według Żorina brak podwyżek dla wojskowych w czasie pełnoskalowej wojny jest nie tylko błędem, ale aktem skrajnej nieodpowiedzialności, który może prowadzić do dezercji, pogorszenia morale i problemów z rekrutacją nowych żołnierzy.
Krytycznie wypowiadają się również zachodni obserwatorzy. Były ambasador RP w Ukrainie, Jan Piekło, otwarcie podkreśla, że taka decyzja jest niezrozumiała w sytuacji ciągłego napięcia finansowego.
Budżet na 2026 r. jest dramatycznie uzależniony od wsparcia zewnętrznego — Ukraina deklaruje, że potrzebuje aż 60 mld euro pomocy międzynarodowej, aby utrzymać funkcjonowanie państwa i kontynuować działania obronne. W tym kontekście trzykrotne zwiększenie środków dla deputowanych wielu ekspertów ocenia jako krok politycznie ryzykowny i moralnie wątpliwy.
Tegoroczny plan finansowy jest jednym z najbardziej obciążonych militarnie w historii kraju. Obronność pochłonie aż 27 proc. PKB, czyli ponad 2 biliony hrywien. Obejmują one utrzymanie armii, zakup broni i sprzętu oraz rozbudowane wsparcie socjalne dla weteranów.
Jednak nawet w tak napiętym budżecie znalazło się kilka pozycji, które budzą pytania — od programów społecznych po finansowanie państwowych projektów medialnych. Krytycy podkreślają, że w czasie wojny każdy wydany hrywna powinna być oglądana kilkukrotnie.
Zwolennicy podwyżek, tacy jak deputowana Mariana Bezugła, przekonują, że zwiększenie oficjalnego finansowania działalności parlamentarnej ma ograniczyć nielegalne przepływy środków. Odnoszą się przy tym do niedawnej afery korupcyjnej „Midas”, która nadszarpnęła zaufanie do klasy politycznej.
Argument ten jednak nie uspokoił społeczeństwa — zwłaszcza że równoległe podniesienie pensji żołnierzom wymagałoby znacznie większych nakładów, a Ministerstwo Obrony nie zakończyło jeszcze audytu swoich wydatków.
Ukraina zapewnia wsparcie weteranom, rodzinom z dziećmi i przesiedleńcom wewnętrznym, co pochłonie kilkaset miliardów hrywien. Jednocześnie państwo liczy na dalszą pomoc Zachodu — od Banku Światowego po państwa G7.
Mimo to najgłośniejszym echem odbija się decyzja o podwyżkach dla polityków. W ocenie wielu obserwatorów to symbol rozchodzenia się priorytetów władzy z potrzebami kraju, który każdego dnia płaci za wojnę ludzkim życiem.
Źródło: wiadomości.wp.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze