Reklama

Czekasz na znak od Boga? Możliwe, że już go dostałeś

„Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie” – mówią do Jezusa uczeni w Piśmie i faryzeusze. Trudno nie dostrzec paradoksu tej sceny. Stoją przed Tym, który uzdrawiał chorych, wypędzał złe duchy i wypełniał zapowiedzi proroków, a mimo to wciąż domagają się kolejnego dowodu.

Dlaczego jedni, widząc tak wiele, nadal nie wierzą, podczas gdy inni potrafią usłyszeć jedno słowo i pozwolić, by zmieniło ich życie? W swoim rozważaniu ks. Arkadiusz Szczepanik zatrzymuje się właśnie nad tym pytaniem. I prowadzi je znacznie dalej: do naszych własnych oczekiwań wobec Boga, do krzyża, którego nie chcemy, choć pragniemy zbawienia, oraz do kryzysów, w których częściej prosimy Boga o zmianę sytuacji niż o przemianę własnego serca.

Widzieli cuda, a mimo to żądali kolejnego znaku

Faryzeusze i uczeni w Piśmie proszą Jezusa o znak. Tymczasem - jak zauważa ks. Szczepanik - znaki już były wokół nich.

Reklama

Przecież tyle znaków się działo dookoła. Przecież Pan Jezus wyrzucał złe duchy i te zapowiedzi proroka Izajasza, że głusi będą słyszeć, niewidomi widzieć, chromi chodzić, ubogim będzie głoszona Ewangelia - to wszystko nie było dla nich znakiem - mówi kapłan.

Problem nie polegał więc na braku dowodów. Chodziło o sposób, w jaki na nie patrzyli.

Nawet cuda Jezusa nie prowadziły ich do wiary. Jak przypomina ks. Szczepanik, potrafili tłumaczyć je działaniem złych mocy. To, co dla człowieka o otwartym sercu mogło stać się drogą do Chrystusa, dla nich stawało się kolejnym powodem do odrzucenia Go.

Reklama

Ich serca nie były otwarte na Ewangelię, na słowo Boga - podkreśla kapłan.

I właśnie tutaj pojawia się jedno z najważniejszych pytań całego rozważania: dlaczego serca ludzi znajdujących się tak blisko Jezusa pozostały zamknięte, podczas gdy mieszkańcy Niniwy posłuchali niechętnego im proroka, a królowa Saby przemierzyła ogromną drogę, by usłyszeć mądrość Salomona?

Czasami nie potrzeba kolejnego znaku. Potrzeba pokory

Ks. Szczepanik wskazuje na różnicę między tymi postawami. Mieszkańcy Niniwy potrafili przyjąć słowo, które było dla nich trudne. Nie otrzymali przecież wygodnego zapewnienia, że wszystko będzie dobrze. Usłyszeli wezwanie do nawrócenia.

Reklama

Podobnie królowa Saby była gotowa szukać mądrości daleko poza własnym światem i kulturą.

Były to serca, które przyjęły pewną wiadomość w pokorze, uznały, że potrzebują tych słów, że te słowa rzeczywiście ich zmieniają - mówi ks. Szczepanik.

To właśnie otwartość na przemianę odróżnia ich od tych, którzy domagali się kolejnego znaku.

Bo można - jak wynika z rozważania kapłana - pytać Boga po to, aby naprawdę usłyszeć odpowiedź. Można jednak również oczekiwać od Niego jedynie potwierdzenia tego, w co już wcześniej postanowiliśmy wierzyć.

Reklama

Chcemy Boga, który rozwiąże nasze problemy

W dalszej części rozważania ks. Arkadiusz Szczepanik dotyka problemu niezwykle aktualnego również dzisiaj: naszych własnych wyobrażeń o tym, co Bóg powinien dla nas zrobić.

Człowiek chciałby nieraz otrzymać znak, uzdrowienie, rozwiązanie problemu. Chciałby, aby Bóg usunął cierpienie, przywrócił pokój i uporządkował świat zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

Tymczasem - jak podkreśla kapłan - nie po to Chrystus przyszedł na świat.

Pan Jezus nie przyszedł po to na świat, by nas poinformować, zrobić jakąś sztuczkę, na przykład polewitować, skoczyć z narożnika świątyni, tak jak tego chciał szatan, kiedy kusił Pana Jezusa. Nie przyszedł po to, żeby wszyscy byli zdrowi, żeby tutaj na ziemi zapanował ład, pokój, żeby nie było wojen, żeby był rzeczywiście takim rozwiązaniem wszystkich społecznych i indywidualnych problemów - mówi ks. Szczepanik.

Reklama

To trudna myśl, ponieważ uderza w jedno z najbardziej naturalnych ludzkich pragnień: aby Bóg działał tak, jak my uważamy za najlepsze.

Kapłan przypomina, że podobne oczekiwania mieli uczniowie idący do Emaus. Liczyli na Mesjasza, który wyzwoli Izraela. Jezus przyszedł jednak dokonać czegoś nieskończenie większego - zwyciężyć grzech i śmierć.

Chcemy zbawienia. Ale czy chcemy drogi, która do niego prowadzi?

W tym miejscu pojawia się jedno z najmocniejszych zdań rozważania:

Często tak jest, że kiedy myślimy o krzyżu, wcale nie chcemy krzyża, ale chcemy zbawienia. A jak może być zbawienie bez krzyża? Przez krzyż idziemy do nieba.

Reklama

Według ks. Szczepanika problem faryzeuszy polegał również na tym, że chcieli wpisać Boga we własny scenariusz.

Oni by chcieli Pana Boga włożyć do własnych pomysłów, do tego, żeby Pan Bóg zrealizował ich pomysł - zauważa.

To pytanie wykracza daleko poza ewangeliczną historię. Czy wiara oznacza zaufanie Bogu również wtedy, kiedy Jego droga okazuje się zupełnie inna od naszej? Czy może próbujemy wierzyć tylko tak długo, jak długo wydarzenia układają się zgodnie z naszym planem?

Chrystus nie daje faryzeuszom znaku, którego oczekują. Wskazuje im znak Jonasza - zapowiedź własnej śmierci, przebywania w grobie i zmartwychwstania.

Reklama

I właśnie zmartwychwstanie, jak podkreśla ks. Szczepanik, pozostaje najważniejszym znakiem wiarygodności Chrystusa.

Gdyby Pan Jezus nie zmartwychwstał, próżna byłaby nasza wiara. (...) A jeżeli Pan Jezus zmartwychwstał, to znaczy: pokonał śmierć, pokonał szatana i zgładził nasze grzechy na krzyżu.

A jeśli w czasie kryzysu zadajemy Bogu niewłaściwe pytanie?

W ostatniej części rozważania ks. Szczepanik odnosi ewangeliczne wezwanie do kryzysów współczesnego świata i Kościoła. Mówi o kryzysie duchowym, odchodzeniu młodych ludzi od wiary i potrzebie ponownego otwarcia się na Boga.

Reklama

W tej części nagrania pojawiają się również odniesienia do doświadczeń czasu pandemii i zamykania kościołów. Kapłan stawia pytanie, czy w obliczu wielkich kryzysów człowiek nie koncentruje się przede wszystkim na tym, by Bóg jak najszybciej usunął problem, zamiast zastanowić się, do czego dane doświadczenie może go wezwać.

Odpowiedzi szuka ponownie w historii Niniwy.

Jej mieszkańcy nie zażądali od Jonasza znaku. Usłyszeli wezwanie i odpowiedzieli pokutą oraz nawróceniem.

Przede wszystkim przez to, co zrobili mieszkańcy Niniwy: przez pokutę, post, nawrócenie. Przez to, co zrobiła też królowa Saby - przez przyjęcie mądrości, ale przyjęcie nie mądrości Salomona, ale mądrości Jezusa Chrystusa, przyjęcie Jego słowa, które przemienia - mówi ks. Szczepanik.

Reklama

Największy znak może już być przed nami

Rozważanie ks. Arkadiusza Szczepanika prowadzi ostatecznie do pytania nie o to, czy Bóg daje człowiekowi wystarczająco wiele znaków, ale o to, czy człowiek jest jeszcze gotowy je przyjąć.

Faryzeusze widzieli cuda i nie uwierzyli. Mieszkańcy Niniwy usłyszeli słowo proroka, który - jak przypomina kapłan - sam nie szedł do nich z entuzjazmem, a jednak potrafili się nawrócić. Królowa Saby przybyła z daleka, ponieważ naprawdę chciała słuchać.

Być może więc największą przeszkodą na drodze do Boga nie zawsze jest Jego milczenie. Czasem jest nią nasze oczekiwanie, że przemówi dokładnie tak, jak sobie tego życzymy.

Reklama

Dlatego ks. Szczepanik kończy swoje rozważanie nie zachętą do szukania kolejnych nadzwyczajnych znaków, ale do otwarcia serca.

Prośmy dzisiaj o to, abyśmy nie tyle żądali znaków, nie tyle chcieli, żeby Pan Bóg ciągle nas jakoś przemieniał, uzdrawiał, ale żeby rzeczywiście nasze serce otworzyło się na przemieniające, uzdrawiające słowo Boga.

Bo znak, którego człowiek tak usilnie szuka, może już być przed nim. Pytanie tylko, czy jest gotowy przyjąć odpowiedź - także wtedy, gdy nie jest ona odpowiedzią, której oczekiwał.

Źródło: Kanał na Youtube - ks. Arkadiusz Szczepanik Aktualizacja: 22/07/2026 01:38
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości