W gronie pracowników swojej fundacji Bill Gates zdecydował się powiedzieć to, czego przez lata unikał w tak bezpośredniej formie: że jego kontakty z Jeffreyem Epsteinem były „ogromnym błędem”. I że to on ponosi za nie odpowiedzialność.
Jak ujawnił dziennik The Wall Street Journal, założyciel Microsoftu przeprosił zespół Bill & Melinda Gates Foundation za relacje z finansistą skazanym za przestępstwa seksualne. Przyznał, że jego decyzje – nawet jeśli nie miały charakteru przestępczego – rzuciły cień na reputację organizacji, która przez lata budowała wizerunek jednej z najważniejszych instytucji filantropijnych na świecie.
– Spędzanie czasu z Epsteinem było ogromnym błędem – powiedział Gates. – Przepraszam wszystkich, których wciągnąłem w konsekwencje tej decyzji.

Relacja Gatesa z Epsteinem rozpoczęła się w 2011 roku, trzy lata po tym, jak finansista został skazany na Florydzie za wykorzystywanie seksualne nieletnich. To właśnie ten fakt dziś budzi największe kontrowersje: Gates przyznaje, że nie zweryfikował wystarczająco dokładnie przeszłości swojego rozmówcy.
Mimo narastających wątpliwości – również ze strony jego ówczesnej żony, Melindy French Gates – spotkania trwały do 2014 roku. Gates podróżował z Epsteinem prywatnym odrzutowcem, spotykał się z nim w Nowym Jorku, Waszyngtonie, Niemczech i Francji. Podkreśla, że nigdy nie nocował w jego posiadłościach i nie był na jego prywatnej wyspie.
Epstein – skazany w 2008 roku i ponownie oskarżony przez prokuraturę federalną w 2019 roku o handel nieletnimi w celach seksualnych – zmarł w areszcie w Nowym Jorku. Oficjalnie popełnił samobójstwo. Dla opinii publicznej stał się symbolem układów, wpływów i milczącej tolerancji elit.
Podczas spotkania z pracownikami fundacji Gates odniósł się również do kwestii osobistych. Przyznał, że miał dwa romanse z Rosjankami – informacja o tych relacjach miała docierać do Epsteina. Jak zapewniał, nie były to kobiety z otoczenia finansisty ani jego ofiary.
– Nie zrobiłem niczego nielegalnego. Nie widziałem niczego nielegalnego – mówił. Wyjaśnił, że jedna z kobiet była brydżystką, poznaną podczas wydarzeń związanych z tą grą, druga – fizyczką jądrową, z którą zetknął się w kontekście zawodowym.
Gates podkreślał, że nigdy nie spędzał czasu z kobietami powiązanymi z przestępczą działalnością Epsteina. Jednocześnie przyznał, że dziś widzi wyraźnie, jak jego obecność mogła wzmacniać wiarygodność finansisty.
Gates tłumaczył, że Epstein przedstawiał się jako człowiek o szerokich kontaktach w świecie finansów – zwłaszcza na Wall Street – oraz jako ktoś, kto mógłby pomóc w pozyskiwaniu środków na globalne projekty zdrowotne. W spotkaniach uczestniczyli inni wpływowi ludzie, co – jak mówi miliarder – tworzyło wrażenie, że sytuacja jest „normalna”.
Dziś ta „normalność” brzmi jak ostrzeżenie.
Gates przyznał wprost: jego relacja z Epsteinem pomogła przestępcy w budowaniu reputacji. A reputacja w świecie wielkich pieniędzy i wielkich projektów bywa walutą cenniejszą niż gotówka.
Dla człowieka, który od lat próbuje definiować siebie przede wszystkim jako filantropa, nie technologicznego magnata, sprawa Epsteina pozostaje rysą. Bill Gates budował swoją drugą karierę wokół walki z malarią, poprawy dostępu do szczepień i wsparcia globalnej ochrony zdrowia. Tymczasem kilka decyzji sprzed dekady wciąż wraca.
W świecie elit odpowiedzialność rzadko bywa jednoznaczna. Czasem nie polega na udziale w przestępstwie, lecz na tym, komu swoją obecnością i nazwiskiem nadaje się wiarygodność.
Gates mówi dziś o błędzie. Opinia publiczna wciąż zadaje pytanie, czy to wystarczy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze