Jedni widzą w tym wygodę, inni – architektoniczny zgrzyt. Nowy sklep Dino, który powstaje na warszawskich Zawadach, jeszcze się nie otworzył, a już budzi emocje. Nie chodzi o ceny czy asortyment, lecz... wygląd. Czy naprawdę przypomina „kurnik”? I co na to mieszkańcy Wilanowa?
„Estetyczne nieporozumienie” czy potrzebna alternatywa?
Na Zawadach – jednej z willowych enklaw dzielnicy Wilanów – powstaje pierwszy sklep sieci Dino w Warszawie. Choć to wciąż plac budowy, mieszkańcy już teraz spierają się o sens tej inwestycji. A właściwie – o jej wygląd.
– Nie mam nic do Dino jako marki. Fajnie, że to polska sieć, fajnie, że w końcu coś innego niż Lidl czy Biedronka. Ale to, jak ten budynek wygląda… przepraszam, to jest brzydkie. Jak z czasów PRL-u. Kompletnie nie pasuje do tej okolicy – mówi pani Patrycja, mieszkanka Zawad.
W podobnym tonie wypowiada się pan Tomasz, ojciec dwójki dzieci:
– Przypomina kurnik. Serio. Nawet nie chodzi o snobizm – po prostu nie przystaje do architektury dzielnicy. Tu ludzie budują domy z cegły, drewna, szkła, a nie tanie baraki z blachy.
Nie wszystkim to przeszkadza
Ale nie wszyscy narzekają.
– Ludzie mają za dobrze – komentuje pani Aneta, emerytka z okolicy. – Za chwilę będą chcieli, żeby każdy sklep wyglądał jak galeria sztuki. Ważne, że będzie blisko, będzie tanio, i że polskie – mówi.
Pan Marek, właściciel pobliskiej firmy budowlanej, zwraca uwagę na aspekt praktyczny:
– Estetyka? Może i średnia. Ale kto na to patrzy, kiedy trzeba kupić chleb, mleko i pieluchy w 10 minut, bo dzieci płaczą?
W mediach społecznościowych temat szybko stał się memem. Pojawiły się komentarze, że Dino powinno nazywać się „Le Dino”, żeby nie razić wrażliwych gustów mieszkańców Wilanowa. Inni proponują: „Może obłożyć to francuskim tynkiem i nazwać butikiem spożywczym?”
„Dino to nie wstyd, ale mogło być lepiej”
Głos zabierają też architekci i urbaniści.
– Problem polega na tym, że Dino stosuje ujednolicony, tani model zabudowy – komentuje anonimowo jeden z warszawskich architektów. – Nie dostosowuje się do lokalnego kontekstu, co w dzielnicach takich jak Wilanów automatycznie budzi opór. Wystarczyłaby elewacja z drewna albo szkła, by wyciszyć ten spór.
Finał już przesądzony
Niezależnie od opinii, sklep powstaje zgodnie z przepisami i miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Oznacza to, że żadne protesty nie zatrzymają inwestycji.
Otwarcie planowane jest na jesień. Wtedy przekonamy się, ilu z krytyków jednak stanie w kolejce po świeże bułki. A ci, którym elewacja nie przypadnie do gustu, mogą – jak pisał złośliwie jeden z internautów – „spojrzeć w innym kierunku”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze