Uczy w małej wiejskiej szkole, ale mówi o wielkich rzeczach: o dziecięcej szczerości, trudnych relacjach z rodzicami, sile rozmowy i wzruszających spojrzeniach uczniów, którym coś się udało. Po 10 latach pracy wciąż wchodzi do klasy z uśmiechem. Rozmawiamy z Anną Gołębiowską - nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej z Owadowa w pow. radomskim.
— Jak się pani czuje na progu nowego roku szkolnego? Jest stres, ekscytacja, rutyna – czy coś zupełnie innego?
— Na progu nowego roku szkolnego czuję dobrą energię i powiew świeżości. Jestem pozytywnie nastawiona i gotowa do działania. Ten rok będzie dla mnie wyjątkowy – obchodzę jubileusz 10-lecia pracy w Niepublicznej Szkole Podstawowej im. Danuty Siedzikówny ps. „Inka” w Owadowie. Co więcej, nasza szkoła świętuje w tym roku 20-lecie swojego istnienia.
— Czy pamięta pani swój pierwszy dzień w szkole – jako uczennica i jako nauczycielka? Co się zmieniło od tamtej pory?
— Szczerze mówiąc nie pamiętam swojego pierwszego dnia w szkole, ale za to doskonale pamiętam pierwszy dzień pracy jako nauczycielka. Towarzyszył mi ogromny stres czy podołam i odnajdę się w tym zawodzie. W tym roku przekroczę próg szkoły z uśmiechem, po 10 latach pracy wiem, że nie mogłam lepiej wybrać.
— Co najbardziej lubi pani w pracy z dziećmi? A co bywa najtrudniejsze?
— W pracy z dziećmi najbardziej cenię ich otwartość, szczerość i naturalność. Uwielbiam obserwować, jak się rozwijają, jak pokonują swoje bariery, zdobywają nowe umiejętności i zaczynają wierzyć w siebie. Najtrudniejsza natomiast bywa współpraca z rodzicami – nie zawsze mamy te same spojrzenie na potrzeby dziecka czy metody pracy. Czasem trzeba dużo cierpliwości, by zbudować wzajemne zaufanie.
— Wspomniała pani, że najtrudniejsza bywa współpraca z rodzicami. Jak dziś wygląda to współdziałanie? Czy zauważa pani, że rodzice są bardziej zaangażowani niż kiedyś?
— Na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń podzieliłabym dzisiejszych rodziców na trzy grupy: tych, którzy aktywnie się angażują i wspierają szkołę, tych, z którymi współpraca bywa trudna, oraz tych, którzy pozostają raczej neutralni. Mam wrażenie, że kiedyś zawód nauczyciela cieszył się większym autorytetem, a rodzice rzadziej ingerowali w działania szkoły. Dziś wielu z nich angażuje się bardzo mocno – co ma zarówno dobre, jak i trudniejsze strony. W moim przekonaniu kluczem do dobrej współpracy jest rozmowa, wzajemny szacunek i wspólny cel – rozwój dziecka. Tym kieruję się na co dzień i dzięki temu udaje mi się budować dobre relacje z rodzicami moich uczniów.
— Jakie emocje towarzyszą dzieciom pierwszego dnia szkoły – i jak pani na nie reaguje?
— W tym roku kontynuuję dwuletnią pracę z klasą, więc najtrudniejszy proces adaptacji, który przechodziliśmy w pierwszej klasie, mamy już za sobą. Myślę, że we wrześniu spotkamy się z radością a emocją przewodnią będzie ekscytacja. Po dwóch miesiącach wakacji mamy sobie dużo do opowiedzenia.
— Z jakimi wyzwaniami przychodzą dziś uczniowie klas 1–3 - emocjonalnymi, społecznymi, edukacyjnymi?
— Dzieci w klasach 1–3 mierzą się z bardzo wieloma wyzwaniami – nie tylko edukacyjnymi, ale i społecznymi czy emocjonalnymi. Przejście z przedszkola do szkoły to ogromna zmiana: trzeba nauczyć się funkcjonować w nowej przestrzeni, zaakceptować szkolne zasady, odnaleźć się w relacjach z rówieśnikami i nauczycielami.
Współczesne dzieci żyją w świecie pełnym bodźców – technologii, hałasu, informacji. Ten nadmiar często skutkuje trudnościami z koncentracją i przetwarzaniem wiedzy. Uczniowie różnią się też bardzo między sobą – niektóre dzieci wchodzą do szkoły już czytając i pisząc, inne dopiero zaczynają tę przygodę. To może rodzić frustrację i niepewność. Rozwój emocjonalny w tym wieku jest intensywny – dzieci uczą się nazywać emocje, rozwiązywać konflikty, zawierać przyjaźnie. Zdarzają się trudności z samooceną, lękiem czy poczuciem odrzucenia. Dodatkowo nie bez znaczenia jest sytuacja domowa – rozwody, migracje zarobkowe czy brak wsparcia rodziny odbijają się na emocjach dziecka i jego funkcjonowaniu w szkole. Naszym zadaniem – jako nauczycieli – jest wspierać je w tych trudnościach i pomagać odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości. Każde dziecko ma inny bagaż doświadczeń i warto o tym pamiętać.
— Jak technologia zmienia edukację wczesnoszkolną? Pomaga czy przeszkadza?
— Pracuję w małej, wiejskiej, ale prężnie rozwijającej się placówce, w której organ prowadzący dba o rozwój technologiczny szkoły. Dzięki temu możemy dotrzymać kroku współczesnym wymaganiom edukacyjnym. Nowoczesne narzędzia, z których korzystam na co dzień, sprawiają, że moje zajęcia są dla uczniów ciekawsze, bardziej dostępne i angażujące. W tym sensie technologia zdecydowanie pomaga. Z drugiej strony widzę też jej cienie. Rozwój technologiczny, szczególnie poza szkołą, często zaburza rozwój społeczny dzieci. Mają one coraz większe trudności z komunikacją, budowaniem relacji, koncentracją. Często są przebodźcowane i zmęczone nadmiarem informacji. Technologia w edukacji jest potrzebna, ale tylko wtedy, gdy korzystamy z niej mądrze i z umiarem.
— Ma pani swoje sprawdzone sposoby na „trudny poranek”? Jak rozkręcić klasę po wakacjach?
— Rozmowa i zabawa – to tyle i aż tyle, by odzyskać dobry humor. Bardzo cenię też aktywność fizyczną – zwłaszcza taką, w której każde dziecko może poczuć się zwycięzcą. Ruch wyzwala endorfiny, poprawia nastrój i pomaga nawet w najbardziej pochmurny dzień.
— Jak wygląda dzień w klasach 1–3 oczami nauczyciela? Co nas – dorosłych – mogłoby zaskoczyć?
— Wrzesień oczami nauczyciela to intensywny czas – pełen dzieci, rodziców i… papierologii. Organizacja roku szkolnego, regulaminy, programy nauczania, plany pracy – wszystko musi być gotowe. Każdy dzień to rozmowa, zabawa, nauka i dużo śmiechu. Dzieci potrafią zaskakiwać swoją spostrzegawczością i szczerością. Myślę, że wielu dorosłych byłoby zdumionych, jak wiele (i jak szczerze!) ich dzieci o nich opowiadają.
— Czy są momenty, które wzruszają? Co najbardziej zapada pani w pamięć z pracy z dziećmi?
— Najbardziej w pamięci zostają mi oczy dzieci, którym udało się pokonać jakąś trudność, spełnić marzenie, osiągnąć sukces, nawet ten najmniejszy. Są pełne wdzięczności i szczerości. Nie zapomina się również pierwszych spotkań i rozstania po wspólnych latach.
— Co powiedziałaby pani rodzicom, którzy mają obawy przed posłaniem dziecka do szkoły?
— Wszystko będzie dobrze. Proszę uwierzyć we własne dziecko i jego potencjał, wtedy ono również w siebie uwierzy.
— Na zakończenie – czego życzyłaby sobie i swoim uczniom na ten nowy rok szkolny?
— Sobie życzę dużo siły i cierpliwości a uczniom wytrwałości i wiary we własne możliwości.
Zuzanna Leszczyńska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze