Kto choć raz próbował rano wydostać się z Łomianek w stronę Warszawy, ten wie, że to nie jest zwykły przejazd. To codzienny test cierpliwości, strategii i nerwów. Dzieci spóźnione do szkoły, studenci na zajęcia, dorośli do pracy – wszyscy ruszają w ten sam rytuał: czy dziś szybciej będzie dołem, czy górą wiaduktu? A może przez Wiślaną? A może bokiem, koło Auchana? I tak dzień po dniu. Godzina w korku, dwie, czasem trzy, a potem powrót tą samą zakorkowaną trasą.
Łomianki rosną, rozwijają się, przyciągają nowych mieszkańców. Kawiarnie pełne, osiedla pną się w górę, deweloperzy zacierają ręce. Ale komunikacyjnie? Wciąż tkwimy w poprzednim wieku. Co z tego, że od lat słyszymy o „planach poprawy”, „modernizacjach” i „koncepcjach buspasa”, skoro realnie nie zmienia się nic? Ulica Pułkowa, ta codzienna arteria życia Łomianek, jest tak zapchana, że nawet autobusy stoją w miejscu. Kierowcy zerkają nerwowo na zegarki, a w autobusach słychać chóralne westchnienia rezygnacji.
Kiedy w poniedziałkowy poranek rusza policyjna akcja „Trzeźwy Poranek”, teoretycznie chodzi o bezpieczeństwo. W praktyce – kończy się paraliżem. Tak było 1 października: dziesiątki patroli, skrupulatne kontrole, a w efekcie – Łomianki odcięte od świata. Ludzie spóźnieni do pracy, dzieci do szkół, nerwy na granicy. „Bezpieczeństwo – tak, ale nie kosztem komunikacyjnego paraliżu” – mówią mieszkańcy. I trudno im się dziwić.
Burmistrz Tomasz Dąbrowski wysłał w tej sprawie oficjalne pismo do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, apelując o lepszą koordynację służb i wspólne działania na rzecz usprawnienia ruchu. Rzeczniczka urzędu, Karolina Jakobsche, podkreśla: miasto popiera akcje na rzecz bezpieczeństwa, ale „nie mogą one zamieniać się w totalną blokadę”.
Codzienne korki doprowadziły łomiankowiczów do granic cierpliwości. Frustracja narasta, więc mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce. Zebrali podpisy pod petycją do władz lokalnych, warszawskich i GDDKiA. Wśród postulatów: wydłużenie czasu zielonego światła przy ul. Wóycickiego, stworzenie buspasa, lepsza koordynacja ruchu.
– „To nie są wygórowane żądania. Chcemy po prostu normalnie dojeżdżać do pracy, nie spędzać półtorej godziny w korku, patrząc na te same tylne światła” – mówi Katarzyna Borucka, autorka petycji.
Urząd Miasta potwierdza: apel został przyjęty, trwają analizy i konsultacje z ZTM oraz Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad.
Pomysł metra wraca jak bumerang. Od lat. Raz jako wizja, raz jako żart, a czasem jako „fanaberia lokalnych polityków”. Ale może to wcale nie mrzonka? Jeszcze niedawno o metrze na Targówku też mówiono z pobłażaniem. Dziś nikt nie wyobraża sobie Warszawy bez tamtych stacji.
Były wiceprezydent Warszawy, Michał Borowski, już dawno przewidywał, że północne obrzeża stolicy – okolice Huty Luccini i Łomianek – staną się jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się rejonów aglomeracji. I miał rację. Budują się nowe osiedla, powstają firmy, ludzie się sprowadzają. A wraz z nimi – tysiące samochodów, których nie udźwignie żadna droga.
– „Nie musi to być klasyczne metro. Wystarczyłaby szybka kolej miejska lub tramwaj metropolitalny” – mówił niegdyś były starosta Jan Żychliński, autor koncepcji linii kolejowej Młociny–Łomianki–Modlin. Około 30 kilometrów torów mogłoby połączyć północ stolicy z lotniskiem i uwolnić kierowców z codziennego korkowego piekła.
Brzmi jak fantazja? Wcale nie. Takie rozwiązania działają od dawna w Paryżu, Berlinie, czy Pradze. Tylko u nas wciąż rozbijają się o urzędnicze „nie da się”.
Zarząd Transportu Miejskiego rozkłada ręce. – „Zwiększenie liczby autobusów niewiele da. Dopóki nie będzie buspasa lub innych rozwiązań drogowych, realnej poprawy nie będzie” – przyznaje Tomasz Kunert, rzecznik ZTM.
Krótko mówiąc: w obecnym układzie, każdy dodatkowy autobus to kolejny pojazd stojący w tym samym korku.
Światełkiem w tunelu ma być nowa trasa S7. Jej budowa ma odciążyć wjazd do Warszawy, ale to perspektywa kilku lat. Do tego czasu mieszkańcy będą dalej walczyć o każdą minutę przejazdu. Łomianki – mimo że formalnie „pod Warszawą” – komunikacyjnie są dziś na innej planecie.
I może właśnie dlatego temat metra nie jest już kaprysem, ale cywilizacyjnym obowiązkiem. Bo jak długo jeszcze mamy wybierać między korkiem dolnym a górnym? Jak długo mieszkańcy będą wysyłać listy, petycje i prośby, które trafiają w urzędniczą próżnię?
wawa.info
Źródła: ZTM, radiokolor.pl, Facebook. tvn24.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze