Matka Jezusa i Jego bliscy stoją na zewnątrz. Chcą z Nim rozmawiać. Kiedy Chrystus otrzymuje wiadomość o ich przybyciu, odpowiada słowami, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się zaskakujące, a nawet trudne: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?”. Następnie wskazuje na swoich uczniów.
„Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest Mi bratem, siostrą i matką”.
W swoim rozważaniu ks. Arkadiusz Szczepanik pokazuje, że nie są to słowa odrzucające Maryję czy podważające znaczenie rodziny. Przeciwnie - Chrystus otwiera przed człowiekiem perspektywę niezwykłej bliskości z Bogiem. Jednocześnie Ewangelia stawia przed wierzącym wymaganie: Słowa Bożego nie wystarczy jedynie usłyszeć. Trzeba je zrozumieć, przyjąć i pozwolić, aby rzeczywiście zmieniało życie.
Ks. Szczepanik zwraca uwagę na niezwykłą godność, jaką Chrystus nadaje swoim uczniom. Człowiek, który słucha Boga i pełni Jego wolę, zostaje nazwany członkiem rodziny Jezusa.
- Tak jesteśmy braćmi i siostrami Pana Jezusa przez chrzest, zanurzający nas w śmierć Pana Jezusa, w Jego zmartwychwstanie, w Jego życie, w Jego Krew Przenajświętszą, a także przez to, że słuchamy Słowa Bożego i staramy się wprowadzić je w czyn - mówi kapłan.
Szczególnie mocno wybrzmiewa porównanie wierzącego człowieka do Maryi. To właśnie Ona pozostaje wzorem słuchania i wypełniania Bożego Słowa.
- Zachwycamy się Maryją, która jest dla nas wzorem, nauczycielką, jest Matką Boga. I Pan Jezus nas porównuje do Matki Bożej. Jest moją matką, jeżeli słucha Słowa Bożego. Bo Słowo Boże wtedy się rodzi. Rodzi poprzez czyn - tłumaczy ks. Szczepanik.
Nie chodzi więc jedynie o znajomość Ewangelii. Słowo, które zostało usłyszane, powinno - jak podkreśla kapłan - znaleźć swoje przedłużenie w konkretnym życiu.
Co jednak właściwie znaczy „słuchać Słowa Bożego”? Ks. Szczepanik zatrzymuje się przy kwestii, która często może umykać w rozważaniach o wierze: przy roli rozumu.
Samo usłyszenie nie wystarcza.
- Słuchać to najpierw zrozumieć. Zrozumieć, co się słyszy - zaznacza.
Kapłan przywołuje historię św. Filipa i dworzanina królowej Kandaki, który czytał Księgę Izajasza. Filip zadał mu proste pytanie: „Czy rozumiesz, co czytasz?”. Mężczyzna odpowiedział, że potrzebuje kogoś, kto mu to wyjaśni.
Dla ks. Szczepanika kolejność ma znaczenie: najpierw człowiek próbuje zrozumieć Słowo, następnie przyjmuje je do serca, podejmuje decyzję, że chce według niego żyć, a wreszcie przekłada je na konkretne czyny.
Wiara nie może zatem opierać się wyłącznie na tym, co w danym momencie czujemy.
- Jednym z błędów, w które możemy popaść, jest to, że będziemy kierować się nie tym, co zrozumieliśmy, tylko tym, co odczuliśmy, co czujemy - przestrzega kapłan.
Uczucia są częścią ludzkiego życia, ale bywają zmienne. Dlatego decyzje podejmowane wyłącznie pod ich wpływem nie zawsze prowadzą człowieka we właściwym kierunku.
Jednym z najtrudniejszych momentów tej Ewangelii pozostaje zachowanie Jezusa wobec Maryi i swoich bliskich. Wiedział, że czekają na zewnątrz, a jednak nie przerwał nauczania.
Ks. Szczepanik próbuje spojrzeć na tę scenę także przez pryzmat wcześniejszych wydarzeń opisanych w Ewangelii - niepokoju bliskich Jezusa i docierających do nich opinii na temat Jego działalności.
W interpretacji kapłana zachowanie Chrystusa mogło być dla Maryi bolesnym doświadczeniem.
- W tym momencie Pan Jezus, można powiedzieć, nie wychodząc z tego domu, zostawiając na dworze swoją Matkę, swoich bliskich, w jakiś sposób przecina im pępowinę (...) tak, żeby to ich zabolało wręcz, żeby coś dotarło też do rozumu - mówi ks. Szczepanik.
Kapłan od razu zaznacza jednak, że nie oznacza to, iż Maryja nie wypełniała woli Boga. Wręcz przeciwnie - pozostaje jej najdoskonalszym wzorem.
W tej scenie dostrzega natomiast prawdę o drodze człowieka zbliżającego się do Boga.
- Ktoś, kto zbliża się do Boga, musi się przygotować na to, że Pan Bóg będzie go jeszcze bardziej oczyszczał. Pewne rzeczy będą jeszcze głębiej dotykały serca - podkreśla.
Maryja już wcześniej usłyszała od Symeona zapowiedź: „Twoją duszę miecz przeniknie”. Jej droga nie była wolna od bólu, niezrozumienia czy konieczności coraz pełniejszego oddawania Syna Bogu.
Ten fragment Ewangelii staje się dla ks. Szczepanika punktem wyjścia do refleksji nad relacjami między rodzicami a dorosłymi dziećmi.
Miłość może być szczera, głęboka i pełna troski, a mimo to - właśnie z powodu nadmiernej troski - utrudniać drugiemu człowiekowi wypełnienie jego własnego powołania.
Kapłan podaje prosty, nieco humorystyczny przykład matki zwracającej się do syna, który jest pilotem:
- „Synku, lataj bardzo niziutko i bardzo powoli, uważaj na siebie”. Ale to nie jest dobra rzecz dla lotnika. To jest niebezpieczne - zauważa.
Za tym obrazem kryje się jednak poważna myśl. Czasami troska podpowiada: zatrzymaj, ochroń, nie pozwól ryzykować. Tymczasem miłość musi również umieć pozwolić drugiemu człowiekowi pójść drogą, do której został powołany.
Dotyczy to nie tylko kapłaństwa. Ks. Szczepanik przypomina również słowa o człowieku opuszczającym ojca i matkę, aby stworzyć nową rodzinę.
- To opuszczenie jest czasem bardzo bolesne, ale potrzebne po to, żeby rzeczywiście mogła pojawić się nowa rzecz, jakby nowe narodzenie - mówi.
Kapłan porównuje ten proces do przecięcia pępowiny po narodzinach dziecka. Rozdzielenie może boleć, ale jest konieczne, aby mogło rozpocząć się nowe życie.
W centrum rozważania pozostaje jednak Maryja. Ks. Szczepanik przypomina jej odpowiedź daną Bogu: „Niech mi się stanie według słowa Twego”.
Maryja nie zostaje przedstawiona jako osoba kierująca się wyłącznie emocjami. Ewangelia mówi, że zachowywała wydarzenia w swoim sercu i rozważała ich znaczenie.
- Wszystkie słowa zachowywała w sercu i rozważała je, co miałyby znaczyć. Więc rozmyślała, rozum był cały czas aktywny - zauważa ks. Szczepanik.
Jej wielkość nie polega więc na tym, że nigdy nie doświadczała bólu. Polega na wierności Bogu także wtedy, kiedy droga wymagała coraz większego zawierzenia.
To właśnie dlatego słowa Jezusa o tym, że Jego matką, bratem i siostrą jest ten, kto pełni wolę Ojca, nie umniejszają Maryi. W świetle rozważania ks. Szczepanika pokazują raczej, dlaczego Maryja jest tak wyjątkowym wzorem dla każdego chrześcijanina.
Na końcu rozważania ks. Arkadiusz Szczepanik powraca do obrazu, od którego wszystko się zaczęło - rodziny Jezusa.
Chrystus rozszerza jej granice daleko poza więzy biologiczne. Człowiek znajdujący się na drugim końcu świata może stać się bratem lub siostrą drugiego człowieka poprzez tę samą więź z Chrystusem.
- Każdy, kto słucha Słowa Bożego, niezależnie gdzie na świecie jest, na którym kontynencie, staje się bratem i siostrą - mówi kapłan.
To szczególna wizja Kościoła: nie jako zbioru obcych sobie ludzi uczestniczących w tych samych obrzędach, ale jako rodziny złączonej nie więzami krwi, lecz Chrystusem.
Dlatego słowa Jezusa, które początkowo mogą wydawać się surowe wobec Jego własnej Matki, prowadzą ostatecznie do niezwykłej obietnicy. Każdy człowiek może znaleźć się blisko Boga. Każdy może należeć do Jego rodziny.
Droga do tej bliskości prowadzi jednak przez coś więcej niż samo słuchanie. Trzeba próbować Słowo zrozumieć, przyjąć je i pozwolić, aby znalazło swoje miejsce w codziennych decyzjach.
Bo - jak wynika z rozważania ks. Arkadiusza Szczepanika - rodziną Chrystusa stajemy się nie tylko wtedy, gdy o Nim słuchamy, ale przede wszystkim wtedy, gdy usłyszane Słowo zaczyna żyć w naszych czynach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze