Światowy porządek, jaki znamy od końca II wojny światowej, chwieje się w posadach. Ale – jak przekonuje były premier Szwecji Carl Bildt w rozmowie z money.pl – to nie Moskwa czy Pekin odpowiadają za jego rozpad, lecz sami Amerykanie. – Liberalny porządek był wystarczająco bliski ideału, żeby działał. Stworzyli go Stany Zjednoczone, ale to one w dużej mierze go teraz niszczą – mówi szwedzki polityk.
Bildt od lat uchodzi za jednego z najbardziej przenikliwych obserwatorów geopolityki. Na tegorocznym Impact World Update kreśli obraz świata, w którym dotychczasowe fundamenty kruszeją, a nowe jeszcze się nie ukształtowały.
Zdaniem Bildta, nie mamy do czynienia z narodzinami nowego, stabilnego układu sił. To raczej erozja dotychczasowego porządku, w którym Amerykanie byli niekwestionowanym liderem. Donald Trump – twierdzi – znacząco przyspieszył ten proces. Wojna handlowa z Indiami i Chinami, wysokie cła, podważanie sojuszy – wszystko to osłabiło globalną rolę USA.
I to właśnie widać dziś w Azji. Premier Indii Narendra Modi zacieśnia relacje z Xi Jinpingiem i Władimirem Putinem. Zdjęcia, na których Modi trzyma rosyjskiego przywódcę za rękę, nie są przypadkowe. – Trump swoimi decyzjami popchnął Indie w stronę Moskwy i Pekinu. To efekt polityki USA, a nie nagłej miłości Modiego do Putina – tłumaczy Bildt.
Wbrew alarmistycznym głosom, były premier Szwecji uspokaja: Władimir Putin nie ma dziś zdolności, by w ciągu 18 miesięcy rozpętać nową wojnę.
– Po trzech i pół roku zajął mniej niż 20 proc. Ukrainy. To militarna porażka – ocenia.
Bildt nie wierzy w szybki pokój, ale dopuszcza możliwość zawieszenia broni. Problem w tym, że – jak mówi – dla Putina „pokój” oznacza zamianę Ukrainy w cmentarzysko. Rosyjski przywódca nie może się wycofać, bo jego przyszłość polityczna jest nierozerwalnie związana z tą wojną.
W tym globalnym chaosie Polska – zdaniem Bildta – zyskuje na znaczeniu jak nigdy dotąd.
– Macie jedną z najlepiej funkcjonujących gospodarek w Europie, a to przekłada się na pozycję polityczną i wojskową. Polska mogłaby stać się jednym z liderów obok Niemiec i Francji – mówi były premier Szwecji.
Zastrzega jednak, że do pełni tego potencjału potrzebna jest większa jedność polityczna. – Rola prezydenta w Polsce jest ważna, ale nie decydująca. Nauczyliśmy się tego za Andrzeja Dudy. Bardziej jednolity głos jeszcze by w tym pomógł – zauważa.
Jeśli o Ukrainie mówi z umiarkowanym optymizmem, to w przypadku Bliskiego Wschodu jego ton jest niemal całkowicie pesymistyczny. – Izrael ma niezwykłą zdolność do prowadzenia wojny, ale całkowitą niezdolność do zawierania pokoju – komentuje.
Obecny konflikt w Gazie, według Bildta, nie tylko się nie zakończy, ale stworzy kolejne pokolenie ludzi pozbawionych nadziei, gotowych do przemocy. – Ekstremiści w Izraelu otwarcie mówią, że chcą zagłodzić Palestyńczyków. Trudno uwierzyć, że bardziej umiarkowane elity na to pozwalają – dodaje.
Jakie wyzwania stoją przed Unią Europejską? Dwa główne: bezpieczeństwo i konkurencyjność gospodarki.
Bildt przypomina, że po latach uzgodnień mamy wreszcie pakt migracyjny, ale ostrzega, że wciąż brakuje realnych działań, by wzmocnić europejską gospodarkę.
Mimo to dostrzega też szansę. – Europa jest dziś większą potęgą handlową niż USA. Jeśli zbudujemy sieć globalnych sojuszy, możemy wykorzystać tę przewagę. Musimy być bardziej ofensywni – apeluje.
Carl Bildt kończy rozmowę z typową dla siebie ironią: – W Unii mamy 27 demokracji. Do tego Brytyjczyków i Norwegów, którzy też zaraz idą do urn. W Europie nigdy nie jest nudno.
Ale z jego słów przebija coś więcej niż tylko komentarz do bieżących wydarzeń. To ostrzeżenie: jeśli Europa nie odnajdzie się w nowym, nieuporządkowanym świecie – jeśli nie będzie działać razem – może przegapić historyczną szansę na wzmocnienie swojej pozycji.
Źródło: money.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze