Niektóre historie o emeryturach brzmią jak anegdota z pogranicza absurdu. A jednak to rzeczywistość: w Polsce można przejść na świadczenie wyższe niż pensja, którą pobierało się przez większość kariery. I nie chodzi o szczęśliwy zbieg okoliczności, lecz o konkretny zapis w przepisach, który od lat budzi kontrowersje.
Mechanizm jest prosty, choć jego skutki – już niekoniecznie. Opiera się na zasadzie, że wysokość emerytury w części służb mundurowych zależy od ostatniego wynagrodzenia. To wystarczy, by w końcówce kariery uruchomić całą machinę „korekty” zarobków.
W środowisku mundurowym od lat funkcjonuje zjawisko, o którym mówi się półgłosem: „awans na pożegnanie”. Tuż przed odejściem ze służby funkcjonariusz otrzymuje wyższe stanowisko i – co za tym idzie – wyższe uposażenie. Niekiedy tylko na krótki moment, bez realnej zmiany zakresu obowiązków.
Jak tłumaczy dr Łukasz Wacławik z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, przełożeni często przymykają na to oko. Powód jest prozaiczny – podwyżka nie obciąża długo budżetu jednostki, bo funkcjonariusz za chwilę odchodzi. Koszt przechodzi na system emerytalny.
Efekt? Emerytura liczona od „napompowanej” końcówki potrafi znacząco przewyższyć wynagrodzenie, które dana osoba otrzymywała przez większość swojej służby.
W praktyce oznacza to sytuacje, które dla wielu pracowników cywilnych wydają się nie do pomyślenia – świadczenie emerytalne wyższe niż wieloletnie zarobki.
Do tego dochodzą inne przywileje. Funkcjonariusze nie odprowadzają składek emerytalnych w taki sposób jak osoby zatrudnione w systemie powszechnym. Mogą też zakończyć służbę znacznie wcześniej – nawet po 15 latach, co w skrajnych przypadkach oznacza przejście na emeryturę już w wieku około 36 lat.
Początkowe świadczenie wynosi wtedy 40 proc. ostatniego wynagrodzenia i rośnie z każdym kolejnym rokiem służby. Co więcej, dorabianie po przejściu na emeryturę nie wiąże się z ograniczeniami, które obowiązują wielu innych emerytów.
Warto jednak zaznaczyć, że nie wszyscy mundurowi korzystają z tych zasad. Przywilej liczenia emerytury od ostatniej pensji dotyczy tylko tych, którzy rozpoczęli służbę przed 2013 rokiem. Młodsi funkcjonariusze mają już świadczenia wyliczane na podstawie średnich zarobków z ostatnich lat.
Mimo to ich sytuacja i tak pozostaje korzystniejsza niż w powszechnym systemie emerytalnym. Tam obowiązuje prosta matematyka: suma zgromadzonych składek dzielona jest przez przewidywaną długość życia. Liczy się cały przebieg kariery – każda składka i każdy rok pracy, niezależnie od tego, czy zarobki rosły, czy malały.
To zestawienie dwóch światów: jednego, w którym kluczowa bywa końcówka kariery, i drugiego – gdzie znaczenie ma całe zawodowe życie. I choć przepisy stopniowo się zmieniają, echo dawnych zasad wciąż wyraźnie wybrzmiewa w wysokości wypłacanych świadczeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze