W czwartek, 9 października, przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście odbyła się kolejna rozprawa w sprawie Łukasza Żaka, oskarżonego o spowodowanie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej we wrześniu 2024 roku.
Sąd zgodził się na zamianę aresztu tymczasowego wobec czterech współoskarżonych – Mikołaja N., Damiana J., Macieja O. i Kacpra K. – na dozór policji, zakaz opuszczania Warszawy oraz zakaz zbliżania się do jednego ze świadków. Warunkiem ich zwolnienia jest wpłata kaucji w wysokości 75 tysięcy złotych. Wobec Łukasza Żaka sędzia Maciej Mitera przedłużył areszt tymczasowy, uznając, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, iż to on jest sprawcą tragedii.
Wypadek, który wstrząsnął Warszawą
We wrześniu ubiegłego roku na Trasie Łazienkowskiej rozegrał się dramat. Pędzący z dużą prędkością volkswagen arteon, którym kierował Żak, zderzył się z fordem focusem, w którym jechała czteroosobowa rodzina. 37-letni ojciec zginął na miejscu. Jego żona oraz dwójka dzieci w ciężkim stanie trafili do szpitala.
Dramatyczne zeznania 23-letniej świadkini
Podczas czwartkowej rozprawy przed sądem stanęła 23-latka, która wracając ze znajomymi, była świadkiem wypadku i pomagała rannym.
– Na czerwonym świetle minął nas biały samochód, pędził z ogromną prędkością. Chwilę później usłyszeliśmy trzask, a pod kołami naszego auta coś zaczęło się łamać. Kiedy dojechaliśmy bliżej, zobaczyliśmy roztrzaskane samochody i ludzi leżących na jezdni – relacjonowała.
Kobieta opowiadała, że zajęła się rannym mężczyzną, który siedział przy barierkach. – Był zakrwawiony, mówił niewyraźnie. W pewnym momencie poprosił o swój telefon z białego volkswagena, choć wcześniej zaprzeczał, że w nim jechał. To wydało mi się dziwne – zeznawała.
Zaznaczyła też, że jej znajomi podbiegli do młodej kobiety, która leżała na asfalcie. – Była cała we krwi, walczyła o życie. Jej stan był bardzo ciężki – mówiła.
Świadek wskazała, że w pobliżu stali mężczyźni – oskarżeni. – Powtarzali, żeby do niej nie podchodzić i nie dotykać jej. Moi znajomi zapytali, dlaczego mamy nie pomagać. Odpowiedzieli tylko, że tym zajmą się służby. Ale ja nie widziałam, żeby oni sami jej udzielali jakiejkolwiek pomocy – dodała.
Z jej wcześniejszych zeznań w śledztwie wynikało, że mężczyźni mieli mówić: „jak leży, to niech leży”.
Te słowa wywołały gwałtowną reakcję Łukasza Żaka. Wstał i podniesionym głosem oświadczył: – Nie będę słuchał tych oszczerczych kłamstw! – po czym opuścił salę rozpraw.
Ojciec i dzieci w zakleszczonym fordzie
Kolejny świadek, mężczyzna, który był na miejscu razem z synem, opowiadał o próbach ratowania ofiar.
– W fordzie były zakleszczone cztery osoby. Kierująca była przytomna, krzyczała z bólu. Obok niej siedział mężczyzna, bez oznak życia. Z tyłu były dwie małe dzieci. Dziewczynka miała spazmy, chłopiec płakał i wyciągał rączki. To był obraz, którego nie da się zapomnieć – mówił, ze łzami w oczach.
Świadek dodał, że wraz z innym mężczyzną wyciągnęli z volkswagena kobietę z zakrwawioną twarzą. – Ułożyliśmy ją na ziemi w pozycji bocznej. Mój syn zdjął bluzę i podłożył jej pod głowę – relacjonował.
Zeznania policjanta
Na sali rozpraw wystąpił także policjant, który eskortował jednego z oskarżonych do szpitala. – Ten mężczyzna wielokrotnie powtarzał, że nie prowadził samochodu i że nie zna kobiety zabranej karetką. Powtarzał to w kółko, jakby chciał się tego wyuczyć na pamięć – mówił funkcjonariusz.
Proces trwa dalej
Kolejna rozprawa została wyznaczona na 21 listopada.
red./PAP/warszawa.eska.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze