Reklama

Dramat na Narodowym. Polska była o krok od kompromitacji

Środowy wieczór na PGE Narodowym długo wyglądał jak powtórka z nieudanego scenariusza sprzed kilku dni. Reprezentacja Polski znów zaczęła od odważnych deklaracji i wysokiego pressingu, ale z czasem oddała inicjatywę rywalowi, popełniała błędy i momentami sprawiała wrażenie zespołu szukającego własnej tożsamości. Tym razem jednak finał był zupełnie inny. W doliczonym czasie gry Przemysław Wiśniewski huknął z dystansu i uratował biało-czerwonym remis 2:2 w towarzyskim spotkaniu z Nigerią.

Na stadionie w Warszawie pojawiło się ponad 54 tysiące kibiców, którzy obejrzeli mecz pełen zwrotów akcji, nerwów i kilku ważnych sygnałów dla selekcjonera Jana Urbana przed jesiennymi wyzwaniami w Lidze Narodów.

Mocny początek i zimny prysznic

Polacy weszli w spotkanie bardzo agresywnie. Już w pierwszych minutach było widać, że po porażce z Ukrainą drużyna chce pokazać zupełnie inną energię. Wysoki pressing, szybkie odbiory i odważne wejścia skrzydłami sprawiły, że Nigeria przez chwilę miała problem z wyjściem z własnej połowy.

Reklama

Najlepszą okazję na początku miał Jakub Kamiński. Po świetnym dośrodkowaniu Nicoli Zalewskiego znalazł się zupełnie sam w polu karnym, ale jego uderzenie głową było niecelne. Ten moment tylko potwierdził coś, co później wracało przez większość wieczoru — Polacy potrafili stworzyć sytuację, lecz brakowało konkretu.

Nigeria przeczekała napór gospodarzy i z każdą minutą wyglądała coraz pewniej. Goście imponowali spokojem w rozegraniu i szybkością po przejęciu piłki. W 23. minucie przeprowadzili kontratak, który zakończył Terem Moffi. Początkowo arbiter odgwizdał spalonego, ale analiza VAR rozwiała wątpliwości — gol został uznany.

Reklama

Warszawski stadion wyraźnie przycichł. Z trybun częściej słychać było pomruk niepokoju niż doping. Polacy mieli problem z rytmem, a Nigeryjczycy kontrolowali tempo gry znacznie dojrzalej, niż można było się spodziewać po meczu towarzyskim.

Młodość dała impuls reprezentacji

W momencie, gdy atmosfera zaczynała robić się ciężka, odpowiedzialność wziął na siebie jeden z najmniej doświadczonych zawodników na boisku. Kacper Potulski, dla którego był to pierwszy występ w wyjściowym składzie reprezentacji, wykorzystał zamieszanie pod bramką Nigerii i tuż przed przerwą doprowadził do wyrównania.

Reklama

18-letni obrońca świetnie odnalazł się po mocnym zagraniu Zalewskiego i z bliska skierował piłkę do siatki. PGE Narodowy eksplodował z ulgą, a sam Potulski zapisał się w gronie najmłodszych strzelców gola w historii reprezentacji Polski.

Ten moment zmienił też nastrój wokół drużyny. Jeszcze kilka minut wcześniej kibice reagowali zniecierpliwieniem, a schodzących do szatni piłkarzy po pierwszej połowie pożegnały już brawa.

Po zmianie stron Nigeria przejęła jednak kontrolę nad wydarzeniami. Selekcjoner gości Eric Chelle dokonał aż siedmiu zmian, ale nie osłabiło to zespołu. Wręcz przeciwnie — świeżość i dynamika afrykańskiej drużyny sprawiły Polakom ogromne problemy.

Reklama

Najpierw świetnej okazji nie wykorzystał Paul Onuachu, który minimalnie spudłował głową z kilku metrów. Chwilę później sędzia, po konsultacji z VAR, podyktował rzut karny za zagranie ręką Kacpra Kozłowskiego. Do piłki podszedł właśnie Onuachu i pewnym strzałem pokonał Kamila Grabarę.

Wiśniewski bohaterem ostatnich sekund

Końcówka meczu należała do Roberta Lewandowskiego, choć tym razem kapitan reprezentacji nie miał powodów do satysfakcji. Najpierw próbował wykorzystać błąd obrońcy Nigerii, ale zabrakło mu czasu na precyzyjne wykończenie akcji. Kilka minut później był blisko po dośrodkowaniu Piotra Zielińskiego z rzutu wolnego, jednak świetnie interweniował Maduka Okoye.

Reklama

Kiedy wydawało się, że Polska zakończy czerwcowe zgrupowanie kolejnym rozczarowaniem, nadeszła ostatnia akcja spotkania. W piątej minucie doliczonego czasu gry piłkę przed polem karnym otrzymał Przemysław Wiśniewski. Obrońca nie zastanawiał się długo — uderzył mocno z dystansu, a futbolówka wpadła do siatki obok bezradnego bramkarza Nigerii.

Gol wywołał eksplozję emocji na trybunach i sprawił, że z boiska schodzono w zupełnie innych nastrojach niż jeszcze chwilę wcześniej. Symboliczne było też to, kto uratował reprezentację. Obie bramki dla Polski zdobyli obrońcy — zawodnicy, którzy dopiero budują swoją pozycję w kadrze.

Reklama

Wieczór w Warszawie nie rozwiał wszystkich wątpliwości wokół reprezentacji Jana Urbana. Polska nadal ma problem z utrzymaniem kontroli nad meczem i zbyt łatwo oddaje inicjatywę rywalom. Jednocześnie spotkanie z Nigerią pokazało, że w tej drużynie jest charakter i kilku młodych piłkarzy gotowych brać odpowiedzialność nawet w najtrudniejszych momentach.

Dla biało-czerwonych był to ostatni sprawdzian przed jesienną Ligą Narodów, w której zmierzą się z Bośnią i Hercegowiną, Szwecją oraz Rumunią. Po remisie z Nigerią trudno mówić o pełnym optymizmie, ale równie trudno odmówić tej drużynie determinacji. A czasem właśnie od takich wieczorów zaczyna się odbudowa.

Źródło: PAP Aktualizacja: 05/06/2026 00:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo WaWa.info




Reklama
Najnowsze wiadomości