Reklama

Lewandowski przeżył szok w debiucie. Tego chyba się nie spodziewał

Debiut Roberta Lewandowskiego w barwach Chicago Fire z pewnością nie wyglądał tak, jak wyobrażali go sobie kibice polskiego napastnika. Zamiast efektownego wejścia do MLS były nerwowe gesty, niewiele konkretów pod bramką rywala i kilka sytuacji, które bardziej pasowały do piłkarskiej komedii pomyłek niż spotkania mającego być nowym otwarciem w karierze jednej z największych gwiazd futbolu.

Chicago Fire przegrało z Interem Miami 2:3, a sam mecz momentami przypominał sparing rozgrywany w środku okresu przygotowawczego. Problem w tym, że dla zespołów MLS nie był to żaden przedsezonowy test. Tym bardziej trudno było przejść obojętnie obok błędów, jakie popełniali zawodnicy obu drużyn.

Kuriozalne sceny na boisku. Trudno było uwierzyć własnym oczom

Tempo momentami spadało niemal do zera, między formacjami pojawiały się ogromne przestrzenie, a proste zagrania potrafiły sprawiać zawodnikom zaskakująco dużo problemów. Symbolem całego spotkania stała się sytuacja, po której Chicago objęło prowadzenie.

Reklama

Bramkarz Interu Miami Rocco Rios nie trafił w piłkę po podaniu od własnego zawodnika, a ta spokojnie wtoczyła się do siatki. Takie błędy zdarzają się nawet najlepszym, jednak tego wieczoru futbol postanowił napisać wyjątkowo przewrotny scenariusz.

W końcówce spotkania niemal identyczną pomyłkę popełnił Puso Dithejane. Tym razem konsekwencją nie był gol samobójczy, lecz zmarnowana szansa Chicago na zdobycie bramki, która mogła przesądzić o wyniku meczu.

I właśnie w takich okolicznościach swój pierwszy występ w nowym klubie zaliczył Robert Lewandowski.

Reklama

Lewandowski szybko pokazał frustrację. Komentator nie miał litości

Polak potrzebował zaledwie kilku minut, aby po raz pierwszy demonstracyjnie rozłożyć ręce. Nie spodobała mu się decyzja Dje D'Avilli, który zamiast szukać podania, zdecydował się na strzał. Był to pierwszy sygnał, że komunikacja między nowym napastnikiem a jego kolegami jeszcze mocno szwankuje.

Sam Lewandowski również nie dawał jednak wielu argumentów, by występ oceniać pozytywnie. Rzadko wywierał presję na defensorach rywali, przegrywał pojedynki i nie zawsze potrafił znaleźć dla siebie odpowiednią pozycję.

Reklama

Szczególnie wymowna była jedna z akcji pod koniec pierwszej połowy. Lewandowski cofnął się niemal 40 metrów od bramki, pomógł rozpocząć akcję, ale później nie ruszył za nią w pole karne. Gdy po chwili przyszło dośrodkowanie, w miejscu przeznaczonym zazwyczaj dla środkowego napastnika znalazł się pomocnik Anton Saletros.

Hiszpańskojęzyczny komentator oficjalnego nadawcy MLS nie ukrywał zdziwienia. Zwrócił uwagę, że to właśnie Lewandowski powinien znajdować się w miejscu, z którego ostatecznie oddano strzał.

Reklama

Wcześniej oberwało mu się również za ustawienie przy próbie podania Philipa Zinckernagela. Zdaniem komentatora Polak był zbyt łatwo kontrolowany przez obrońcę i właściwie sam odebrał koledze możliwość skutecznego zagrania.

Lewandowski opuścił boisko w 62. minucie. Podsumowanie jego pierwszego występu było krótkie i pozbawione kurtuazji: debiut nie należał do udanych.

Oczywiście trudno po nieco ponad godzinie gry wydawać ostateczne wyroki. Polak dopiero dołączył do nowego zespołu, potrzebuje czasu na poznanie kolegów i odzyskanie optymalnej dyspozycji. Nie da się jednak ukryć, że pierwsze zetknięcie z nową rzeczywistością mogło być dla niego dość brutalne.

Reklama

Miała być nowa wielka przygoda. Na razie pytań jest coraz więcej

Największym problemem może być jednak nie forma samego Lewandowskiego, lecz poziom drużyny, do której trafił. O ile w przypadku Polaka można zakładać, że z każdym kolejnym tygodniem będzie prezentował się lepiej, o tyle jego nowi koledzy mieli przecież za sobą normalny okres przygotowań.

A mimo to błędów nie brakowało. Niecelne strzały z dogodnych pozycji, chaotyczne wyprowadzanie piłki, problemy z podstawowymi zagraniami i decyzje, które trudno było zrozumieć, pojawiały się przez całe spotkanie.

Reklama

To rodzi pytanie, jak dokładnie analizowano sportową stronę transferu Lewandowskiego. W czasach, gdy kluby dysponują ogromną liczbą danych, statystyk i szczegółowych analiz każdego zawodnika, poziom przyszłych partnerów można sprawdzić bez większego problemu.

Niepokojące są również sygnały świadczące o tym, że sam Polak nie do końca znał specyfikę nowych rozgrywek. Jego zaskoczenie terminami spotkań rozgrywanych w czasie zgrupowań reprezentacji sugeruje, że przed transferem nie wszystkie kwestie zostały dokładnie przeanalizowane.

Reklama

Do tego dochodzi sposób, w jaki Chicago Fire wykorzystało marketingowo przyjście jednej z największych gwiazd w historii polskiego futbolu. Zamieszanie wokół prezentacji, problemy z dostępnością koszulek i kolejne organizacyjne niedociągnięcia sprawiają, że początek tej współpracy trudno nazwać perfekcyjnie przygotowanym.

Robert Lewandowski zapewne jeszcze nie raz odpowie na boisku wszystkim, którzy po pierwszym meczu zaczęli go skreślać. Po debiucie jedno jest jednak pewne: jeśli liczył na spokojną piłkarską jesień za oceanem, już po pierwszych 62 minutach mógł pozbyć się tych złudzeń. W Chicago pracy będzie miał zdecydowanie więcej, niż mogło się początkowo wydawać.

Źródło: przegladsportowy.onet.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości