Czy jeden z najbardziej rozpoznawalnych biurowców powojennej Warszawy powinien zostać objęty ochroną konserwatorską? To pytanie coraz głośniej wybrzmiewa w debacie o przyszłości miasta. Mazowiecki wojewódzki konserwator zabytków Marcin Dawidowicz prowadzi obecnie postępowanie administracyjne dotyczące ewentualnego wpisania budynku Intraco przy ul. Stawki 2 do rejestru zabytków.
Decyzja nie zapadnie jednak szybko. Jak podkreśla konserwator, konieczna jest szczegółowa analiza całej dokumentacji i materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie.
– Na obecnym etapie postępowania zebraliśmy materiał dowodowy. W trakcie czynności przeprowadzono również oględziny obiektu. Ustalono, że w ciągu lat budynek był w znacznym stopniu przebudowywany – poinformował Dawidowicz.
Procedura została uruchomiona na wniosek organizacji społecznej Obrońcy Zabytków Warszawy. Jej przedstawiciele od dłuższego czasu alarmują, że modernistyczna architektura drugiej połowy XX wieku znika z warszawskiego krajobrazu szybciej, niż zdąży się ją poddać rzetelnej ocenie konserwatorskiej.
Sprawa Intraco nabrała szczególnej dynamiki w ubiegłym roku, kiedy właściciel budynku – Polski Holding Nieruchomości – ogłosił plany jego rozbiórki. W miejscu obecnego wieżowca miałby powstać nowy, nowoczesny gmach, inspirowany historyczną bryłą budynku.
Według zarządu PHN obecny obiekt jest już przestarzały technologicznie, a jego gruntowna modernizacja byłaby nieopłacalna.
Prezes spółki Wiesław Malicki przekonywał wówczas, że nowy budynek spełniałby współczesne standardy bezpieczeństwa i ekologii.
– Powstanie obiekt odpowiadający wszystkim normom energooszczędności i ochrony środowiska, przyjazny zarówno dla użytkowników, jak i otoczenia – zapowiadał.
Zgodnie z wcześniejszym harmonogramem inwestor planował złożyć wniosek o pozwolenie na budowę na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2026 roku. Sama rozbiórka obecnego budynku mogłaby potrwać od roku do nawet szesnastu miesięcy. Zakończenie całej inwestycji i oddanie nowego wieżowca do użytku zakładano na 2030 rok.
Dla wielu warszawiaków Intraco to jednak coś więcej niż kolejny biurowiec w centrum miasta. Gdy powstał w 1975 roku na rogu ulic Stawki i Andersa – wówczas noszącej nazwę Marcelego Nowotki – był symbolem nowoczesności.
Wieżowiec wybudowała szwedzka firma na potrzeby Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego „Intraco”. Budynek miał służyć zagranicznym przedstawicielstwom techniczno-handlowym i stanowić wizytówkę gospodarczych kontaktów PRL z Zachodem.
Jak na realia lat 70. obiekt imponował rozwiązaniami technologicznymi. W podziemiach znalazł się parking na 200 samochodów, a w budynku zamontowano szybkie windy. Choć wieżowiec nie posiadał klasycznej klimatyzacji, zastosowano w nim system specjalnych czerpni, które wtłaczały chłodne powietrze na wyższe kondygnacje.
Przez kilka lat Intraco dominował nad warszawskim skyline’em. W latach 1975–1978 był najwyższym biurowcem w stolicy. Dopiero powstanie Intraco II przy ul. Chałubińskiego 8 odebrało mu ten tytuł.
W chwili otwarcia w budynku działało około 60 przedsiębiorstw zagranicznych – liczba, która w realiach gospodarki PRL robiła ogromne wrażenie.
Dziś, pół wieku później, Intraco stoi na symbolicznym rozdrożu. Dla jednych to wysłużony budynek biurowy, który powinien ustąpić miejsca nowoczesnej architekturze. Dla innych – ważny element powojennej historii miasta i świadectwo ambicji modernizacyjnych epoki.
Ostateczna decyzja konserwatora może więc przesądzić nie tylko o losie jednego budynku, lecz także o tym, jak Warszawa traktuje własną, stosunkowo młodą, ale coraz bardziej docenianą architektoniczną przeszłość.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze